8

Light Rider, czyli motocykl z drukarki. Naprawdę drogi motocykl…

Co można dzisiaj wydrukować? Niektórzy odpowiedzą pewnie, że wszystko. Ta wersja jest chyba przesadą, ale wymienimy mnóstwo produktów, które da się stworzyć z pomocą druku 3D - od ciastek, przez instrumenty muzyczne i narzędzia po samochody czy nawet domy. Do tego zestawu wypada teraz dorzucić motocykl Light Rider: lekki, o nieprzeciętnym wyglądzie i... bardzo drogi. Ale to pokaz możliwości, z których z czasem wszyscy będziemy mogli skorzystać.

Light Rider stworzyła firma APWorks – to spółka zależna Airbusa, a zatem jednej z największych korporacji świata, molocha, a nie jakiegoś startupu proszącego o kasę w serwisie finansowania społecznościowego. Jakie ma to znaczenie? Po pierwsze, maszyna już powstała i jest do kupienia. Po drugie, patrzymy na pokaz możliwości – nawet, jeśli sam motocykl jest poza naszym zasięgiem (kosztuje 50 tysięcy euro, w sprzedaży jest 50 sztuk), to z czasem koncern będzie mógł wykorzystać zdobyte doświadczenie w produkcji. Możliwe, że dokona tego na polu, z którym najlepiej go kojarzymy, czyli z lotnictwem, ale nie można wykluczać, że APWorks pociągnie temat motocyklowy i po prostu uczyni go bardziej przystępnym. Jeżeli będzie popyt, należy się spodziewać i podaży.

Aluminiowy pył: wytrzymały i lekki

Light Rider waży około 35 kg, sama rama to jakieś 6 kg. Do jej druku użyto pyłu aluminiowego, który sprawia, że wytworzony element jest twardy, wytrzymały, a jednocześnie bardzo lekki. Taki materiał może namieszać w produkcji pojazdów i maszyn – zarówno tych małych, jak i naprawdę dużych. Obniżenie masy motocyklu czy samolotu sprawi, że spadnie zużycie paliwa, a to prowadzi do oszczędności. Przewoźnicy z pewnością będą tym zainteresowani, finalnie ich klienci też powinni być zadowoleni, bo zapłacą mniej za podróż. Dla jednego pasażera różnica pewnie nie będzie porażająca, ale dla firmy w skali roku może mieć kolosalne znaczenie. Wróćmy jednak do Light Rider.

Motocykl rozpędza się do 80 km/h, na jednym ładowaniu (to sprzęt zasilany energią elektryczną) jest w stanie pokonać do 60 km. Całkiem niezły wynik – raczej odpadają długie wypady poza miasto i przemierzanie kraju na takiej maszynie, ale w mieście może się sprawdzić. Rozwiązanie równie ciekawe, co Gogoro, o którym pisałem pod koniec ubiegłego roku. Gdyby tak udało się połączyć oba rozwiązania, pojawiłby się pewnie naprawdę intrygujący sprzęt. I można założyć, że do tego dojdzie – coraz więcej firm eksperymentuje, ich poczynania zaczną przynosić efekty.

Light Rider to początek

Dla jednych ten sprzęt będzie pewnie wyłącznie zabawką dla bogatych, elementem kolekcji kogoś dobrze sytuowanego. Ale to samo można było napisać o wielu produktach, które z czasem trafiły do masowej produkcji i znalazły się pod naszymi strzechami. Opracowywane są nowe materiały i technologie wytwarzania komponentów, powinniśmy trzymać kciuki za to, by projektów typu Light Rider przybywało. Ktoś stwierdzi, że jest to równie bezsensowne, co lot Solar Impulse 2, ale w obu przypadkach uważam, że gra jest warta świeczki i dobrze się dzieje, iż ktoś wykłada kasę na badania, produkcję, testy. Prędzej czy później wszyscy na tym skorzystamy.