2

O szacunku dla polskiej transformacji i zmianach dokonanych przez Netfliksa mówi nam wiceprezes Liberty Global Ventures

Świat stał się globalną wioską, więc i biznes trzeba robić globalnie – takie opinie coraz częściej można usłyszeć w kontekście działania startupów, ale i funduszy inwestycyjnych. Wczoraj pisałem, że problemem tych pierwszych na rynku polskim może być brak kasy, dzisiaj spojrzenie na sektor z punktu widzenia funduszu inwestycyjnego.

Liberty Global Ventures to fundusz należący do Liberty Global – korporacji mediowej, w skład której wchodzi m.in. UPC. W portfelu funduszu znajdziemy spółki pracujące na polach nowych technologii, tworzenia i dystrybucji treści, Internetu. Firma działa na kilku kontynentach i posiada siedziby w Europie oraz Stanach Zjednoczonych. LGV inwestuje w biznesy na różnych etapach rozwoju, umowy zaczynają się od kilku milionów, a kończą na 20 milionach dolarów. Nam na temat działalności funduszu i niektórych fragmentów rynku udało się porozmawiać z jednym z top menedżerów firmy.

Maciej Sikorski: Które kraje z regionu EMEA są teraz najbardziej monitorowane pod kątem nowych spółek, wyróżniających się spośród konkurencji i wyglądających obiecująco w prognozach?

Sander Vonk, Vice President Liberty Global Ventures: Wszystkie kraje regionu są interesujące ze względu na swoją historię, która sprawiła, że muszą one szybko nadrabiać historyczne zaległości. Mam na myśli przede wszystkim kraje CEE. To, co przez ostatnie 27 lat stało się w krajach postkomunistycznych, budzi mój najgłębszy szacunek i podziw. Nie dziwi mnie, że właśnie tu innowacyjność przedsiębiorców jest tak duża. Jeśli mam wymienić konkretne kraje, to z pewnością moje największe zainteresowanie budzi to, co dzieje się w Polsce i Czechach.

Nawiązując do poprzedniego pytania: czy pozycja Polski wśród innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej jest dobra? Ile polskich spółek znajduje się w portfelu funduszu inwestycyjnego? Czy istnieją plany inwestycji w inne projekty, a jeśli tak, to jakie?

Polska ma wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej bardzo dobrą pozycję – od początku transformacji ustrojowej jest nieformalnym liderem państw z tego regionu i nie inaczej jest w przypadku innowacyjności waszych start-upów. Widzę tu olbrzymi potencjał, nie tylko ze względu na niezwykłego ducha przedsiębiorczości, ale również dzięki nieustannemu rozwojowi właściwego ekosystemu, który pozwala młodym firmom się rozwijać. Konkurs Think Big UPC Biznes oraz program dla młodych przedsiębiorców to świetny przykład inicjatywy, która nie tylko wspiera młode firmy w dążeniu do realizacji ich marzeń, ale również przyczynia się do tworzenia ekosystemu sprzyjającego rozwojowi innowacyjnych przedsiębiorstwo oraz – na szerszą skalę – do rozwoju cyfrowej i konkurencyjnej gospodarki. Ze względu na ten potencjał, a także ciekawe projekty, w naszym portfelu znajduje się jeden polski start-up, a ponadto trwają intensywne rozmowy z jeszcze jedną polską firmą w fazie „scale up”.

Czy można powiedzieć, że nasz rynek specjalizuje się w rozwijaniu firm z konkretnych branż?

Naszym celem nie jest ocena wszystkich polskich branż, ale właśnie konkretnych technologii, a monitorując te technologie w różnych krajach widzimy, że polskie start-upy mają dostęp do wysoko wykwalifikowanych, posługujących się językiem angielskim specjalistów (mam tu na myśli inżynierów). Na zmieniającym się, coraz bardziej konkurencyjnym rynku innowacyjnych usług, opartych o technologie cyfrowe, nie ma sensu skupiać się na branżach, bo w każdej znaleźć można coś, co daje potencjał i szansę na rozwój od start-upu do wielkiego biznesu. Ważne jest, by kluczem była nowoczesność i kreatywność.

Czy nasze, polskie firmy wyróżniają się w konkretnych obszarach?

Takie konkursy jak choćby Think Big pokazują wyraźnie, że polska innowacyjność i przedsiębiorczość nie ogranicza się do konkretnych obszarów gospodarki. Mogą tu w finale znaleźć się zarówno firmy z branży medycznej, security, turystyki jak i e-commerce czy szeroko pojętych nowych technologii. Podobnie zresztą jest w innych krajach regionu CEE, np. w Czechach, gdzie zaadaptowany został program Think Big, pod nazwą Ignite.

Prognozy dotyczące rozwoju rynku afrykańskiego są bardzo interesujące. W tamtejszych krajach boom demograficzny może sprawić, że do końca obecnego stulecia populacja Afryki będzie wynosić kilka miliardów osób. Czy Państwa firma skupia się na tym rynku? Czy zgodziłby się Pan, że to rynek bardziej perspektywiczny niż europejski? Na które z tych krajów fundusz zwraca najwięcej uwagi?

Posiadamy jedną inwestycję w Kenii oraz w spółce europejskiej skupionej na sprzedaży na rynek afrykański. Nie jesteśmy jednak jakoś szczególnie skupieni na Afryce czy jakimś jej konkretnym rynku. Myślę, że dzisiejszy rynek traktować trzeba globalnie, bo nowoczesne technologie nie znają granic. Pomysł z Afryki za chwilę może zostać z powodzeniem zaimplementowany i twórczo rozwinięty w Europie, jak i na odwrót. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że naszym fokusem jest cały świat. Zgodnie zresztą ze słowem „Global” w nazwie naszej firmy.

Kontynuując tę kwestię: czy istnieją jakieś interesujące start-upy w Afryce? Czy afrykańska branża nowych technologii rozwinęła się na tyle, aby warto było ją monitorować? Jeśli tak, to dlaczego fundusz monitoruje region EMEA z Amsterdamu? Czy nie byłoby lepiej otwierać biura w Europie Środkowej lub w jednym z krajów afrykańskich?

Skupiamy się wyłącznie na inwestycjach mających sens ze strategicznego punktu widzenia, co oznacza, że firmy, w które inwestujemy, muszą również wnosić wartość strategiczną do grupy operacyjnej zlokalizowanej w Amsterdamie. Ponieważ firma Liberty świadczy cały wachlarz usług, od treści poczynając, a na bardzo precyzyjnych technologiach kończąc, fundusz korzysta z wiedzy naszych inżynierów. A takich mamy w całej Europie, choć centrum zarządzania nimi znajduje się właśnie w Amsterdamie.
Warto być blisko biznesu, którym się interesujemy, ale w czasach „globalnej wioski” słowo „blisko” zyskuje nowe znaczenie.


Który segment rynku fundusz uważa za szczególnie obiecujący? Czy na rynku jest coś, co obecnie nie ma wielkiego znaczenia, ale może się okazać bardzo dobrym biznesem w przyszłości? Czy taki niewykorzystany potencjał niesie ze sobą rzeczywistość wirtualna i rozszerzona? Która z nich może odnieść większy sukces? Czy nie jest to może rynek sztucznie napędzany?

Zgodnie z filozofią całej grupy Liberty Global, zawsze w naszym biznesie koncentrujemy się na końcowym kliencie, na konsumencie. Szukamy więc rozwiązań, które docelowo zmienią życie każdego z nas na lepsze. W bliższej, lub dalszej przyszłości. Szczególnie interesują nas takie zjawiska, jak Internet rzeczy, programowalna sieć komputerowa, rzeczywistość wirtualna /rozszerzona, kontent oraz niezmiennie kompresja i inżynieria lądowa. Internet rzeczy nie ma obecnie aż takiego znaczenia, ale jego potencjał jest dziś dla większości oczywisty. Rzeczywistość rozszerzona w przyszłości stanie się bardzo istotną technologią, choć na razie dopiero się rozwija. Początkowo będzie raczej stosowana w przemyśle, ale wraz z rozwojem technologii oraz spadkiem kosztów stanie się w końcu elementem dnia codziennego. Nadal nie jesteśmy natomiast w stanie przewidzieć wpływu rzeczywistości wirtualnej na branżę rozrywkową. Przy obecnym sprzęcie nie jesteśmy w stanie wprowadzić jej jak na razie na szeroką skalę.

Czy pod obserwacją funduszu jest również branża crowdfundingu? Czy fundusz monitoruje ten rynek w poszukiwaniu firm i pomysłów wartych wsparcia? Czy sama idea crowdfundingu ma duże szanse przetrwania w swojej aktualnej formie?

Tak, aktywnie ją monitorujemy. Istnieją różne modele crowdfundingu, te oparte na kapitale (w większości w ramach venture capital) mogą częściowo wyprzeć aniołów biznesu oraz inwestowanie na wczesnym etapie, ale nie w późniejszej fazie pozyskiwania kapitału na rozwój. Spółka venture capital powinna dać od siebie coś więcej niż tylko sam kapitał (wiedzę fachową oraz sieci, które można wykorzystać). Crowdfunding na pewno znajdzie w tym systemie swoje miejsce w przyszłości, ale jego ekosystem jest jeszcze bardzo świeży.

Istotną kwestią jest budżet funduszu. Jego wydatki inwestycyjne poniesione w ubiegłych latach, dystrybucja środków na poszczególne projekty: większość środków przeznaczono na mniejsze inwestycje czy też położono nacisk na większe „zastrzyki finansowe”?

Nie podajemy naszych wewnętrznych danych liczbowych, ale – mówiąc ogólnie – różne fazy rozwoju spółki wymagają różnych podejść oraz mniej lub więcej uwagi.

Liberty Global to prawdziwy gigant branży medialnej, który poświęca dużo uwagi swojej działalności w zakresie prowadzenia funduszu inwestycyjnego. Jakich większych zmian możemy się spodziewać w tej branży? Jakie są najważniejsze trendy na najbliższe 10 lat?

Strategia Grupy zakłada jednak skupienie się na potrzebach i oczekiwaniach klienta.
I to jest klucz do rozumienia usług medialnych teraz i w przyszłości. Rynek mocno zmienił się w ostatnich latach, zaostrza się konkurencja, także między podmiotami działającymi dotychczas w różnych branżach. Dziś już nie ma znaczenia czy jesteś operatorem stacjonarnym, kablowym czy mobilnym. Doskonale pokazuje to przykład Netfliksa, który rzucił rękawicę tradycyjnym nadawcom i raz na zawsze zmienił rynek konsumpcji seriali i filmów. W ciągu dziesięciu lat te podziały w zasadzie będą niezauważalne. Co to oznacza dla usług medialnych? Postawienie klienta w centrum pozwala odkryć, że jego nie interesuje technologia, obce mu są słowa „musisz”, „powinieneś”. Klient chce dziś, a za 10 lat tym bardziej będzie chciał, swobody w korzystaniu z usług i bogactwa kontentu. Jak najwięcej, jak najlepszej jakości, zawsze i wszędzie.

Warto zawęzić poprzednie pytanie i zapytać o trendy w samej tylko branży telewizyjnej. Co Pana firma sądzi o zmianach w tej branży w dobie technologii mobilnych, mnogości kanałów oraz dynamicznego rozwoju Internetu?

Wyciągamy wnioski z tego, jak rozwija się rynek, ale i sami narzucamy trendy. Nasi klienci już dawno nie są „niewolnikami” kanapy w głównym pokoju i pilota. Dajemy im tego, czego chcą, zaskakujemy ich ofertą, jak choćby tym, że telewizje oglądać mogą na urządzeniach mobilnych, ale także korzystać z sieci hotspotów (w Polsce to 600 000 miejsc). To trend, którego nic nie zatrzyma. Sposób konsumpcji treści wideo i zacierające się granice, o których wspominałem wcześniej oznaczają, że w ciągu najbliższych kilku lat możemy spodziewać się widocznych zmian nie tylko w sposobie oglądania telewizji czy treści na żądanie, ale też zmian w sposobie ich dystrybucji czy produkcji. Przemysł telewizyjny jest na to przygotowany.