0

LG serwuje „odgrzewany kotlet”? Dobrze robi

LG zaprezentowało dzisiaj nowy smartfon, ściślej pisząc tabfon, model Gx. Wcześniej wokół urządzenia nie robiono większego szumu, plotki na jego temat nie zalewały serwisów technologicznych. Nie znaczy to oczywiście, że mamy do czynienia z pełną niespodzianką i wielkim zaskoczeniem – dzisiaj o to trudno. Urządzenie pojawiało się już w branżowych doniesieniach, ale było raczej tłem […]

LG zaprezentowało dzisiaj nowy smartfon, ściślej pisząc tabfon, model Gx. Wcześniej wokół urządzenia nie robiono większego szumu, plotki na jego temat nie zalewały serwisów technologicznych. Nie znaczy to oczywiście, że mamy do czynienia z pełną niespodzianką i wielkim zaskoczeniem – dzisiaj o to trudno. Urządzenie pojawiało się już w branżowych doniesieniach, ale było raczej tłem dla ważniejszych informacji. Podobnie jest po prezentacji, bo smartfon nie wnosi nic nowego. Jednak, czy dla LG jest to jakiś problem?

Pytanie nie jest oczywiście przypadkowe – nasunęło się po lekturze doniesień związanych z premierą. Sporą część z nich można podsumować w następujący sposób: LG nie pokazało nic nowego, bo to LG G Pro w lekko zmienionym opakowaniu. Jeśli spojrzy się na specyfikacje obu produktów, to trudno się z tym nie zgodzić: zaprezentowany pod koniec roku Gx w niewielkim stopniu różni się od G Pro z pierwszego kwartału 2013 roku. Klient może liczyć np. na 5,5-calowy wyświetlacz Full HD, czterordzeniowy procesor Snapdragon 600, 2 GB pamięci operacyjnej oraz 32 GB pamięci wbudowanej. Do tego dwa aparaty, wsparcie dla sieci LTE oraz akumulator o pojemności 3140 mAh.

Porównując specyfikacje faktycznie można dojść do wniosku, że firma LG zbytnio się nie wysiliła, ale… No właśnie jest pewne „ale”. Dane techniczne słuchawki Gx przypominają nie tylko te właściwe dla G Pro, lecz także dla wielu innych produktów z wyższej półki cenowej. Nowy smartfon LG nazwano „odgrzewanym kotletem”, ale czy nie byłby tym kotletem, gdyby koreański producent wstawił procesor Snapdragon 800, baterię o pojemności 3333 mAh i ciut lepszy aparat? Nastąpiłaby wielka zmiana? Raczej nie – dzisiaj wszystkie modele są do siebie podobne i trudno o wyjątek. Nawet, jeśli taki się pojawia, to zazwyczaj „rewolucja” dotyczy jednego elementu, góra kilku: nowej klasy moduł fotograficzny, wodoszczelność, przyciski umieszczone nie tam, gdzie spodziewa się ich użytkownik. Większość komponentów jest taka sama, jak w innych modelach z danej półki cenowej.

Koreański producent może i dokonał czegoś odtwórczego, ale nie jest to ruch pozbawiony sensu. Niedawno pojawiła się informacja, iż wyniki sprzedaży modelu LG G2 pozostawiają wiele do życzenia – sprzęt sprzedaje się po prostu słabo. Dla LG to bardzo zła informacja, bo na opracowanie, wyprodukowanie i marketing tego modelu wydano pewnie spore sumy. Kiepska sprzedaż oznaczałaby straty. Korporacja chce je zminimalizować i robi to niskim kosztem – odświeżenie, a właściwie przepakowanie G Pro pewnie nie uderzyło firmy po kieszeni. Tymczasem sprzedaż modelu może przynieść jakieś zyski i to przy niewielkim ryzyku.

Schemat, w którym na rynek dostarcza się sporo produktów, często bardzo do siebie podobnych, opanował do perfekcji lokalny konkurent LG, czyli Samsung. Wiele osób przypięło im z tego powodu łatkę „technologicznego spamera” i jest w tym trochę prawdy. Jednocześnie jednak nie sposób odmówić tej firmie skuteczności: zalewanie rynku podobnymi produktami w połączeniu z rozbuchanym marketingiem oraz dobrymi flagowcami przykuwającymi uwagę do marki, okazało się bardzo opłacalne. Chociażby z tego względu nie karciłbym LG za ich ostatnią premierę…

Źródło informacji oraz grafiki: LG