Felietony

Oczekujcie trzęsienia ziemi od LG w następnym roku. Producent zrozumiał swój błąd w G5

JS
Jakub Szczęsny

Człowiek, bloger, maszyna do pisania. Społeczny as...

28

Od samego początku nie rozumiałem idei modułowego smartfona, jaką zaproponowało LG. Będąc na MWC w Barcelonie, uczestnicząc bezpośrednio w premierze tego urządzenia miałem wrażenie, że firma zwyczajnie się pogubiła. Dlaczego? Odrobinę wyglądało to tak, jakby spece od marketingu chcieli przepchnąć swoje, nie bacząc na to, czego potrzebują konsumenci. Ich oczekiwania przecież nie kończą się na lepszym ekranie, lepszym procesorze, czy lepszym aparacie. Zabrakło "wow", do którego było bardzo blisko.

Moduły - "friends" w LG G5 to wynalazek dla... właściwie nie wiadomo dla kogo. G5 to urządzenie, które wydaje się nie mieć jasno sprecyzowanego odbiorcy. Ani to profesjonalista robiący zdjęcia, ani człowiek młody, ani stary... trudno mi wskazać grupę, która byłaby takim urządzeniem zachwycona. Maniacy technologiczni, którzy zapoznali się z ideą modułów od LG machnęli na nie ręką i dalej wybierali Nexusy, Galaxy S7, Moto lub iPhone'y. Serio, nikogo zachwyconego LG G5 nie widziałem. Ale to chyba zrozumiałe.

Powiedzieć o LG G5, że to zły smartfon, to jakby skłamać. On jest dobry, a byłby genialny generację, dwie temu. Ale nie w okresie, kiedy został wydany. I nie z taką ideą modułów, jaką zaproponowało LG. Gadżet dla audiofilów? Świetnie, ale ci raczej odpuszczą sobie smartfona. Uchwyt fotograficzny z dodatkową baterią? Niekoniecznie każdego to porwie. I nareszcie fakt, że by wymienić moduł, smartfona należy wyłączyć dopełnia chyba to, co w G5 zostało zepsute. Tego urządzenia zwyczajnie nie przemyślano.

LG G5 było bliskie wywołania "WOW"

Coś, o czym już wspominałem na Antywebie. Jeszcze w Barcelonie, po kolacji z wysokimi przedstawicielami LG na świecie, wraz z grupą dziennikarzy z Polski zapytaliśmy o to, czy LG nie myślało o tym, by zainstalować niewielką baterię podtrzymującą działanie sprzętu w trakcie wymiany baterii oraz modułu. Pracownicy LG zrobili wielkie oczy i przyznali ze smutkiem, że o tym zwyczajnie nie pomyślano. Czego to dowód? Że patrzenie dalej niż czubek własnego nosa, obserwowanie trendów, odpowiadanie na problemy technologicznego świata jest dużo lepsze niż wdrażanie na siłę niby innowacyjnej, ale kalekiej idei. Możliwość wymiany modułu bez wyłączania urządzenia - to jeszcze nie jest tzw. "game changer". Dużo ciekawszym rozwiązaniem byłaby możliwość wymiany baterii w urządzeniu na tę naładowaną. A rozładowaną wrzucić do przenośnej ładowarki i podłączyć na przykład do powerbanka. I tak, to byłby "game changer", o którym media pisałyby, że jest dobry. Recenzenci rzuciliby się na sprzęt z zachwytu, a nie z przyzwoitości - "bo LG wydało flagowca". Wyjeżdżając z hali, gdzie odbyła się premiera urządzenia miałem mieszane uczucia i najmilej wspominałem nie świetnego smartfona od LG (bo tam go nie było uwierzcie), a ciekawe przekąski dla zaproszonych dziennikarzy i inwestorów.

LG otrzymuje potwierdzenie owej porażki w wynikach sprzedażowych

Mimo ogromnych chęci, ciekawej (choć kulawej) idei, LG G5 nie sprzedaje się zbyt ciekawie. Odwołując się do danych z HMC Investment, od startu flagowca na światowych rynkach, firma dostarczyła klientom 2,2 miliona smartfonów. "Mniejsi" Koreańczycy z południa spodziewali się z pewnością czegoś więcej, swoistego "Life's Good", a tymczasem rynek przyszedł, zweryfikował tę wizję i napomniał producenta: "Life's brutal".

Z tego powodu między innymi, LG miałoby się zwrócić ku zupełnie innej wizji supersmartfona. Warto wspomnieć o tym, że producent łatkę eksperymentatora uzyskał już przy okazji premiery LG V10, niezwykle ciekawego urządzenia mobilnego posiadającego dwa ekrany, z ten dodatkowy nad głównym wyświetlaczem służy do umieszczania na nim skrótów, czy wykonywania szybkich akcji bez potrzeby przerywania pracy z aplikacją, czy grania. Recenzentom ta idea, podobnie jak design urządzenia, podzespoły oraz aparat spodobała się tak bardzo, iż po premierze G5 wskazywali oni, że prawdziwym flagowcem jest właśnie V10, a nie dziwaczna "G-piątka".

Serwis Digital Trends wskazuje na to, że LG może porzucić serię G na rzecz V (czyżby czekał nas LG V20?), która odtąd ma być główną osią wydawniczą dla supersmartfonów. Jeżeli te doniesienia potwierdzą się, możemy oczekiwać już dosłownie wszystkiego. Osobiście uważam, że idea modułów może przetrwać, ale nie pod taką postacią, jak to miało miejsce do tej pory. Czy ostanie się dodatkowy ekran w nowym flagowcu? Tego bym oczekiwał ja i zapewne wszyscy, którzy mieli w rękach V10. Pytanie ostatnie - czy taki zwrot ma szanse na wspomożenie LG w bojach z większym bratem, Samsungiem? Szczególnych zawirowań w tej kwestii na razie nie przewiduję, ale LG bardzo mocno kibicuję.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

LGSmartfonFlagowiecLG G5LG V10