98

W tym kraju nie opłaca się chorować – czyli jak się wyleczyć i nie pójść z torbami

Chorowanie przyjemne nie jest. Nie tylko dlatego, że gorączka człowiekiem rzuca po ścianach, w płucach zalega gruz, a do wczoraj jeszcze apetyczny kebab, dzisiaj wywołuje ochotę jedynie na mdłości. Będzie trochę o Polaku, który jest nieco mądrzejszy już po szkodzie. Do brzegu - pochorowałem się naprawdę mocno, dopadła mnie grypa. Było tak źle, że zdecydowałem się pójść do lekarza. Dostałem receptę i... po jej wykupieniu na chwilę ozdrowiałem z rozpaczy.

Wydać stówkę na dosłownie dwa leki to nie lada wyczyn. Pozycja numer jeden na świstku – lek przeciwwirusowy. Numer dwa – coś przeciwalergicznego. Resztę leków miałem przy sobie, głównie te doraźne pigułki, które pozwalały mi na wyrwanie się z okowów morderczej już w tym wypadku gorączki. W trakcie wykupowania recepty nie myślałem o tym, by sprawdzić, który lek będzie kosztował mniej, w której aptece warto się pojawić, by nie zostawić tam majątku. Wiedząc, że ostatkami sił doszedłem do gabinetu lekarskiego, wolałem nie bawić się w wojaże po mieście. Jedyne, czego mi wtedy było trzeba, to łóżko.

Ale następnym razem już tak nie zrobię. Kiedy się nieco otrząsnąłem po pierwszych podrygach grypy, postanowiłem, że zweryfikuję to, co przepisał mi lekarz pod kątem cen. I tak oto, trafiłem na porównywarkę leków – Leku, która zaciąga dane na temat cen z DOZ.pl. Dzięki temu już zawczasu będę w stanie się przygotować na to, że będę prosił o zamiennik. Ostatnio tego nie zrobiłem, chociaż miałem świadomość, że lekarze najczęściej przepisują najpopularniejsze medykamenty – nie tylko dlatego, że lubią je pacjenci. A okazało się, że kupując leki, które mają dokładnie taką samą substancję czynną, ale inną nazwę, zapłaciłbym sporo mniej.

leki

Marketing farmaceutyczny wcale nie działa na naszą korzyść

W 2015 roku, na reklamy leków bez recepty w mediach wydano blisko 5 miliardów złotych. Najczęściej promowane w ten sposób są leki „pierwszej potrzeby”, preparaty zawierające w sobie powszechnie stosowane substancje z grona NLPZ (niesteroidowe leki przeciwzapalne), a także suplementy diety, które z lekami nie mają zbyt wiele wspólnego, poza tym, że wypełniają wykreowaną przez reklamodawców (i producentów jednocześnie) potrzebę. Dodajmy do tego fakt, że Polska jest krajem, w którym konsumpcja leków stoi na bardzo wysokim poziomie i co więcej, pacjenci bardzo chętnie leczą się sami, bez pomocy lekarza – to wszystko stwarza dla producentów leków ogromną szansę na zarobienie pieniędzy.

Ale ma to swoje skutki również w cenach leków. Lek, który regularnie jest promowany w mediach będzie kupowany chętniej przez pacjentów. A tymczasem, inne produkty, z tym samym składem, jednak bez promocji w mediach są znacznie tańsze. Mimo ulotek w aptekach oraz okresowych kampanii społecznych, Polacy niezbyt często szukają zamienników.

A warto wiedzieć, że zamiennik dla wypisanego na recepcie leku jest dokładnie tą samą substancją czynną i nijak nie może być gorszy od pierwotnie wypisanego produktu. Skoro został on dopuszczony do obiegu, jest dostępny w aptece, spełnił normy, które uprawniły jego producenta do obrotu. Tym samym, nie trzeba się martwić o to, że zamiennik dla leku będzie mniej skuteczny.

To zaś bardzo ważna informacja dla nas – konsumentów. Za leki można płacić znacznie mniej – trzeba tylko wiedzieć jak. Zamienników warto szukać, o ile lekarz nie wypisał na naszej recepcie adnotacji „nie zamieniać”. Kiedy lekarz umieszcza taką informację na recepcie? Zasadniczo w dwóch wypadkach. Trzeba wiedzieć, że oprócz substancji czynnej, w lekach znajdują się również te pomocnicze (które wchodzą m. in. w skład otoczki tabletki). Może się okazać, że dany pacjent jest uczulony na taki składnik, a przepisany preparat go w sobie nie zawiera. Dodatkowo, niektóre leki mają w swoim składnie różne sole tego samego składnika aktywnego, co wpływa na ich farmakokinetykę. Jeżeli istnieją jakiekolwiek przeciwwskazania do użycia innej soli substancji czynnej, lekarz jest zobligowany do umieszczenia odpowiedniej adnotacji na recepcie.

Dlatego, nie popełniajcie mojego błędu. Nie bierzcie z recepty od lekarza wszystkiego jak leci – farmaceuta w aptece ma obowiązek dać Wam jak najpełniejsze informacje na temat tańszych zamienników. Wy na tym nie możecie stracić absolutnie nic – a kilka dyszek w portfelu (przy pospolitych schorzeniach) lub nawet kilka stówek więcej w przypadku skomplikowanych medykamentów może okazać się mocnym argumentem za tym, by nie dać się zrobić „w konia” koncernom.


Niedawno uruchomiliśmy serwis z Pracą w IT! Gorąco zachęcamy do przejrzenia najnowszych ofert pracy oraz profili pracodawców.