27

Lampka ze świeczki, grzejnik ze świeczki… Takie innowacje sprzedają teraz w internetach

Są rzeczy na niebie i ziemi, które nie śniły się filozofom, ale... przyśniły się ludziom poszukującym kasy w ramach crowdfundingu. Trafiłem na projekty wykorzystujące świeczki i muszę stwierdzić, że to lepsze od opaski do snu polifazowego. Jeden z gadżetów ogrzeje Wasze pokoje w chłodniejsze dni, drugi zapewni światło, ogrzeje dłonie i zadziała pozytywnie na wrażenia zapachowe. No i pomoże ludziom żyjącym w ubogich rejonach świata. Jestem ciekaw, czy autor pomysłu naprawdę w to wierzy.

Egloo, czyli ogrzej się świeczkami

Zaczęło się od tego projektu – trafiłem na niego już jakiś czas temu, pieniądze zbierano za pośrednictwem Indiegogo. I zebrano. Licznik pokazuje ponad 260 tysięcy dolarów, to o kilkaset procent więcej, niż wyznaczony wcześniej cel. Jakie funkcje spełnia produkt? Najlepiej zaprezentuje to materiał przygotowany przez twórców.

Mamy zatem ogrzewanie rąk, suszenie ubrań (bałbym się, że skończy się pożarem), suszenie paznokci, suszenie owoców… Tak, ekipie przygotowującej ten projekt sporo czasu musiało zająć stworzenie tej listy dodatkowych bonusów. Najważniejsze jest jednak ogrzewanie, to ono ma być elementem przyciągajacym klientów. Według informacji podawanej przez startup, z pomocą jednej „grzałki” można podnieść temperaturę w średniej wielkości pokoju o 2-3 stopnie C. Dużo? Jeżeli ktoś chce się ogrzewać jedynie z pomocą tego sprzętu i robić to np. w Polsce, to może mieć problem. Ale jeżeli mieszka się w klimacie śródziemnomorskim i jesienią chce się podnieść lekko temperaturę, to pewnie wystarcza.

Co do ostatniego zdania mam wątpliwości – przemyślałem to jeszcze raz i stwierdzam, że nawet w cieplejszych krajach (takich, jak Wochy, z których pochodzą twórcy), ten produkt może się okazać zwykłym bublem. Nawet, jeśli podnosi temperaturę (w trzy stopnie nie wierzę), to ludziom będzie się chciało dorzucać świeczki i palić? Kolejny gadżet do zbierania kurzu, w hipsterskim mieszkaniu produkt wymagany. Osobno nie poświęcałbym tej grzałce uwagi, ale trafiłem na coś jeszcze lepszego…

Lumir, czyli ogrzewanie i oświetlenie

Po zetknięciu się z produktem Lumir C (tym razem sfinansowany za pośrednictwem Kickstartera), pojawił się już powód, by pokazać, na jakich „innowacjach” można zarobić w crowdfundingu. Za sprawą Lumir C też ogrzejemy dłonie, sprzęt jest w stanie zneutralizować zapachy towarzyszące gotowaniu (nie wiem, jak Wy, ale mnie one szczególnie nie przeszkadzają – czasem to czysta przyjemność), lecz najważniejszą funkcją jest oświetlenie. W tym przypadku LEDowe. A działające dzięki świeczce – nie ma baterii, nie ma przewodu, jest niewielki płomyk. Jak to możliwe? Twórcy wykorzystali ponoć Zjawisko Seebecka. Z prezentacji wynika, że to działa.

Tu jednak pojawia się pewien problem, bo o ile na grafikach wygląda to jeszcze w miarę dobrze, o tyle na filmie widać już, że światło zbyt mocne nie jest (chociaż i to zależy od ujęcia – w niektórych przypadkach widać że postarano się i podrasowano efekt). Szybko przypomniały mi się sprzedawane naście lat temu w ramach telezakupów lampy ogrodowe zasilane energią słoneczną. Jakość tamtego oświetlenia odbiegała w rzeczywistości od tej z materiałów promocyjnych. Zakładam, że tu jest podobnie.

Ciekawy jest też sam film. Na dobrą sprawę, oba opisywane produkty przyciągają uwagę filmem. W tym drugim mamy np. zestaw lamp świeczkowych (jak to w ogóle brzmi) stojących na schodach. Kto kupi taki pakiet i będzie to odpalał? Ale jest ważniejsze pytanie: kto o zdrowych zmysłach będzie rysował albo czytał przy takiej lampce mieszkając w miejscu, w którym nie ma problemu z elektrycznością? Jeżeli komuś zależy na uszkodzeniu wzroku, pewnie się na to porwie, może będzie chciał sprawdzić czy w przeszłości ludzie rzeczywiście mieli problemy z widzeniem pracując przy kiepskim świetle.

Startup ma jednak odpowiedź na nasze wątpliwości – sprzęt może być stosowany w krajach, w których nie ma elektryczności! Tylko dlaczego materiał nie został nakręcony w chacie w Afryce czy w Indiach? Skoro martwią się o ten miliard (grubo ponad miliard) ludzi żyjących bez elektryczności i sensownego oświetlenia, to niech pokażą, że ich gadżet się tam sprawdza. Chyba, że nie ma żadnego gadżetu…

W obu przypadkach wypada napisać „jest moc”. Są też pieniądze. A przecież o to w tym wszystkim chodzi. Klienci dostaną gadżet za kilkadziesiąt dolarów i będą mogli powiedzieć, że dbają o środowisko naturalne, firma zarobi, serwis zainkasuje prowizję. Wszystkie strony zadowolone. No, może poza tymi osobami bez dostępu do elektryczności…