61

Kuba Wojewódzki kasuje profil na Facebooku – wirtualny kraj nie jest dla starych ludzi?

Kuba Wojewódzki, przez jednych kochany, innym wybitnie nie leżący. Odkładając na bok animozje, trzeba stwierdzić uczciwie, że jest to osoba wzbudzająca dosyć powszechną uwagę. Nic więc dziwnego, że mediom nie umknął fakt, iż Wojewódzki zlikwidował swoją stronę na Facebooku. Powiecie „pierdoły, nie macie się czym zajmować”. Co cóż, zlikwidowanie kanału komunikacji z ponad milionem kont […]

Kuba Wojewódzki, przez jednych kochany, innym wybitnie nie leżący. Odkładając na bok animozje, trzeba stwierdzić uczciwie, że jest to osoba wzbudzająca dosyć powszechną uwagę. Nic więc dziwnego, że mediom nie umknął fakt, iż Wojewódzki zlikwidował swoją stronę na Facebooku.

Powiecie „pierdoły, nie macie się czym zajmować”. Co cóż, zlikwidowanie kanału komunikacji z ponad milionem kont to chyba jednak nie byle co. Ponadto pojawia się pytanie –„Fanaberia celebryty czy może objaw głębszych problemów, nie tylko z Facebookiem, ale platformami społecznościowymi w ogóle?”.

Na pytanie dlaczego Wojewódzki usunął swój profil odpowiada:

„Ja jestem 50-letnim facetem, który nie jest dzieckiem internetu, a histeria lajków nie jest moją histerią. Nigdy nie byłem bohaterem masowym. Ani tego, co robię w telewizji, ani w radiu, nigdy nie uważałem za masowe. Nie interesowała mnie ani masowa popularność (haha, dobre sobie, dop. autora), ani masowa turystyka, ani masowy gust. A ilość cudzych spraw, ilość świrów, maniaków, brudu, która wylewała się u mnie na profilu, zaowocowały tym, że postanowiłem go usunąć. Mój profil miał służyć do wymiany myśli związanych z tym, co robię, z moją aktywnością, ale nie służył.”

Nigdy Wojewódzkiego „w lajkach” nie miałem, bo do mnie nie trafiała jego twórczość, ale parę razy Internet zagnał mnie w tamte strony. Faktycznie, za wesoło tam nie było. Inną sprawą jest – czy zrezygnowanie z kanału komunikacji z osobami zainteresowanymi Wojewódzkim coś zmienia? Ludzie swoje brudy i tak wyleją – jeżeli nie na oficjalnym profilu, to w innym miejscu. Czy osoba publiczna o tak ogromnej popularności nie pogodziła się jeszcze z faktem, że ZAWSZE będzie obiektem ataków? Czyżby celebryci żyli pod większym kloszem, niż mi się wydawało?

Dla mnie to kolejny w ostatnich tygodniach przykład tego, że starsze pokolenie nie odnajduje się w rzeczywistości social-media. Wyraźnie nie leży im, że KAŻDY może zwrócić się do nich bezpośrednio, ocenić go na szerszym forum, wykrzyczeć swoje, a czasami nawet niestety opluć. Całkiem niedawno w Szczecinie na profilu jednej z tajskich restauracji, po okresie dosyć napiętych stosunków na linii menadżer fanpage’a – użytkownicy, pojawiła się taka informacja:

„(…) osoba która również zajmowała się odpisywaniem zbyt emocjonalnie podchodziła do swojej pracy , teraz będziemy osobiście się zajmować jako właściciele restauracji , ale bardziej preferujemy styl informacyjny o promocjach , propozycjach niż typowego forum.”

Krótko mówiąc – fajnie, że nas polubiliście, mamy teraz darmowy słup ogłoszeniowy.  Tylko bez wdawania się w dyskusje, żeby znowu nie było burdy.

Żyjemy w czasach, w których prywatność staje się, albo już stała, dobrem rzadkim. Wcale nie luksusowym, bo wcale nie tak ciężko tę prywatność sobie zapewnić – wystarczy zrezygnować z szeregu przywilejów i ułatwień w życiu. Ponieważ wygodne z nas stwory, świadomie i chętnie z prywatności rezygnujemy. Powoli to jednak nie wystarcza. Powoli niezbędnym do życia w wirtualnej rzeczywistości staje się pewien rodzaj obojętności, który pozwala nam „robić swoje”, chociaż trolle i hejterzy czają się na każdym kroku. Jeżeli natomiast mamy fanpage z milionem lajków, trzeba się po prostu szarpnąć na moderatora, który będzie kasował, a nawet banował osoby wulgarne i prymitywne.

Najwyraźniej nie wszyscy są na to gotowi. Wojewódzki wybrał ucieczkę. Trochę to słabe.