16

Który antywirus dla Androida jest najskuteczniejszy? Część z nich to zwyczajne buble…

Specjaliści z AV-TEST przygotowali raport, który opisuje wyniki wielkiego testu programów antywirusowych dla systemu Android. Wyniki są zaskakujące. Na 41 przetestowanych aplikacji, aż 24 wykazały się skutecznością poniżej 40 proc. Mało tego, sześć z nich wykazało się skutecznością na porażającym, zerowym poziomie. Czym zatem najlepiej zabezpieczyć swój gadżet? AV-TEST jest jednym z najbardziej rzetelnych i […]

Specjaliści z AV-TEST przygotowali raport, który opisuje wyniki wielkiego testu programów antywirusowych dla systemu Android. Wyniki są zaskakujące. Na 41 przetestowanych aplikacji, aż 24 wykazały się skutecznością poniżej 40 proc. Mało tego, sześć z nich wykazało się skutecznością na porażającym, zerowym poziomie. Czym zatem najlepiej zabezpieczyć swój gadżet?

AV-TEST jest jednym z najbardziej rzetelnych i profesjonalnych instytutów zajmującym się badaniem skuteczności programów zabezpieczających komputery przed szkodliwym oprogramowaniem i atakami cyberprzestępców. Do tej pory przygotowywano jedynie raporty dotyczące desktopów. Wczoraj jednak na stronie instytutu pojawiły się wyniki pierwszego testu aplikacji antywirusowych dla systemu Android. Wyniki przerażają. Blisko połowa programów tego typu znajdujących się w Android Market nie oferuje praktycznie żadnej ochrony. Zaledwie 7 testowanych produktów wykazało się skutecznością wyższą niż 90 proc. Zobaczcie sami wyniki testu skuteczności ich skanerów.

Dół tabeli, czyli aplikacje oznaczone na czerwono nie oferują praktycznie żadnej ochrony. Obfitują za to w reklamy, które mają przynosić ich twórcom korzyści finansowe. Metoda jest prosta – użytkownik jest zadowolony, bo myśli, że chroni go antywirus, a deweloper czerpie korzyści z reklamy. Nieco wyżej oznaczono kolorem brunatnym aplikacje, których skuteczność mieści się między 0, a 40 proc., czyli również bez szału.

Użytkowników smartfonów i tabletów z Androidem powinna zainteresować góra tabeli, gdzie 7 aplikacji oferuje wystarczająco wysoki stopień ochrony. Są to produkty wiodących firm z tej branży, czyli Avast, Kaspersky, Dr. Web czy F-Secure, choć znalazło się też miejsce dla mniej znanych, jak Lookout i IKARUS. Wszystkie te programy wykryły w teście ponad 90 proc. zagrożeń, czyli instalując je na urządzeniu możemy mieć pewność, że zapewnią nam przyzwoity stopień ochrony (choć jak wiadomo, do pełni szczęścia potrzebny jest jeszcze zdrowy rozsądek osoby korzystającej z gadżetu, którego nie zastąpi żadna aplikacja).

Pierwsza siódemka aplikacji dobrze wypadła pod względem wykrywania różnych rodzin malware’u. Choć i tutaj zdarzały się niechlubne wyjątki. IKARUS miał na przykład problemy z Exploit.Lotoor, a Lookout wykładała się podczas ataku SerBG. Pełną treść raportu można znaleźć (i pobrać w formie PDF) na stronie AV-TEST.

Autorzy badania podkreślają, że posiadanie antywirusa na urządzeniu jest obecnie równie ważne jak zabezpieczanie komputerów osobistych z Windowsem. Trzeba przy tym mieć na uwadze, że wersje lite płatnych aplikacji cechują się w przytłaczającej większości przypadków taką samą skutecznością. Różnice daje się dopiero zauważyć w pakiecie dodatkowych funkcji, jak kopia zapasowa, lokalizowanie smartfona czy moduł przeciw złodziejom.

Z badania można też wyciągnąć jeden wniosek – firmy specjalizujące się w oprogramowaniu zabezpieczającym na desktopy świetnie wypadły również w segmencie mobilnym. Jeżeli zatem mamy już zaufanego producenta, których dostarcza ochronę dla naszego Windowsa, warto się na niego zdecydować również w przypadku smartfona/tabletu. Otóż jest prawie pewne, że wypadnie on lepiej niż większość innych, specjalizujących się jedynie w zabezpieczeniach mobilnych firm.

Sam do tej pory powierzałem swój los BitDefenderowi i właściwie dalej to robię – zarówno na laptopie, jak i mojej Xperii. Do tej pory nie miałem żadnych niemiłych niespodzianek, co też potwierdzają wyniki badania.

Na sam koniec warto raz jeszcze wspomnieć o rosnącej liczbie zagrożeń atakujących nasze gadżety. badacze z AV-TEST również to potwierdzają. Wystarczy spojrzeć na wykres, który powinien przekonać nawet najbardziej zatwardziałych niedowiarków.