12

Kto wymyślił tablet? Jobs, Kubrick, Clarke?

Pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy to oczywiście Bóg. Dał dwie sztuki Mojżeszowi i wysłał do ludu. Niestety okazało się, że materiał był nie za dobry, tablet poszedł w kawałki i długo trzeba było czekać na wznowienie idei. Najwcześniej pojawił się Elisha Gray ze swoim pomysłem na elektryczną maszynę zapisującą odręczne pismo. Pomimo patentu […]

Pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy to oczywiście Bóg. Dał dwie sztuki Mojżeszowi i wysłał do ludu. Niestety okazało się, że materiał był nie za dobry, tablet poszedł w kawałki i długo trzeba było czekać na wznowienie idei.

Najwcześniej pojawił się Elisha Gray ze swoim pomysłem na elektryczną maszynę zapisującą odręczne pismo. Pomimo patentu wiele z tego nie wyszło. Później pojawiali się różni pasjonaci. Vannevar Bush z Memexem. Brytyjczycy ze Stylatorem, wypartym przez RAND. Później Alan Kay z Xerox zrobił coś w stylu tabletu – DynaBook, ale niestety nie udało mu się zrezygnować z klawiatury, więc w dzisiejszym rozumieniu tabletu ciągle byliśmy w lesie. Był rok 1968 i tę datę trzeba zapamiętać.

Kilka lat później pojawiły się produkty takie jak GRiDPad (1989), inspirowany japońskim pudełkiem na bentō ThinkPad IBMa (1993), SIMpad Siemensa (2000), Microsoftowy Tablet PC (2001), aż w końcu w 2009 EEE PC T91 i T91MT (Multi Touch) Asusa. Niestety ani jeden z tych produktów szału nie zrobił. Zatrzymał się raczej na poziomie bogatszych entuzjastów technologii.

Co było później? Zaczęło się dziać, bo jeden koleś nie przestał rezygnować ze swoich marzeń, ale wszem i wobec mówił :

“Nie zamierzamy produkować tabletów. Okazuje się, że ludzie wolą klawiatury. Tablety są atrakcyjne dla bogatych ludzi, którzy mają już dużo komputerów i innych urządzeń. ”
(wywiad dla Walta Mossberga na podstawie biografii Isaacsona)

A w tym samym czasie zajmujący się marketingiem Phil Shiller przyznał : “Dyskutowaliśmy o tym na wielu wyjazdach, bo Steve nigdy nie porzucił myśli o zrobieniu tabletu”.

Standardowym już dla Apple sposobem w 2009 roku do mediów trafiały pogłoski, plotki i przypuszczenia. W powietrzu coś wisiało. Powietrze było nalektryzowane innowacją i nawet wielki Wall Street Journal napisał : “Ostatnim razem kiedy jakiś tablet wywołał takie zamieszanie, było na nim wypisane kilka przykazań” i nie podejmując dyskusji o ewentualnej przesadzie trudno się nie zgodzić z tym, że nastąpił przełom.

Faktyczną zmianę przyniósł dopiero rok 2010, a dokładnie kwiecień (Apple iPad), wrzesień (Samsung Galaxy Tab), październik (HP Slate 500). Wtedy zaczęła się zabawa, sporu kto był pierwszy, kto to wszystko wymyślił i kto ma do tego prawo, zwłaszcza jeśli chodzi o poszukiwanie źródła inspiracji i zasadności patentu.

Apple świadome tego, że iPad może stać się przełomem już w marcu 2004 złożyło dokumentację patentową o symbolu D504889, a otrzymało go 14 miesięcy później. Na wniosku znalazły się szkice prostokątnego elektronicznego tabletu o zaokrąglonych krawędziach, a także rysunek przedstawiający mężczyznę, trzymającego go swobodnie w lewej ręce, palcem wskazującym dotykając ekranu.

Pozostałe koncerny, w tym Samsung, świadome istnienia patentu rozpoczęły wojnę. Jak widać na fragmencie pozwu sądowego Samsung vs Apple ten pierwszy upiera się, że tablet jako taki po raz pierwszy przedstawił Stanley Kubrick i pokazał go w 1968 na kadrach filmu “2001: Odyseja Kosmiczna”. Niestety, ani jedni ani drudzy nie mają racji, a to z prostej przyczyny. Nie czytali książek. Chociaż może Jobs czytał i stąd efekt.

Niemniej jednak jak twierdzi Samsung, tablet z Odysei Kosmicznej 2001 spełnia warunki patentu D504889:

  • ma zaokrąglone kształty z dominującym wyświetlaczem,
  • jest płaski z przodu oraz z tyłu,
  • charakteryzuje się cienkimi kształtami


Nic wielkiego, ale prawnikom wystarczyło. Szkoda tylko, że nie pokusili się o sprawdzenie kto stworzył fabułę do Odysei Kosmicznych i czy nie ma tam czegoś więcej, czegoś wartościowego i czegoś, co może w sposób jeszcze pełniejszy opisać tablet.

Fakty są bowiem takie, że iPada, jego sposób działania i znaczenie, a także pewną wizję społeczeństwa informacyjnego stworzył brytyjski pisarz Arthur C. Clarke (2001. Odyseja Kosmiczna), którego poniżej cytuję w polskim przekładzie

Gdy zmęczy się oficjalnymi raportami, memorandami i protokołami, będzie mógł włączyć do obwodu informacyjnego-statku swoją Telegazetę – wielkości kartki papieru kancelaryjnego – i przejrzeć najświeższe wiadomości z Ziemi. Jedna po drugiej wywołane zostaną wszystkie gazety elektroniczne. Znał na pamięć kody ważniejszych tytułów, nie będzie więc musiał sprawdzać ich na liście umieszczonej z tyłu Telegazety. Przełączając się na okresową pamięć ekranu, otrzyma dowolną stronę tytułową z nagłówkami, które może sobie wynotować. Każdy nagłówek posiada dwucyfrowy numer wywoławczy. Po wystukaniu numeru na klawiaturze prostokąt wielkości znaczka pocztowego z interesującym go artykułem zacznie powiększać się, aż zajmie cały ekran, umożliwiając mu czytanie, po zakończeniu artykułu ponownie przełączy się na całą stronę, aby wybrać kolejny temat do szczegółowej analizy.

Telegazeta Clarke’a, która w oryginale nosi nazwę “Newspad” znacznie bliższą do iPada niż polskie tłumaczenie, ale mniejsza z tym. Wyobraźnia autora stworzyła nie tylko samo urządzenie, ale także przewidziała jak może działać i do czego może służyć. Jestem jednak bardzo ciekawy, czy sprawdzi się to, że:

Telegazeta i zupełnie fantastyczna technologia, dzięki której powstała, były ostatnim słowem człowieka w dziedzinie przekazywania informacji. Oto bowiem siedzi w fotelu, podążając w kosmos z szybkością tysięcy mil na godzinę i w przeciągu kilku milisekund może przeczytać nagłówki dowolnej ziemskiej gazety (słowo “gazeta” było oczywiście anachronizmem z epoki przedelektronicznej). Teksty uzupełniano automatycznie co godzinę. Nawet gdyby chciało się czytać wyłącznie angielskie tytuły, człowiek musiałby spędzić życie na pochłanianiu ciągłe zmieniającego się strumienia wiadomości z satelitów informacyjnych. Trudno było sobie wyobrazić, w jaki sposób dałoby się ulepszyć czy usprawnić obecny system. Jednak prędzej czy później – czego Floyd był pewien – przejdzie on do historii. Zostanie zastąpiony przez coś tak niewyobrażalnego, jak sama Telegazeta dla Caxtona czy Gutenberga.

Niby nic wielkiego, ale do tabletu pasuje idealnie. Urządzenie do zbierania i pochłaniania informacji, które prowadzi do pożyczonej od Clarke’a myśli na podsumowanie:

Im bardziej cudowne stawały się środki przekazu, tym banalniejsza, krzykliwa i przygnębiająca była ich zawartość. Wypadki, przestępstwa, klęski żywiołowe, wywołane przez człowieka katastrofy, groźby wybuchu konfliktów, ponure artykuły wstępne – oto co zawierały miliony słów płynących poprzez eter. Jednak Floyd wiedział, że nie mogło być inaczej. Dawno już doszedł do wniosku, że gazety ze świata utopii byłyby nudne.

zdjęcie: CC by Tilemahos_E