google home głośnik
22

Kto tak naprawdę ma dostęp do twoich rozmów z Asystentem Google?

Asystenci głosowi z każdym rokiem cieszą się coraz większą popularnością. Wsparcie dla kolejnych języków, dostępność na kolejnych otaczających nas sprzętach — wszystkie te elementy składają się na dużo większą dostępność i znacznie większą bazę potencjalnych rozmówców. Wielokrotnie pojawiała się przy nich kwestia tego, kto tak naprawdę słucha tych nagrań. Kto ma dostęp do nagrań komend, jakie zlecamy inteligentnym, goszczącym w smartfonach czy głośnikach? Dużo się na ten temat mówiło przed laty, część twierdziła, że nikt — nie wspomina się o tym też w regulaminach korzystania z usług. W praktyce, najwyraźniej, nie jest w tej kwestii zbyt kolorowo.

Kto ma dostęp do nagrań rozmów, jakie przeprowadzamy z Asystentem Google?

Dzisiejsze rewelacje dotyczą usług i produktów giganta. Głośniczka od Google, którego miłośników nad Wisłą nie brakuje, choć urządzenie w wersji mini było tak promowane przez firmę, że często można je było dostać… za darmo. Dosłownie. Jak informuje belgijskie VRT News — pracownicy Google mieliby regularnie przesłuchiwać nagrań, które pochodzą z aplikacji Asystent Google, ale także ich firmowych głośników. W jakim celu?

To proste, by wciąż ulepszać swoje usługi. Te same, po które każdego dnia sięgają miliony użytkowników na całym świecie. Ekipa VRT News twierdzi, że sami otrzymali możliwość przesłuchania ponad tysiąca takich nagrań:

Większość z tych nagrań została stworzona świadomie, ale Google również słucha rozmów, które nigdy nie powinny były zostać nagrane, z których niektóre zawierają poufne informacje.

Zobacz też: Amazon Echo świadkiem w sprawie morderstwa?

Oficjalne stanowisko Google od lat jest takie samo: nie podsłuchujemy. I, technicznie rzecz biorąc, faktycznie — nie podsłuchują. Ale z raportu VRT News wynika, że pozwalają innym słuchać. Redakcja serwisu mając dostęp do wspomnianych nagrań — wynotowała z nich pojawiające się adresy, a później pojechała na spotkanie z ludźmi, których głos można było na nich usłyszeć. Potwierdzili oni że to faktycznie ich nagranie, albo głos kogoś z ich bliskich. Skąd jednak mieli te pliki?

Od podwykonawcy, który pracuje dla Google. Zapewnił on dostęp do systemu, który zbiera pliki z Asystenta Google. Tysiące pracowników na całym świecie miałoby mieć dostęp do tamtejszych plików. I nie dlatego, że interesują się co mamy do powiedzenia — ale jak to mówimy. By uczynić usługę lepszą, po prostu — cena postępu. Na podstawie nagrań generowane są transkrypcje, a następnie pracownicy sprawdzają, czy wszystko się zgadza. Pracownicy ci mieliby dostawać fragmenty w których nie pojawiają się żadne informacje o użytkownikach. Nie ma informacji o ich loginach, imionach czy nazwiskach — wszystko jest losowym numerem. Ale jak pokazuje praktyka, usunięcie podpisów okazuje się niewystarczające. A wyjątkowo niepokojące jest też to, że na ponad tysiąc odsłuchanych rozmów, 153 z nich nigdy nie powinno zostać nagrane. Komenda OK Google tam nigdy nie padła, co najwyżej wymawiane wyrazy układały się tak, że aplikacje mogły je pomylić. Ale to, mimo wszystko, dość marne wytłumaczenie.

Asystent Googl w Polsce

Zobacz też: Alexa nasłuchuje cały czas, jej operatorzy też. Ale w razie potrzeby… i tak nam nie pomogą?

Co na to Google?

Google nie robi z tego wielkiej tajemnicy. Gigant potwierdza że współpracuje ze specjalistami na całym świecie, by udoskonalić swoją technologię rozpoznawania mowy — i jak twierdzi, objęte są nią niewielkie ilości nagrań. Biorąc pod uwagę efekt skali: nie mam powodów by w to nie wierzyć — to podobno raptem 0,2% całości. No i żadne z nich nie jest dopasowywane do poszczególnych użytkowników… przynajmniej z założenia. Teoria sobie, a praktyka — jak widać — sobie.

Aktualizacja – oficjalne stanowisko Biura Prasowego Google Polska

Na całym świecie współpracujemy z ekspertami w zakresie języka aby ulepszać tę technologię, w tym transkrybując drobną część zapytań – ta praca jest kluczowa w rozwoju technologii stojącej za takimi produktami jak Asystent Google. Eksperci dokonują przeglądu tylko około 0.2% wszystkich wycinków audio, a te wycinki nie są powiązane z kontami użytkowników na żadnym etapie tego procesu.

Otrzymaliśmy informację, że jedna z osób dokonujących tego przeglądu złamała nasze zasady bezpieczeństwa danych udostępniając poufne dane audio w języku holenderskim. Nasze zespoły Bezpieczeństwa i Prywatności analizują tę sprawę i podejmują działania. Dokonujemy też ponownej oceny naszych mechanizmów zabezpieczających w tym obszarze aby uniemożliwić tego typu złamanie zasad w przyszłości.