68

Koszula z bambusem – no, to rasizm!

Rasizm jest zły. Z tym nie ma żadnej dyskusji. Jednak obawy przed oskarżeniem o "rasizm" stały się tak mocne, że w postępowych społeczeństwach powstało coś na kształt paranoi, wedle której każdego można obrazić czymkolwiek. Wystarczy, że balansujemy na krawędzi, na której znajduje się jakakolwiek ("uciśniona") mniejszość, a narażamy się na absurdalne oskarżenie. Że jesteśmy homofobami, ksenofobami, islamofobami albo rasistami.

Odniosę się do sytuacji już nieco wyeksploatowanej przez media. Zapewne znacie „incydent” z koszulą z bambusem. W sumie, fajny element garderoby, z dodatkiem bambusa. Najpewniej dobrej jakości, modny ciuch. Nie byłoby w tym opisie najpewniej nic dziwnego, gdyby nie to, że model przywdziewający koszulę jest… o, cholera. Czarnoskóry. Wiecie, że musiałem upewnić się, że użyję odpowiedniego, nieobraźliwego określenia? Widocznie i mnie dosięgła paranoja.

Zobacz także: Poprawność polityczna – jak dobry papier toaletowy

Powodem „dramy” jaka wytworzyła się wokół Zary jest użycie wyrazu „bambus” przy okazji umieszczenia w ofercie czarnoskórego modela. Mało tego, „koszula z bambusem” wśród co bardziej kreatywnych obserwatorów tej sprawy mogła wywołać wrażenie, że koszula koszulą, ale „bambus” jest dodawany do zestawu. Zanim sprawdzicie, tak: „bambus” to pejoratywne określenie osoby czarnoskórej.

W sumie, określenie to jest bardzo niekonsekwentne, przynajmniej w moim mniemaniu. Mnie uczyli w szkole, że bambusy występują w tropikalnej i subtropikalnej części Azji. Dlaczego więc, kojarzonego z kontynentem afrykańskim czarnoskórego nazywa się bambusem? Może to zasługa Juliana Tuwima, który napisał (dzisiaj kontrowersyjnego) „Murzynka Bambo”?

koszula z bambusem

Gdyby nie ludzka skłonność do poszukiwania dramy, to o tej sprawie byśmy nie rozmawiali

Ktoś ofertę Zary znalazł, wywęszył w niej „rasizm” lub co najmniej „zastanawiająca koincydencję”. Sprawa wylądowała w internecie i od niej aż zawrzało. Jedni „toczyli bekę” z Zary, która albo nie miała instynktu samozachowawczego, albo osoba odpowiadająca za treści kompletnie nie przemyślała tego, co napisała. Pod naciskiem zarzutów o rasizm, Zara się ugięła. Nie ma już „koszuli z bambusem”, został tylko smród.

Ale czy Zara zrobiła coś jednoznacznie złego? W koszuli znalazł się dodatek bambusa? Znalazł. To, że w graficznej reprezentacji oferty wystąpił czarnoskóry model – co z tego? Skoro chcemy walczyć o to, by mimo rasistowskich zaszłości w naszej historii takie osoby traktować równo i poważnie – powinniśmy olewać takie przypadki.

Czy Zara mogła zapobiec „aferze bambusowej”?

Oczywiście – mogła. I to jest najczęstszym zarzutem ze strony obserwatorów tego incydentu. Ktoś nieco bardziej rozważny mógł zauważyć, że opublikowanie takiej oferty na stronie sklepu może spowodować kontrowersje ze względu na przypadkowe zestawienie czarnoskórego i „bambusa”. I gdyby ktoś na tym etapie zareagował – pewnie nikt by się nie pochylił nad Zarą.

Tyle, że według mnie to chore, że musimy brać pod uwagę takie rzeczy. Mimo braku złych intencji jesteśmy zmuszeni do ciągłych ocen: czy nasze osądy nie obrażą żadnej mniejszości? Czy ktoś nie poczuje się urażony z powodu naszej wypowiedzi? Czy nie naruszamy zasad politycznej poprawności (która jest najgorszym wynalazkiem społeczeństwa informacyjnego)?