40

Korona królów to straszna mizeria. Ale jestem pewien, że serial będą oglądały miliony Polaków

W nowy rok wchodzę z uśmiechem na twarzy, a zawdzięczam to świeżej produkcji TVP: Korona królów sprawia, że człowiek zapomina o brzydkiej pogodzie, pracy, wszelkich problemach... Piszę to oczywiście z przymrużeniem oka, ale nie będę ukrywał, że podczas oglądania dwóch pierwszych odcinków śmiałem się głośno, wypisałem sporo dialogów, najlepszych (najzabawniejszych scen), dziwnych pomysłów twórców i uwag dotyczących aktorów, wystroju, realizacji. Telewizja publiczna dała mi to, czego się spodziewałem: miałkiego tasiemca. I jestem pewien, że to się sprzeda.

Korona królów wzbudzała moje zainteresowanie od momentu ogłoszenia światu przez TVP, że ów serial powstaje. Poświęcałem mu teksty, część z Was podzielała moje obawy, ale byli i tacy, którzy pisali „nie hejtujmy w ciemno, dajmy szansę, może to będzie dobre”. Poczekałem, obejrzałem kilka pierwszych odcinków i z czystym sumieniem mogę napisać: ależ to jest złe.

W przeciwieństwie do Konrada, nie zostałem zmuszony do oglądania serialu, dla mnie to była wyczekiwana rozrywka. Zwłaszcza, że przystąpiłem do niej z kilkudziesięciogodzinnym opóźnieniem i z internetowych relacji wiedziałem już, że twórcy jednak nie zaskoczyli. Przynajmniej nie zaskoczyli pozytywnie i słynne kadry z planu filmowego najlepiej obrazują ów serial. Im jednak dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonany, że Korona królów zostanie na antenie przez lata – ten plan może wypalić.

Spotkałem się już z opinią, iż będzie to kopalnia/fabryka memów i tak się pewnie stanie. Sceny rozmów umierającego króla Władysława z Kazimierzem czy Kazimierza z żoną Anną podczas wieczerzy są tak złe, że Internet może je długo wspominać. Rozmowy przyszłego króla z rodzicami przypominają dialogi z serialu Rodzinka.pl, a gdy usłyszałem, że „Na wojnie nie ma czasu na golenie”, musiałem włączyć pauzę, by zebrać okruchy piernika z ekranu. Jacy figlarni twórcy zawitali do TVP. Kto wie, może to ci sami, którzy tworzą słynne paski…?

Ale czy to oznacza, że serial będzie wyłącznie pośmiewiskiem? Nie – dla milionów Polaków może się stać codzienną rozrywką. Taką na serio. I gdy czytam, że w produkcji roi się od błędów, że nie zachowano realiów historycznych, że stroje są kiepskie, że język nie nawiązuje do tego z epoki, myślę, że… niewiele osób to obejdzie. W ubiegłym roku blisko 2/3 Polaków nie przeczytało książki. Czy ci ludzie naprawdę będą się głowić nad tym, jaki taniec pojawił się w jednym z odcinków (chociaż nie mógł)? Czy znają historię poszczególnych modlitw? Czy interesuje ich, jak mówiono w XIV wieku? Jestem przekonany, że gdybyśmy na ekranie zobaczyli maszynę parową, następnie telegraf oraz pojedynek na rewolwery, to masa widzów nie mrugnęłaby okiem. Na polu bitwy pod Płowcami Maria Skłodowska-Curie mogłaby rozdawać tabletki z polonem na wzmocnienie i rzesza ludzi uznałaby, że tak musiało być.

Ten serial nie będzie produkcją historyczną. To lubiana przez Polaków telenowela i to z niskim budżetem (nawet TVP robiło droższe seriale). Wielu Polakom to jednak wystarczy. Tak, jak wystarczyły im gwiazdy zaserwowane przez telewizję publiczną w sylwestra (przy okazji dowiedzieliśmy się, że wcześniej wykonawcy disco polo byli w Polsce „represjonowani”). Ten ostatni śledziło (tylko w TVP) kilka milionów osób, spora część z nich będzie teraz zasiadać przed telewizorem, by zobaczyć, jak potoczy się konflikt żony Kazimierza z jego matką. A że ta pierwsza w rzeczywistości nie mówiła po polsku? Kogo to obchodzi!? Będą wesołe sceny z kucharką, będą aktorzy-amatorzy (kobieta grającą Annę ma nie tylko problem z grą – kłopot pojawia się już na poziomie dykcji), których Polacy lubią za sprawą tasiemców czy paradokumentów, będzie w końcu jasny przekaz: Polskę otaczali wrogowie, a ona i tak sobie poradziła. Bo rządził nią król, któremu ojciec przepowiedział, że będzie wielki…

Można oczywiście zastanawiać się, dlaczego TVP nie podjęła wysiłku, by zatrudnić profesjonalnych scenarzystów, historyków, konsultantów, lepszych aktorów. Ale czy to jest konieczne? Po co wydawać pieniądze, skoro widz i tak machnąłby ręką? Po co tworzyć widowisko na miarę chociażby Wspaniałego stulecia, wydawać ciężkie miliony, jeśli podobny efekt (pod względem oglądalności) uda się osiągnąć niższym kosztem? Brawo dla TVP – w końcu odnajduje się w świecie komercyjnej telewizji w Polsce. A że nie ma to nic wspólnego z zapowiedzianą misją? Trudno – nie można mieć wszystkiego…