29

Kontrowersje wokół gier dla dorosłych. Ja ich nie rozumiem

Brutalne gry budzą kontrowersje od dawna. Wielokrotnie były podawane przykłady graczy, którym wirtualna rozrywka myli się z rzeczywistością. Różne badania pokazują różne wyniki. W jednym wypadku potwierdzają szkodliwe działanie gier, w innym podkreślają pozytywne skutki grania, jak poprawienie refleksu i koordynacji oko-ręka. Serwis e-prawnik poformował, że właśnie zakończyło się postępowanie rozpoczęte w 2006 roku w Kalifornii. Producenci gier zaskarżyli prawo zabraniające sklepom sprzedaży brutalnych gier dzieciom pod karą grzywny. […]

Brutalne gry budzą kontrowersje od dawna. Wielokrotnie były podawane przykłady graczy, którym wirtualna rozrywka myli się z rzeczywistością. Różne badania pokazują różne wyniki. W jednym wypadku potwierdzają szkodliwe działanie gier, w innym podkreślają pozytywne skutki grania, jak poprawienie refleksu i koordynacji oko-ręka.

Serwis e-prawnik poformował, że właśnie zakończyło się postępowanie rozpoczęte w 2006 roku w Kalifornii. Producenci gier zaskarżyli prawo zabraniające sklepom sprzedaży brutalnych gier dzieciom pod karą grzywny.  Sąd najwyższy USA uznał, że takie prawo narusza wolność słowa, gwarantowaną przez pierwszą poprawkę do konstytucji.

Wiadomość średnio ciekawa, bo nie dotyczy polskich realiów, ale przypomniał mi ile kontrowersji, zupełnie dla mnie nie zrozumiałych, budzą gry przeznaczone dla dorosłych odbiorców. Po pierwsze, dyskusje na temat tego, czy takie gry w ogóle powinny być sprzedawane. A alkohol i papierosy, oraz cała masa innych rzeczy przeznaczonych tylko dla dorosłych mogą być sprzedawane? I nikt o tym nie chce dyskutować? Podstawowe założenie jest takie, że osoba dorosła jest odpowiedzialna za siebie i swoje poczynania. Jeżeli pije, to tak, żeby nie zaszkodzić innym, jeżeli gra w gry, to tylko w takie, które sprawiają jej przyjemność, nie oddziaływując zbyt silnie na psychikę. Oczywiście, nie każdy dorosły jest odpowiedzialny, ale sensowność pytania, czy brutalne gry powinny być sprzedawane na rynku, jest podobna do sensowności pytania czy alkohol, lub samochód powinien być dostępny, skoro potrafią zabijać. Odpowiedzią na lekkomyślnych dorosłych nie jest zakazanie wszystkiego, co jest potencjalnie niebezpieczne.

Druga kwestia dotyczy tego, czy sklepy sprzedające gry powinny być straszone grzywną za sprzedanie gry dla dorosłych, osobie nieletniej, jak to ma miejsce w przypadku alkoholu i papierosów? Nie uważam, że ograniczenia wiekowe są bezsensowne, natomiast myślę, że od ich egzekwowania są rodzice. Gra komputerowa to nie pół litra, nie da się jej wypić pod sklepem. To nie papieros, którego można spalić w szkolnej toalecie. Do gry potrzeba konsoli z telewizorem, albo komputera i dużo czasu. Wystarczy minimalne zainteresowanie rodziców, tym co robi dziecko, kontrolowanie na co dziecko wydaje pieniądze, żeby niemal całkowicie wykluczyć kontakt pociechy z brutalna produkcją. Jeśli idzie o nowe technologie i zagrożenia dla dzieci, dużo bardziej bałbym się internetu i tego co małolat może w nim znaleźć, niż gry komputerowej.

Elektroniczna rozrywka przestała być zajęciem tylko dla dzieci. Średni wiek gracza to ok. 32 lat i stale rośnie. Utrudnianie dystrybucji gier dla dorosłych ma tyle sensu, co utrudnianie wyświetlanie filmów dla dorosłego widza, a tych przecież nie brakuje ani w TV, ani w kinach. Czym gry zasłużyły na to specjalne traktowanie? Zostawmy ludziom wolność wyboru.