29

Koniec szumu wokół Nokii. Teraz sprzedajemy BlackBerry

Dwa dni temu świat biznesu i nowych technologii zelektryzowała wiadomość dotycząca przejęcia części Nokii przez Microsoft. Odbiorcy różnie zareagowali na te doniesienia: jednym żal fińskiej firmy, drudzy chwalą decyzję, jeszcze inni widzą w tym misternie tkany plan sięgający kilka lat wstecz. Całe zamieszanie wokół transakcji sprawiło, że tematem dyskusji znów stał się inny legendarny, a […]

Dwa dni temu świat biznesu i nowych technologii zelektryzowała wiadomość dotycząca przejęcia części Nokii przez Microsoft. Odbiorcy różnie zareagowali na te doniesienia: jednym żal fińskiej firmy, drudzy chwalą decyzję, jeszcze inni widzą w tym misternie tkany plan sięgający kilka lat wstecz. Całe zamieszanie wokół transakcji sprawiło, że tematem dyskusji znów stał się inny legendarny, a jednocześnie trochę podupadły producent telefonów…

Firmą wspomniana we wstępie jest BlackBerry (do niedawna znane jako RIM). Smartfony tej korporacji stanowiły kiedyś symbol luksusu oraz innowacyjności, świadczyły o wysokim statusie społecznym właściciela. Dzisiaj pozostały po tych czasach jedynie wspomnienia – kanadyjska firma zderzyła się z tym samym problemem co Nokia i trochę zaspała, gdy rewolucja smartfonowa zaczęła nabierać tempa. Szukano różnych sposobów na wyjście z kryzysu (m.in. zmiana CEO, stworzenie nowego OS, postawienie na smartfony z dużymi wyświetlaczami dotykowymi), ale póki co nie przyniosły one upragnionych rezultatów. A może spodziewamy się ich zbyt wcześnie?

Odpowiedzi na to pytanie należy chyba szukać w poczynaniach decydentów producenta. Mniej więcej w połowie sierpnia media obiegła wiadomość, z której wynikało, iż w kwestii przyszłości firmy jej decydenci biorą pod uwagę rożne warianty i nie wyklucza się sprzedaży biznesu w całości lub w częściach. Długo nie trzeba było oczywiście czekać na reakcje mediów i szeroko pojętego rynku. Natychmiast pojawiły się pytania: kto, kiedy i za ile mógłby kupić korporację?

Plotki na temat sprzedaży BB, a wcześniej RIM towarzyszą nam już od kilku lat. Gdy ich sprzedaż zaczęła spadać w chwili dynamicznego rozwoju całej branży, stało się jasne, że konieczne są zmiany zakrojone na szeroką skalę. W przeciwnym razie starcie z innymi producentami wydawało się skazane na porażkę i spekulowano, iż firma w końcu zniknie z rynku. Właśnie wtedy komponowano różne mariaże, które miałyby się okazać antidotum na bolączki BB. W gronie kupujących wymieniano m.in. Microsoft, Samsunga, chińskie korporacje. Wspomniani gracze najczęściej dementowali te doniesienia lub zbywali je milczeniem, ale to dla niektórych stanowiło jedynie potwierdzenie, że „coś się dzieje”.

Po doniesieniach z połowy sierpnia powrócono do tematu, ale po kilku dniach znów o nim zapomniano. Pewnie cicho byłoby nadal, gdyby nie… przejęcie części Nokii przez Microsoft. Przez ostatnie lata analitycy, media i osoby zainteresowane branżą na zmianę sprzedawały obie korporacje. Skoro jedno z tych przewidywań w końcu znalazło odzwierciedlenie w rzeczywistości, to nic nie stoi na przeszkodzie temu, by i BlackBerry trafiło pod skrzydła większego gracza. Ba! Pojawiły się już nawet terminy – podobno korporacja będzie dążyła do zakończenia rozmów z ewentualnym nabywcą (nabywcami?) przed końcem listopada bieżącego roku.

Czasu nie zostało zbyt wiele. Jeżeli korporacja nie ma jeszcze kupca i rozmowy nie zmierzają we właściwym kierunku, to chyba trudno będzie utrzymać ten termin. O ile oczywiście decydenci faktycznie chcą sprzedać BB. Zawirowania wokół Nokii mogły ich dodatkowo skłonić do szukania „inwestora”, ponieważ teraz sami jadą na wózku z napisem „firmy w tarapatach” (niektórzy pewnie dorzuciliby im kompana w postaci HTC). Dodatkowo zmalały szanse na to, że przysłowiową gwiazdkę z nieba podaruje im Microsoft. Choć niektórzy wierzą w to, iż gigant z Redmond znów sypnie dolarami i przejmie kolejnego gracza z tego biznesu, to wydaje się do mało prawdopodobne. Dla takiego rozwoju wypadków nie byłoby innego wytłumaczenia, jak tylko chęć przejęcia portfolio patentowego.

Szukając inwestora gotowego do przejęcia BB prędzej czy później pomyśli się o chińskich firmach. Dla nich popularna niegdyś i dobrze kojarzona marka mogłaby stanowić coś w rodzaju legitymizacji poczynań w branży. Nie przez przypadek wymieniana jest tu korporacja Lenovo, która w przeszłości z powodzeniem przejęła część IBM. Ten producent nie posiada jeszcze zbyt silnej pozycji na globalnym rynku smartfonów, a wiele wskazuje na to, że chciałby się na nim zakorzenić. Ale czy pomoże mu w tym jeżynowe logo? I czy cała gra będzie warta przysłowiowej świeczki?

BlackBerry ma bardzo twardy orzech do zgryzienia. Firma ma małe szanse na powrót do ścisłej czołówki graczy na rynku mobilnym, a cena sprzedaży z pewnością nie będzie tak atrakcyjna, jak jeszcze kilka lat temu. Trudniej będzie też o klientów zainteresowanych zakupem (zarówno smartfonów, jak i samej firmy) – w przeszłości pewnie nie brakowałoby ofert, ale dzisiaj realia się zmieniły, a pole manewru zostało poważnie ograniczone. Apple pokonało ich jako rywala, Google oraz Microsoft są już po zakupach i posiadają własnych producentów słuchawek. W przeszłości wspominano o Facebooku jako o firmie, która miałaby interes w przejęciu RIM (a potem BB). Ale korporacja Zuckerberga cały czas podkreśla, że nie jest zainteresowana takim rozwiązaniem. I trudno im się dziwić – na rynek trafiły już smartfony firmowane logo FB i nie zrobiły furory. Zapewne była to dla sieci społecznościowej ważna lekcja i zrozumieli, że produkcja własnego sprzętu może być po prostu nieopłacalna.

Kartą przetargową mogą się oczywiście okazać patenty. Wiele osób do dzisiaj powtarza, że to one skłoniły Google do wydania miliardów dolarów na Motorolę. Wcześniej byliśmy świadkami powstania aliansu, który wykupił za 4,5 mld dolarów patenty Nortela (co ciekawe, jednym z członków tego przedsięwzięcia było BB). Firmy są skłonne płacić za zapewnienie sobie względnego spokoju w zakresie sporów patentowych, ewentualnie szukają narzędzi do zaszkodzenia konkurencji, a prawa do własności intelektualnej stanowią w tym przypadku potężną broń, co widać na przykładzie przepychanek Apple i Samsunga.

Nie można zatem wykluczać, że znajdzie się firma (a może nawet kilka firm) która przejmie BB dla ich portfolio patentowego. Możliwe, że sam producent zakończyłby wówczas swój żywot, ponieważ w opinii nowego właściciela restrukturyzacja mogłaby kosztować zbyt dużo przy małych szansach na osiągniecie ostatecznego sukcesu. Nie można wykluczać scenariusza, w którym owe portfolio zostanie sprzedane oddzielnie – wówczas pewnie będzie się cieszyć jeszcze większym zainteresowaniem. Tylko co pozostanie kanadyjskiej firmie? Pieniądze uzyskane ze sprzedaży zostaną szybko „przejedzone”, a to nie rozwiąże problemów.

Fakt, że BB jest co miesiąc sprzedawane (przynajmniej w mediach) może trochę bawić, a niektórych nawet irytować, ale nie ulega wątpliwości, że firma w końcu będzie musiała wykonać jakiś ruch. Jeżeli nie są skłonni spieniężyć biznesu lub jego części albo zwyczajnie nie potrafią/nie mogą tego zrobić, to szybko muszą znaleźć jakąś alternatywę. Ktoś odpowie, że alternatywę stanowi sprzedaż swoich produktów. Owszem, ale pod warunkiem, że te produkty cieszą się na rynku sporym popytem. W chwili obecnej chyba niewiele osób zaryzykuje stwierdzenie, że sprzęt z jeżynowym logo cieszy się powodzeniem. Problemem nie jest nawet kiepska jakość urządzeń – przecież pod tym względem firma zazwyczaj nie zawodziła klientów. Kanadyjczycy po prostu nie wiedzą jak dotrzeć do odbiorców. Przez lata to ci ostatni zabiegali o ich słuchawki. Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej i chyba to stanowi największą bolączkę korporacji.

Źródła informacji: The Verge, The Wall Street Journal, Forbes, Bloomberg
Źródło grafiki: phonenews.com