9

Koniec z darmowymi telefonami od Obamy

Ameryka to kraj wolnych ludzi, którzy bardzo lubią szczycić się swoimi prawami, jak np. powszechnością dostępu do broni. Nie lubią też kiedy ktoś próbuje im coś z góry narzucić, jak teraz ubezpieczenie zdrowotne. Amerykanie bardzo lubią także dostawać różne rzeczy za darmo, np. telefony. To jednak bardzo kosztowny przywilej, któremu władze stanowe powoli zaczynają mówią […]

Ameryka to kraj wolnych ludzi, którzy bardzo lubią szczycić się swoimi prawami, jak np. powszechnością dostępu do broni. Nie lubią też kiedy ktoś próbuje im coś z góry narzucić, jak teraz ubezpieczenie zdrowotne. Amerykanie bardzo lubią także dostawać różne rzeczy za darmo, np. telefony. To jednak bardzo kosztowny przywilej, któremu władze stanowe powoli zaczynają mówią nie.

Tak, nie przewidziało się Wam. W Stanach Zjednoczonych jeśli tylko ktoś potrafi udowodnić, że ma odpowiednio niski dochód, może dostać ufundowany przez państwo telefon. Oczywiście nie jakiegoś smartfona, ale prosty, umożliwiający dzwonienie feature phone, plus 250 minut co miesiąc do wygadania.

Oferta jest kusząca i niestety dochodziło przy jej okazji do wielu nadużyć – wiele osób chwaliło się publicznie, że ma po kilka darmowych Obama-phone’ów. Właściwie ta nazwa nie jest do końca prawidłowa, bo program funkcjonuje już od 1985 roku, ale tak naprawdę stał się popularny, po tym jak w czasie ostatniej kampanii prezydenckiej za Oceanem, jedna z mieszkanek Cleveland, tak oto agitowała za Obamą:

Wtedy też wokół programu Lifeline, zaczęły narastać kolejne kontrowersje. Wyszło na jaw, że jest on finansowany dzięki podatkowi Universal Service Fund, doliczanemu do każdej opłaty telekomunikacyjnej (a my się oburzamy o podatek od piractwa ;) ). Dodatkowo, sami rządowi urzędnicy nie zajmowali się potrzebującymi osobiście, a zostawiali to telekomom. Takim jak np. TrackFone, który od każdego wydanego telefonu pobierał dla siebie $10, to samo czyniąc z rzekomo darmowymi minutami – a wszystko było już jednokrotnie opłacone przez państwo. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że posiadaczem pakietu kontrolnego w TrackFone, jest Carlos Slim, najbogatszy człowiek świata.

Uważam, że podatnicy nie powinni popierać ustaw, które zapewniają komuś darmowe dzwonienie. Bo właściwie jak decydować, za co rząd powinien płacić, a za co nie? Niech zaczną fundować nam darmową benzynę.

Tak sprawę skomentował Tim Griffin z R-AR.

Dziś władze stanowe Georgii ogłosiły, że nie mają już zamiaru tolerować „darmowości rozrywek socjalnych” i postanowiły, że będę pobierały własny abonament od telefonów wydawanych w programie Lifeline – $5. Telekomy już ogłosiły, że zaskarżą taką decyzję do władz centralnych. Podobna jest reakcja „potrzebujących”, bo „kto daje i odbiera… ten nie dostaje kolejnej kadencji”

Foto