50

Konferencje wymyślania niczego – Apple nie jest jedynym winnym

Dokąd zmierza rynek urządzeń mobilnych? Z określeniem kierunku ewolucji tej bardzo ważnej gałęzi dalej jest problem, choć na horyzoncie pojawiły się smartwatche, choć kombinuje się z wirtualną rzeczywistością, od dłuższego czasu obserwuję robienie konferencji na siłę, gdzie nie wymyśla się dosłownie nic. 3D Touch od Apple to jedyny taki zryw w ostatnim czasie, choć trudno […]

Dokąd zmierza rynek urządzeń mobilnych? Z określeniem kierunku ewolucji tej bardzo ważnej gałęzi dalej jest problem, choć na horyzoncie pojawiły się smartwatche, choć kombinuje się z wirtualną rzeczywistością, od dłuższego czasu obserwuję robienie konferencji na siłę, gdzie nie wymyśla się dosłownie nic. 3D Touch od Apple to jedyny taki zryw w ostatnim czasie, choć trudno mi powiedzieć, czy to zmieni czyjekolwiek życie (to technologiczne, rzecz jasna).

Amazing

Wczoraj Maciej napisał kapitalny, bardzo humorystyczny tekst tyczący się tego, co zobaczyliśmy wczoraj. Od strony nowości od Apple – było w normie. Wiadomo, że trudno jest pokazać coś absolutnie nowego, co „urwałoby to i tamto”. Jestem zdania, że rewolucja mobilna na następne kilkanaście lat obstawiła nam kierunek zmian w nowych technologiach. Jeszcze długo, długo nie zmieni się nic, będziemy obserwować jedynie ewolucję tego, co zapoczątkowano wraz z premierą pierwszego iPhone’a.

Obecne żale z powodu nikłości innowacji wynikają pośrednio z wysokich oczekiwań obserwatorów. Przyzwyczajono nas do pompy związanej z urządzeniami mobilnymi, wielkich premier, mocnych akcentów. Nic dziwnego – nowe technologie to nie już także, ale zwłaszcza emocje. Czy iPhone sprzedałby się tak dobrze, gdyby nie otoczka „amazingu”, która jest wokół niego kreowana? Czy Apple byłby teraz tym, czym jest? Śmiem szczerze wątpić.

paul-david-hewson-434928_1280

Podsunięto mi kiedyś książkę dla MLM-owców, ponoć dobra. Choć nie jestem przekonany do tej formy sprzedaży (nie znam się na produkcie, znam formułki, kup pan – świetne). Autorstwa Joe Vitale – „Jak wprowadzić klienta w trans kupowania”. Vitale tam nie powiedział niczego odkrywczego i wszystko zasadza się na tym, że upierając się wystarczająco bardzo można sprzedać Arabowi piasek, a Papieżowi łoże małżeńskie. Wszystko jest kwestią potrzeby, którą trzeba wzbudzić. W to akurat świetnie wpisuje się apple’owskie pojęcie „amazingu”. Coś, co nie tylko kreuje otoczkę wyjątkowości wokół Apple, ale także zjawisko, które wpływa na media, dziennikarzy. Taki wizerunek firmy przyciąga osoby podatne na sugestię, nie inaczej jest z „hejterami”, którzy mogą sobie poużywać na tym, co jest nośne.

Ów amazing to tak niesamowity majstersztyk sprzedażowy, że inni producenci poczęli to kopiować – nieudolnie zresztą. Konferencja Samsunga z Galaxy S6 i S6 Edge? Tam było drętwo jak na zlocie małomównych szachistów, silono się na ów „amazing” – co wyszło? Wyszło na to, że urządzenia przyjęto całkiem ciepło. Gromy ciskano na konferencję – sztuczną, nieco bez polotu i właściwie to bez pomysłu.

Problem w tym, że takich premier zaczyna być coraz więcej. Robi się sprzedażowy teatrzyk, gdzie na scenę wychodzą kukiełki z ciekawymi lub nie rekwizytami. Traci się balans między show, a przeznaczeniem konferencji – oczywiście na „korzyść” teatrzyku. Jak chcę iść do teatru, to wokół siebie mam co najmniej 10, o kilku mogę nawet nie wiedzieć. Jak oglądam premierę urządzenia, to interesuje mnie urządzenie, amazing w wypadku, gdy nie ma się do pokazania nic nowego jest odrobinę groteskowy.

Apple wyznaczył kierunek dla twórców konferencji premierowych – tyle, że nikt nie potrafi tego powtórzyć

Prawda? Prawda. Smutna? Niekoniecznie. Wczoraj Apple pokazał to, co miał pokazać. Pal licho z tym, że informacje o właściwie wszystkich urządzeniach od dobrych kilku tygodni wędrowały w Internecie i raczej nikt z nas nie był zaskoczony. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak to, że właściwie za każdym razem, gdy pojawiało się coś „nowego”, były „ochy”, „achy” i gromkie oklaski. Może nie takie jak na Emirates Stadium, czy podczas koncertu Daft Punk. Ale jednak. Jakby pokazano ludziom ogień po raz pierwszy.

iphone-6-458159_1280

Jedno jest pewne. Ludzie tego, cholera oczekują. Ja jestem nieco zdystansowany, bo dla mnie nowe technologie to chleb powszedni. Nie powiem, bym był tym znudzony (nie można być, oj nie) – po pewnym czasie inaczej rozpatruje się pewne rzeczy. Coś, co kiedyś zaślepiało okazuje się być całkiem powszednie. Wiem jednak, że o ile kiedyś „amazing” miał sens, dzisiaj już nie ma go wcale. Jednak ludzie się na to złapią, bo uwielbiają emocje. Z tego samego powodu interesuje ich życie gwiazd, a nawet to, co je i gdzie mieszka pies przewodniczącego Solidarności. Emocje, Moi Drodzy.

A Apple, jak to napisał Maciej – zarobi miliardy.

Grafika: 1, 2, 3