Pamiętam jak przez mgłę fabułę pewnego filmu. Główny bohater został porażony przez prąd, ale wcale nie skończyło się to dla niego źle. W jakiś magiczny sposób do jego głowy została przeniesiona wiedza z całego Internetu, tak, że wygrywał „Jednego z Dziesięciu” (odpowiednik) z palcem w nosie, a do przeczytania książki wystarczyło mu jedynie jej przekartkowanie. […]

Pamiętam jak przez mgłę fabułę pewnego filmu. Główny bohater został porażony przez prąd, ale wcale nie skończyło się to dla niego źle. W jakiś magiczny sposób do jego głowy została przeniesiona wiedza z całego Internetu, tak, że wygrywał „Jednego z Dziesięciu” (odpowiednik) z palcem w nosie, a do przeczytania książki wystarczyło mu jedynie jej przekartkowanie. Co powiecie na takie coś w rzeczywistości?

Jednym z wiodących i najczęściej wymienianych trendów jakie będą na topie w 2014 roku jest z pewnością Internet rzeczy. Od dawna znajdujemy się już w erze inteligentnych telefonów czy zegarków, które z pozytywnym skutkiem ulepszają komfort naszego życia. Nie ma już jednak wątpliwości, że w przyszłości inteligentne będzie dosłownie wszystko!

Oczywiście słowa „inteligentne” używa się tu na zasadzie pewnej niepisanej umowy, zgodnie z którą rozszerza się jego użycie w kontekście komunikujących się ze sobą maszyn. To właśnie na ich połączonej sieci będzie już niedługo opierało się całe nasze życie. Teraz jeszcze sami otwieramy dom kluczami czy wstawiamy obiad do podgrzania. W przyszłości wszystko to będzie wykonywał za nas dom.

Ta (r)ewolucja nadchodzi zresztą we właściwym momencie, gdy najważniejszym konsumentem usług mają się stać osoby dorastające już w świcie cyfrowym, a nie analogowym; tzw. Millennialsi. Wydaje mi się, że wśród ogółu społeczeństwa, które wie jeszcze jak wygląda kaseta VHS, tolerancja na tak drastyczne uzależnienie się od maszyn byłaby zdecydowanie zbyt niska. Co innego w przypadku generacji Y, lubującej się wręcz w oddawaniu kolejnych bastionów własnej prywatności, na rzecz spersonalizowanych i wygodnych usług.

W takim świecie sam smartfon nie będzie już w jakikolwiek sposób się wyróżniał. Będzie jednym z wielu równych podmiotów, choć być może znajdującym się najbliżej nas. Wystarczy jednak wspomnieć o innym wiodącym trendzie – wearable technology, aby móc zakwestionować także i ten punkt. Co jednak stanie się jeśli technologię przeniesiemy nie na nasze nadgarstki i czy oczy, a wewnątrz nas? Do mózgu?

Żegnaj myszko i klawiaturo

Wg prognoz Intela już w 2020 roku rozpocznie się proces pozbawiania komputera kontrolerów, bo na horyzoncie pojawi się możliwość wszczepiania sobie chipów do mózgu, które będą mogły przekazywać sprzętom nasze polecenia. Zresztą już teraz ok. 100 tys. osób na całym świecie ma wszczepione implanty do mózgu. Jednak są to w znaczącej części osoby chore, albo po wypadkach, a chipy pozwalają im na w miarę normalne funkcjonowanie.

Sam proces implementacji krzemu do naszych biologicznych struktur, nie wydaje się skomplikowany. Pacjent po umieszczeniu chipu w bezpośrednim sąsiedztwie mózgu musi spędzić w szpitalu tylko jeden dzień, a po nim…

Perspektywy rysują się niebywale szeroko i obiecująco. Zacznijmy od prozaicznego grania z gry, do których nie potrzeba już padów, bo wszystko kontrolowane jest za pomocą myśli. Pisanie dokumentów to kaszka z mlekiem – wystarczy tylko pomyśleć nad linijką tekstu, a zostanie ona automatycznie zapisana w podręcznym (chmurowym czy korowym?) notatniku. Surfowanie po Internecie także nie nastręcza problemów, ale nawet rodzi nowe możliwości.

Gdyby tak np. od razu transportować treści do mózgu? Bez żadnych pośredników w postaci komputerów i ekranów – teksty, video i muzyka w ułamku sekundy trafiałyby do naszej świadomości. Rodzi się wtedy jednak pytanie, czy ich konsumpcja następowałaby dosłownie w momencie wczytania do naszego umysłu, czy wymagałaby udziału naszej woli. Skoro likwidujemy pośredników, to musi to także spotkać granie. Tego typu zabawy także mogłyby się przecież toczyć bezpośrednio w naszych głowach, a korzystając z twórczej mocy wyobraźni, fotorealistyczna grafika nie byłaby już żadnym problemem.

Wikipedia to przeżytek

Obecnie wiedza jest ogólnie dostępna. Wystarczy wklepać w wyszukiwarkę jakąś frazę i już wyskakują na jej temat informacje. Cały czas jednak wymaga to od nas pewnej uwagi i poświęcenia czasu na selekcjonowanie źródeł. Do pewnego stopnia stara się nam z tym pomóc Google ze swoim Grafem. Korporacja jednak już teraz bardzo poważnie podchodzi do opisywanej przeze mnie wizji przyszłości. Świadczą o tym słowa Larry’ego Page’a:

Jeśli zechcesz skorzystać z implantu, a potem skupisz się na jakimś pytaniu, to po prostu uzyskasz na nie odpowiedź.

Prostszego sposobu wręcz nie mogę sobie wyobrazić. Wszystko kontrolowalibyśmy bezpośrednio z naszej głowy. Wysyłanie maili, wyłączanie świateł, gdy wychodzimy z pokoju, poproszenie robota o ugotowanie makaronów na obiad. Właśnie – jedzenie – zmysł smaku. Cały czas znajdujemy się w pułapce naszych pięciu zmysłów, które… nas ograniczają.

Może na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale na ich polu w porównaniu do prezentów Matki Natury dla innych gatunków jesteśmy dość biedni. Słyszałem kiedyś o gatunku ryby, który jest bogatszy od nas jeśli chodzi o receptory znajdujące się w oku. My mamy tylko 2 typy: pręciki i czopki, odpowiadające w widzenie czarno-białe i kolorowe. To zwierzę ma jeszcze jeden, dzięki czemu widzi świat „bardziej kolorowy” (dokładny cytat z serialu dokumentalnego).

Przypominając sobie przygody „Gliniarza z dżungli”, muszę powiedzieć, że nie pogardziłbym dodatkowymi „sensorami”… Naukowcom już ponoć udało się nauczyć mysz widzenia w podczerwieni i choć to inny problem niż stworzenie dodatkowych detektorów, to rozbudza on nadzieję na popularyzację technologii w przyszłości. Już widzę potencjalne zastosowanie – zawsze kiedy jestem poza domem odczuwam chęć „zobaczenia” zasięgów i dostępności WiFi :P

Taki świat byłby ostatnim przystankiem do kompletnego wyrwania naszego człowieczeństwa z jego biologicznych ram. W końcu już tylko krok dalej znajduje się przeniesienie naszej świadomości do postaci zero-jedynkowej, w której człowiek byłby jedynie zbiorem informacji zamieszkującym dysk komputera. Może taka droga stała się udziałem wszystkich cywilizacji zamieszkujących Wszechświat przed nami? Może są teraz dla nas zbyt abstrakcyjne i tylko przemierzają wszechświat jako idee?

Zdjęcia: Human brain and computer chip, 3D concept via Shutterstock