Internet

Komorowski i Duda wydali na kampanię kilkadziesiąt milionów złotych. Na Internecie postanowili oszczędzać

MS
Maciej Sikorski
29

Jedne wybory za nami, kolejne przed nami - ciekawy sezon. O kampanii przed wyborami prezydenckimi niektórzy zdążyli już zapomnieć, ale warto na chwilę wrócić do tematu, ponieważ w mediach omawiane są sprawozdania finansowe komitetów wyborczych obecnego prezydenta i jego poprzednika. Wiosenny wyścig...

Jedne wybory za nami, kolejne przed nami - ciekawy sezon. O kampanii przed wyborami prezydenckimi niektórzy zdążyli już zapomnieć, ale warto na chwilę wrócić do tematu, ponieważ w mediach omawiane są sprawozdania finansowe komitetów wyborczych obecnego prezydenta i jego poprzednika. Wiosenny wyścig pochłonął sporo kasy, która poszła głównie na "tradycyjne" rozwiązania - zabawa w internety zeszła na dalszy plan.

Łącznie kampania obu panów kosztowała ponad 31 mln złotych. Większą część, bo aż 18 mln wydała ekipa prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ile kosztowały ją działania w Sieci? Skromne 1,2 mln. W przypadku prezydenta Dudy (wówczas dopiero kandydata na to stanowiska) kwota jest jeszcze niższa: niewiele ponad 830 tysięcy złotych. Łącznie około 2 mln, co trudno uznać za dużą sumę, gdy porówna się ją z całością wydatków czy chociażby z wydatkami poniesionymi na kampanię w telewizji - przygotowanie filmów i spotów oraz ich emisja pochłonęły kilkanaście milionów złotych. Widać różnicę, prawda?

Przyznam, że jestem tymi danymi trochę zdziwiony - spodziewałem się, że na Internet poszło w tamtym wyścigu więcej pieniędzy. Spodziewałem się tego zwłaszcza po sztabie prezydenta Dudy, który wydawał się być bardziej aktywny i obecny w "nowoczesnych" mediach. Z omówienia sprawozdań przygotowanego przez Politykę (polecam lekturę - sporo ciekawych rzeczy) dowiadujemy się jednak, że:

Rozliczenie sztabu Dudy jest nieco bardziej szczegółowe. Dowiadujemy się na przykład, że jedna warszawska firma za działania na profilu na Facebooku Andrzeja Dudy zażyczyła sobie... 140 tys. zł (kwota obejmuje posty sponsorowane; firma zobowiązała się ponadto, że pozyska 400 fanów dziennie).

Inna agencja promowała filmiki z Dudą na kanale YouTube i moderowała te wątki dyskusyjne na wirtualnych forach, które odnosiły się do kandydata (za 40 tys. zł). Jeszcze inna firma otrzymała, bagatela, 541 tys. zł za działania reklamowe w największych serwisach internetowych.

Te sumy nie są porażające, a wydawało mi się, że przez kilka miesięcy oglądałem w Sieci erupcję poparcia dla Dudy (dla innych kandydatów też). Okazuje się zatem, że nakręcali to zwykli użytkownicy, wykonali robotę za darmo. To pokazuje, że kasa jednak nie załatwi sama zadania, potrzebne jest grono prawdziwych, oddanych wyborców, którzy będą agitować. Nie tylko w Sieci - podobno z plakatami i ulotkami kandydata Dudy też wyszło całkiem nieźle, bo ludzie działali w terenie. Niby oczywiste, a jednak z tej kampanii naukę będą pewnie czerpać przy kolejnych wyborach. Wszyscy.

O tym, że siła Internetu nie została odpowiednio doceniona przez zespół Komorowskiego już pisałem, zresztą, to powszechna opinia. Teraz pojawiają się jednak dowody zaniedbań. Za doradztwo w "zakresie marketingu internetowego" zapłacono 27 tysięcy złotych. Dużo? Nawet osoby słabo rozeznane w temacie mogą stwierdzić, że nie. Szczególnie, gdy porówna się to z innym wydatkiem - na obklejenie Bronkobusów poszło prawie 260 tysięcy złotych. Kolosalna różnica, kolosalne niedopatrzenie. Efekt? Wystarczy przypomnieć ten wpis z Twittera:

Jedne wybory za nami, kolejne przed nami - ciekawy sezon. O kampanii przed wyborami prezydenckimi niektórzy zdążyli już zapomnieć, ale warto na chwilę wrócić do tematu, ponieważ w mediach omawiane są sprawozdania finansowe komitetów wyborczych obecnego prezydenta i jego poprzednika. Wiosenny wyścig pochłonął sporo kasy, która poszła głównie na "tradycyjne" rozwiązania - zabawa w internety zeszła na dalszy plan.

Łącznie kampania obu panów kosztowała ponad 31 mln złotych. Większą część, bo aż 18 mln wydała ekipa prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ile kosztowały ją działania w Sieci? Skromne 1,2 mln. W przypadku prezydenta Dudy (wówczas dopiero kandydata na to stanowiska) kwota jest jeszcze niższa: niewiele ponad 830 tysięcy złotych. Łącznie około 2 mln, co trudno uznać za dużą sumę, gdy porówna się ją z całością wydatków czy chociażby z wydatkami poniesionymi na kampanię w telewizji - przygotowanie filmów i spotów oraz ich emisja pochłonęły kilkanaście milionów złotych. Widać różnicę, prawda?

Przyznam, że jestem tymi danymi trochę zdziwiony - spodziewałem się, że na Internet poszło w tamtym wyścigu więcej pieniędzy. Spodziewałem się tego zwłaszcza po sztabie prezydenta Dudy, który wydawał się być bardziej aktywny i obecny w "nowoczesnych" mediach. Z omówienia sprawozdań przygotowanego przez Politykę (polecam lekturę - sporo ciekawych rzeczy) dowiadujemy się jednak, że:

Rozliczenie sztabu Dudy jest nieco bardziej szczegółowe. Dowiadujemy się na przykład, że jedna warszawska firma za działania na profilu na Facebooku Andrzeja Dudy zażyczyła sobie... 140 tys. zł (kwota obejmuje posty sponsorowane; firma zobowiązała się ponadto, że pozyska 400 fanów dziennie).

Inna agencja promowała filmiki z Dudą na kanale YouTube i moderowała te wątki dyskusyjne na wirtualnych forach, które odnosiły się do kandydata (za 40 tys. zł). Jeszcze inna firma otrzymała, bagatela, 541 tys. zł za działania reklamowe w największych serwisach internetowych.

Te sumy nie są porażające, a wydawało mi się, że przez kilka miesięcy oglądałem w Sieci erupcję poparcia dla Dudy (dla innych kandydatów też). Okazuje się zatem, że nakręcali to zwykli użytkownicy, wykonali robotę za darmo. To pokazuje, że kasa jednak nie załatwi sama zadania, potrzebne jest grono prawdziwych, oddanych wyborców, którzy będą agitować. Nie tylko w Sieci - podobno z plakatami i ulotkami kandydata Dudy też wyszło całkiem nieźle, bo ludzie działali w terenie. Niby oczywiste, a jednak z tej kampanii naukę będą pewnie czerpać przy kolejnych wyborach. Wszyscy.

O tym, że siła Internetu nie została odpowiednio doceniona przez zespół Komorowskiego już pisałem, zresztą, to powszechna opinia. Teraz pojawiają się jednak dowody zaniedbań. Za doradztwo w "zakresie marketingu internetowego" zapłacono 27 tysięcy złotych. Dużo? Nawet osoby słabo rozeznane w temacie mogą stwierdzić, że nie. Szczególnie, gdy porówna się to z innym wydatkiem - na obklejenie Bronkobusów poszło prawie 260 tysięcy złotych. Kolosalna różnica, kolosalne niedopatrzenie. Efekt? Wystarczy przypomnieć ten wpis z Twittera:

Był on dość szeroko komentowany, ale poklasku prezydentowi raczej nie przyniósł. Może większe nakłady na marketing w Sieci ochroniłyby sztab przed takimi wpadkami. Chociaż z drugiej strony, nie trzeba być marketingowcem, by stwierdzić, że to nie był dobry pomysł...

Sprawozdania pokazują, że oba sztaby postawiły na dobrze znane rozwiązania, liczyły się plakaty, spoty, gadżety i bilbordy, Internet był dodatkiem do tej machiny. Zakładam jednak, że to zacznie się zmieniać, do partii zaczną docierać sygnały, by bardziej zaangażować się w działania w cyfrowej rzeczywistości. I to raczej nie są dobre informacje dla nas, internautów...

Tabela pochodzi ze strony polityka.pl, na której znajdziecie omówienie wydatków.

Grafika tytułowa: youtube.com

Był on dość szeroko komentowany, ale poklasku prezydentowi raczej nie przyniósł. Może większe nakłady na marketing w Sieci ochroniłyby sztab przed takimi wpadkami. Chociaż z drugiej strony, nie trzeba być marketingowcem, by stwierdzić, że to nie był dobry pomysł...

Sprawozdania pokazują, że oba sztaby postawiły na dobrze znane rozwiązania, liczyły się plakaty, spoty, gadżety i bilbordy, Internet był dodatkiem do tej machiny. Zakładam jednak, że to zacznie się zmieniać, do partii zaczną docierać sygnały, by bardziej zaangażować się w działania w cyfrowej rzeczywistości. I to raczej nie są dobre informacje dla nas, internautów...

Tabela pochodzi ze strony polityka.pl, na której znajdziecie omówienie wydatków.

Grafika tytułowa: youtube.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Internetkampania