24

Kolejny krwawy październik dla SEO’wców. Nadciągnął Pingwin 3.0

W ten weekend doczekaliśmy się dużej zmiany w algorytmie wyszukiwarki Google. To kolejna zmiana z rodziny Pingwinów, tym razem pod nazwą kodową Pingwin 3.0. O pierwszej zmianie pisaliśmy ponad dwa lata temu, a wszystko jest wprowadzane po to, by wyniki zwracane przez Google były bardziej użyteczne dla korzystających z wyszukiwarki. Autorem wpisu jest Karol Dziedzic […]

W ten weekend doczekaliśmy się dużej zmiany w algorytmie wyszukiwarki Google. To kolejna zmiana z rodziny Pingwinów, tym razem pod nazwą kodową Pingwin 3.0. O pierwszej zmianie pisaliśmy ponad dwa lata temu, a wszystko jest wprowadzane po to, by wyniki zwracane przez Google były bardziej użyteczne dla korzystających z wyszukiwarki.

Autorem wpisu jest Karol Dziedzic (Director of Online Marketing) w Agencji Brandman.

Zmiana niweluje znaczenie linków, które prowadzą do witryny internetowej. Przede wszystkim chodzi o linki, które zostały pozyskane w sposób, jakiego wyszukiwarka Google sobie nie życzy. Są to tzw, metody Black Hat SEO, piętnowane przez Google, jednak stosowane przez wielu webmasterów na całym świecie. Informacje o wprowadzeniu tej aktualizacji płyną z różnych regionów świata. Zmiana dotknęła takie rynki na których działa Google jak USA, Wielka Brytania, Niemcy, Kanada, Australia, Francja, Turcja i oczywiście nasze rodzime podwórko także.

Pingwin był już wydawany pięciokrotnie do tej pory. Natomiast dopiero od czwartego wydania, z nazwą kodową Pingwin 2.0 zaczął być zauważalny na polskim rynku. Z takich zmian z reguły sprawy nie zdają sobie użytkownicy, ponieważ oni przyzwyczajeni są do tego, że Google działa szybko i dobrze, a jeśli coś się nie pokazuje w wynikach to znaczy, że raczej nie istnieje.

Po drugiej stronie znajdują się natomiast osoby zajmujące się pozycjonowaniem i to one z wielką uwaga śledzą wprowadzane zmiany przez Google. Bywa to zabawne momentami, ponieważ ostatnie dwie aktualizacje Pingwina zostały wydane w weekend, zatem pozycjonerzy zamiast odpoczywać od pracy, gorączkowo sprawdzają wyniki wyszukiwania przez całą sobotę i niedzielę, a przed pójściem spać parzą sobie melisę.

Ta aktualizacja, została wprowadzona trochę inaczej od poprzednich. Do tej pory, każda z nich była ogłaszana przez pracownika firmy Google w momencie jej wypuszczenia. Obecnie, gdy główny rzecznik Google, Matt Cutts odszedł, nie ma nikogo, kto by z takim komunikatem mógł wyjść na czas i być szeroko odbieranym na całym świecie. Jak zauważa dr Artur Strzelecki z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, sygnały o tym, że jest to Pingwin 3.0 docierają ze wszystkich for i mediów internetowych na których udzielają się właściciele stron internetowych zainteresowani ich pozycjami w Google.

Jaka jest skala zniszczeń po wprowadzeniu Pingwina? Trudno to ocenić mając do analizy tylko dwa dni, ale za jakieś dwa tygodnie, kiedy opadnie kurz i emocje będzie można na spokojnie sprawdzić co zadziałało i obroniło serwisy przed spadkiem, a do czego Pingwin z trójką na piersi przyczepił się najbardziej. Dosyć ciekawą, postpingwiną i zarazem apokaliptyczną wizję przedstawia Ewelina Szczecińska, właścicielka firmy pozycjonującej Artevia. Jej zdaniem wprowadzenie Pingwina w Google można przyrównać do jednego z jeźdźców apokalipsy.

To wydanie Pingwina jest skierowane w strony, które przede wszystkim mają linki z portali typu Web 2.0. Niestety, proces pozyskiwania linków w ten sposób można zautomatyzować z wykorzystaniem dostępnego i w miarę taniego oprogramowania. Pingwin stara się ukrócić ten proceder i ustawić ponownie witryny w miejscu, które im się faktycznie należy. Czy to się uda? Zobaczymy na przestrzeni kilku najbliższych tygodni, kiedy wyniki zwracane przez Google się ustabilizują i będzie można zobaczyć co na stałe pojawia się na pierwszych pozycjach w Google. Na ten czas można uruchomić Google Analytics oraz Narzędzia dla Webmasterów i sprawdzać jak zmienił się ruch na stronie.

Źródła: 1,2.

Foto Portrait of group of king penguins, one is forward via Shutterstock.