6

Kolejny duży producent „wchodzi w smartwatche”. Początek klęski urodzaju?

Wczoraj trafiłem na doniesienia o kolejnym smartfonie współpracującym z platformą Windows Phone. Dzieje się to, o czym pisano już niejednokrotnie – Microsoft spuścił z tonu, wyciągnął rękę do partnerów i może nastąpić wysyp inteligentnych telefonów z ich mobilną platformą. Dzisiaj zacząłem się zastanawiać, czy Google rozwijając Android Wear doprowadzi do podobnego boomu w przypadku smartwatchy. […]

Wczoraj trafiłem na doniesienia o kolejnym smartfonie współpracującym z platformą Windows Phone. Dzieje się to, o czym pisano już niejednokrotnie – Microsoft spuścił z tonu, wyciągnął rękę do partnerów i może nastąpić wysyp inteligentnych telefonów z ich mobilną platformą. Dzisiaj zacząłem się zastanawiać, czy Google rozwijając Android Wear doprowadzi do podobnego boomu w przypadku smartwatchy. Są na to spore szanse.

Nie będę wracał do zagadnienia popularności systemu Windows Phone, ponieważ poświęcono mu już na AW naprawdę dużo uwagi i od tego czasu nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Smartfonów z tym systemem przybywa, ale to nie dziwi – wiele osób spodziewało się takiego obrotu sprawy od momentu, gdy Microsoft zrezygnował z opłaty licencyjnej (dotyczy to póki co określonej gamy produktów). Sprawa jest jasna, sprzętu z mobilnymi kafelkami będzie przybywać.

Teraz temat właściwy: czy czeka nas lawinowy wysyp zegarków z Androidem skrojonym pod smartwatche? Swoje produkty z tym systemem zaprezentowały już korporacje LG i Samsung, wiele osób czeka na premierę urządzenia Moto 360 opracowywanego przez Motorolę. Można się jednak spodziewać, że to zaledwie wstęp do prawdziwego festiwalu premier inteligentnych zegarków. Ten rynek z pewnością nie będzie tak duży (zwłaszcza pod względem liczby sprzedawanych produktów), jak segment smartfonów, ale wielu producentów i tak może w nim upatrywać szansy na rozwój. Przykład? Asus.

Zegarek tajwańskiego producenta elektroniki ma się pojawić na rynku już za kilka miesięcy (możliwe, że do premiery dojdzie w Berlinie podczas targów IFA 2014). Głównymi atutami produktu powinny być niska cena (od 100 do 150 dolarów) oraz cienka budowa. W obu przypadkach urządzenie Asusa ma wygrywać z produktami konkurencji i tym samym przyciągać uwagę potencjalnych klientów. Tajwańskiej korporacji może na tym naprawdę zależeć.

Dla Samsunga przygoda ze smartwatchami może być jedynie formą eksperymentu – nie wiadomo, jak potoczą się sprawy, może sprzedaż w końcu zacznie się szybko rozkręcać, a w takim przypadku warto w tym uczestniczyć. Jeśli to ślepa uliczka, to wiele nie stracą, ponieważ nadal rozdają karty na rynku smartfonów i zarabiają na tym krocie. Podobnie jest w przypadku Motoroli. Ta firma nie może się co prawda pochwalić takimi udziałami w rynku smartfonów, jakie posiada Samsung, ale pod skrzydłami Lenovo wiele powinno się w ich przypadku zmienić. Zegarek zapewne nie będzie priorytetem. LG? Firma w końcu zaczyna sobie radzić w segmencie mobilnym i smartfony pewnie stanowią główny kierunek rozwoju. Smartwatch z ich logo to działanie „na wszelki wypadek”, pilnowanie Samsunga.

Inaczej sprawa wygląda w przypadku takich firm, jak Asus. Zarówno tej korporacji, jak i jej lokalnemu konkurentowi, czyli Acerowi, segment smartfonów odjechał, teraz trudno go dogonić, a już tym bardziej wskoczyć do branży i zająć w niej dogodną pozycję. Sprzedaż komputerów nadal spada (już wolniej, ale jednak), tablety ratunkiem raczej nie będą, bo ten sektor hamuje, rodzi się pytanie: co dalej? I szybko pojawia się odpowiedź: może technologie ubieralne?

Dla Asusa i wielu innych mniej lub bardziej znanych firm, technologie ubieralne, a konkretnie smartwatche stanowią szansę na wyjście z cienia i złamanie prymatu producentów kojarzonych dzisiaj z rynkiem mobilnym. Dla nich zegarki mogą być czymś więcej niż tylko eksperymentem. Tym graczom będzie zależało na rozkręceniu nowej gałęzi rynku i uzyskaniu w niej silnej pozycji. To zwiększa szanse na powodzenie całego projektu i uczynienie go bardziej interesującym z punktu widzenia klienta. Jednocześnie już dzisiaj można wskazać na firmę, która najwięcej zyska na tych przepychankach. To oczywiście Google – dla nich każdy wynik wyścigu będzie pozytywny…