6

Kobiety z Doliny Krzemowej – poznajcie najpotężniejsze z nich

Dzień Kobiet to dobra okazja, by poświęcić paniom więcej czasu i uwagi, niekoniecznie wręczając im goździki czy składając życzenia (do czego i tak gorąco zachęcam). Warto zainteresować się kobietami np. w kontekście biznesu i branży technologicznej, która interesuje nas najbardziej. Czy w Dolinie Krzemowej panie piastują ważne stanowiska? A jeśli tak, to jakie i gdzie? Udzielamy odpowiedzi na te pytania.

Kobiety w IT rzadkością być przestają, ale nadal stanowią mniejszość zarówno wśród inżynierów czy programistów, jak i szefów firm. Nie można ich jednak nie zauważyć, jeśli ktoś dokładniej przyjrzy się temu sektorowi. Poniżej zestawienie kilku pań, które zaszły bardzo daleko na zawodowych ścieżkach. Głośne nazwiska, mocne osobowości – to sprawiło, że panie znajdziemy w rankingach najpotężniejszych kobiet biznesu czy nawet świata, przygotowywanych przez różne prestiżowe pisma.

Marissa Mayer

Zaczniemy od pani, o której było ostatnio głośno z powodów zawodowych: Marissa Mayer. Nie udało jej się uratować Yahoo. Nim jednak dojdziemy do tego momentu, warto rzucić okiem na początki kariery Amerykanki.

Mayer (urodzona w 1975 roku) w dzieciństwie poświęcała sporo czasu przeróżnym formom aktywności: od sportu, przez balet, po naukę gry na pianinie. Okazało się także, że przejawia spore zdolności na polu przedmiotów ścisłych. Podjęła studia na Uniwersytecie Stanforda, gdzie zajmowała się m.in. zagadnieniem sztucznej inteligencji – nie powinno dziwić, że po zakończeniu edukacji, otrzymała kilkanaście ofert pracy. Wybrała Google, był rok 1999, została dwudziestym pracownikiem firmy (pierwszą kobietą inżynierem). Zajmowała się m.in. wyszukiwarką, poświęcała czas AdWords.

Na początku kolejnej dekady, po pęknięciu bańki dotcomowej, podjęła się łowienia talentów, szkolenia ich i przygotowywania do objęcia stanowisk menedżerskich w Google. W połowie dekady objęła stanowisko Vice President of Search Products and User Experience, pracowała m.in. nad Google News, Mapami czy Gmailem. Jednocześnie zajmowała się nauczaniem, szkoliła studentów Stanforda. Przełom w karierze nastąpił w roku 2012, gdy pojawiła się wiadomość, że Mayer zostanie szefową Yahoo! Jedni przekonywali, że to wprowadzanie konia trojańskiego wysłanego przez Google, drudzy nazywali tę decyzję zdradą, jeszcze inni podchodzili do sprawy spokojnie i podkreślali, że młoda kobieta po prostu wchodzi na kolejny szczebel zawodowej drabiny. Od top menedżera do CEO.

Kolorowo jednak nie było, już na samym początku tej drogi podkreślano, że Marissa Mayer podejmuje się trudnego zadania: Yahoo było w złym stanie, z czasów, gdy firmę wyceniano na ponad 100 mld dolarów pozostało niewiele. Jej decyzje nierzadko wywoływały kontrowersje, dotyczyło to np. zmuszenia zdalnych pracowników do pracy w biurze. W roku 2013 poinformowano, że korporacja przejmuje Tumblr za ponad miliard dolarów, pieniądze wydawano też na przejmowanie innych biznesów, ale to nie pomagało: kurczyły się wyniki, spadała cena akcji firmy, opuszczali ją ważni pracownicy. Zaczęto głośno mówić o zmianie szefa, lecz także o sprzedaniu Yahoo. Stanęło na tym drugim.

Główny biznes Yahoo stanie się własnością korporacji Verizon. Cenę początkowo ustalono na 4,8 mld dolarów, potem obniżono ją o kilkaset milionów dolarów z powodu wycieku danych. Wielkiego wycieku danych. Finansowo ucierpiała na tym sama Mayer, która pożegnała się z roczną premią i kolejnym pakietem akcji. Miliony dolarów nie trafiły do jej kieszeni. Ale na osobę biedną i tak nie trafiło – media informowały, że za doprowadzenie do sprzedaży Yahoo szefowa zgarnie 55 mln dolarów. Znajdzie też zatrudnienie w Verizon.

Czy księżniczka Google, jak kiedyś ją nazywano, nie podołała wyzwaniu? Opinie będą różne. Faktycznie nie udało się uratować Yahoo, ale trzeba podkreślić, że nowa CEO pojawiła się w firmie, gdy było już naprawdę źle. Nie wykazała się geniuszem menedżerskim, lecz przy okazji odpowiedziała za grzechy poprzedników. Niewdzięczna rola. Może w przyszłości będzie jeszcze miała szansę wykazać się w innym biznesie?

Regina Dugan

Postać, która z pewnością pojawiła się jakiejś teorii spiskowej, a wszytko za sprawą pełnionej niegdyś funkcji dyrektora DARPA (Defense Advanced Research Projects Agency – Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności). To agencja rządowa zajmująca się rozwojem technologii wojskowej. W jej działaniach należy się doszukiwać np. źródeł Internetu.

Regina Dugan (1963) studiowała w Virginia Tech (Politechnika i Uniwersytet Stanowy Wirginii), zdobyła też tytuł doktora Caltech (Kalifornijski Instytut Technologiczny). Pracę dla DARPA rozpoczęła już w połowie lat 90. XX wieku, w latach 2009-2012 pełniła funkcję dyrektora agencji. Stanowisko to sprawowała jako pierwsza kobieta. To za jej rządów zaczęto przykładać większą wagę do kwestii cyberbezpieczeństwa, roli mediów społecznościowych we współczesnym świecie czy nowych rozwiązań w zakresie produkcji.

DARPA opuściła w pierwszym kwartale 2012 roku i znalazła zatrudnienie w w Google. Otrzymała zadanie stworzenia i pokierowania oddziałem Advanced Technology and Projects tworzonym w Motorola Mobility, biznesie przejętym w tym samym roku. Z czasem segment mobilny kupili od Google Chińczycy, ale ATAP pozostał w strukturach internetowego giganta. Zajmował się m.in. projektami ARA i Tango, o których swego czasu było dość głośno. Zespół miał tworzyć dla Google technologie jutra, nie bać się niepowodzeń i podejmować ambitne projekty. Jednak działania te, a zwłaszcza związane z nimi wydatki, stały się kością niezgody między decydentami Google, a akcjonariuszami.

Ostatecznie Regina Dugan zmieniła pracodawcę i trafiła do Facebooka, w którym powierzono jej zadanie stworzenia i kierowania oddziałem o nazwie Building 8. Na czym miał się on skupić? Na tym samym, co ATAP: tworzeniu rozwiązań jutra. Mamy do czynienia z kobietą, która poznała już naprawdę wiele sekretów…

Sheryl Sandberg

Gdy Donald Trump zaprosił na spotkanie szefów wielkich firm z Doliny Krzemowej, w jego siedzibie pojawiła się Sheryl Sandberg (1969) – to ona miała reprezentować Facebooka i Marka Zuckerberga. Obecnie piastuje stanowisko Chief Operating Officer niebieskiego serwisu i jest za to bardzo dobrze wynagradzana: pensje i premie sięgają kilkudziesięciu milionów dolarów, majątek szacowany jest na grubo ponad miliard dolarów. Wiele osób będzie pewnie zazdrościć, ale trzeba podkreślić, że do takich stanowisk i pieniędzy nie dochodzi się przypadkiem – to lata ciężkiej pracy.

Sandberg wychowywała się na Florydzie, była świetną uczennicą, która angażowała się w życie szkoły – podobnie jak Mayer, na nudę raczej nie narzekała. Przed trzema dekadami rozpoczęła studia z ekonomii na Harvardzie. Ukończyła je z wyróżnieniem, następnie podjęła pracę w Banku Światowym, ale po roku kontynuowała edukację, tym razem w Harvard Business School. W połowie lat 90. XX wieku znalazła się w administracji prezydenta Billa Clinton, na początku kolejnej dekady, gdy władzę w Białym Domu przejęli Republikanie, przeniosła się do Doliny Krzemowej.

W latach 2001-2008 pracowała dla Google (Vice President of Global Online Sales and Operations) – kolejna kobieta, która doświadczenie zdobywała w korporacji z Mountain View. Kolejna, która ją opuściła, by przejść do konkurencji. Jednak w tym przypadku nie padło na konkurenta dogorywającego, lecz szybko rosnącego w siłę. Menedżerką Google po jednym ze spotkań zainteresował się Mark Zuckerberg i w marcu 2008 roku ogłoszono, że obejmie ona stanowisko COO w Facebooku. W tym czasie Facebook nie zarabiał, skupiano się na tym, by stworzyć fajną stronę, do finansów przykładano mniejszą wagę. Sandberg miała się przyczynić do zmian. Parę lat później Facebook zaczął przynosić zyski. W roku 2012 Sandberg została członkiem rady dyrektorów Facebooka (jako pierwsza kobieta w tym gronie).

Sheryl Sandberg sporo uwagi poświęca kwestiom uprawnienia – chodzi głównie o pozycję kobiet w biznesie. Mówi o tym i pisze (jest współautorką książki Lean In: Women, Work, and the Will to Lead), wskazuje na istnienie barier, przez które kobiety nie obejmują stanowisk kierowniczych w firmach (za współwinne uznaje w tym same kobiety). To m.in. dzięki Sandberg wspomniany temat zyskuje na znaczeniu w Dolinie Krzemowej.

Ginni Rometty

Virginia Marie „Ginni” Rometty (1957) przez lata umieszczana była przez magazyn Fortune na liście 50 Najpotężniejszych Kobiet Biznesu, kilka razy otwierała to zestawienie.

Ukończyła Northwestern University, została inżynierem i już na początku lat 80. XX wieku rozpoczęła pracę w IBM. Zajmowała w firmie różne stanowiska i pięła się po korporacyjnej drabince, by w roku 2012 zostać szefową technologicznego giganta. Pierwszą kobietą w historii na tym stanowisku. A trzeba pamiętać, że historia IBM jest długa (i czasem była naprawdę „kręta”). W jej wizji IBM powinien się skupiać m.in. na chmurze oraz rozwiązaniach typu Watson. Ten ostatni to superkomputer, który ma być obdarzony sztuczną inteligencją. Rometty nie zgarnia jedynie pochwał za wprowadzanie nowych projektów – wyniki korporacji albo stoją w miejscu albo się pogarszają, co wywołuje krytykę w mediach, wśród analityków i akcjonariuszy. Ciekawe, czy Rometty wyjdzie z tego obronną ręką i pokaże w raportach kwartalnych, że IBM potrafi osiągać lepsze rezultaty?

Meg Whitman

Pełni funkcję CEO wielkiej firmy i na razie nie zanosi się, by miała opuszczać to stanowisko lub szukać kupca dla korporacji. Jej majątek wyceniany jest na ponad dwa miliardy dolarów, a działalność nie ogranicza się do biznesu – Whitman udziela się także na arenie politycznej.

Margaret Whitman (1956) również ukończyła renomowaną uczelnię: Princeton University. Początkowo zamierzała zostać lekarzem, zdobywała wiedzę w przedmiotów ścisłych, ale potem zmieniła plany i skupiła się na ekonomii. Podobnie jak Sandberg zaliczyła edukację w Harvard Business School. Karierę zawodową rozpoczęła pod koniec lat 70. XX wieku w firmie Procter & Gamble, następnie trafiła do firmy konsultingowej Bain & Company, gdzie pięła się po szczeblach korporacyjnej drabiny. Pod koniec lat 80. XX wieku objęła menedżerskie stanowisko w The Walt Disney Company. Pracę zmieniała jeszcze kilka razy, znajdowała się m.in. na liście płac Hasbro (to ona ściągnęła do USA Teletubisie).

Ważnym krokiem na ścieżce kariery okazało się przejście do eBay – Amerykanka miała przejąć stery w startupie. Whitman dołączyła do firmy w pierwszym kwartale 1998 roku, eBay liczył wówczas kilkudziesięciu pracowników, przychody nie były oszałamiające, wynosiły kilka milionów dolarów. W ciągu dziesięciu lat serwis urósł bardzo poważnie: w 2008 roku jego przychody wynosiły już 8 mld dolarów, a zatrudnienie sięgało kilkunastu tysięcy osób. Ktoś stwierdzi, że biznes urósł, bo rynek okazał się chłonny, bo moment był odpowiedni, ale to byłoby nieuczciwe względem Whitman – równie dobrze mogło się udać innej firmie, a o eBay świat by nie usłyszał. To ona uczyniła z serwisu brand kojarzony na całym świecie.

Warto podkreślić, że to za jej rządów eBay przejął Skype’a oraz PayPal. Za pierwszy zapłacono ponad 4 mld dolarów, by potem sprzedać za mniej niż 3 mld (z czasem miało się okazać, że Microsoft wyłoży za ten biznes znacznie więcej), PayPal kosztował 1,5 mld dolarów, co w tamtym czasie mogło uchodzić za sumę astronomiczną (zwłaszcza, że wybrzmiewało jeszcze echo pęknięcia bańki z przełomu wieków). Przed dwoma laty nastąpiło oddzielenie PayPal od eBay. Whitman nie brała w tym już udziału (Skype’a też nie sprzedawała): opuściła stanowisko pod koniec 2007 roku, przez kilka kwartałów wspierała jeszcze nowego szefa. Za swoją pracę w eBay otrzymała liczne nagrody i wyróżnienia, uznano ją za zdolnego i skutecznego CEO. Nie powinno zatem dziwić, że wielkie firmy były zainteresowane współpracą z nią, zasiadała w radach dyrektorów chociażby u byłych pracodawców.

Początek roku 2011 przyniósł Whitman miejsce w radzie dyrektorów Hewlett-Packard, kilka miesięcy później została CEO firmy. Od początku musiała się mierzyć z dużą liczbą problemów – poprzednie lata nie były dla firmy zbyt dobre, szefowie zmieniali się często, nie brakowało przy tym skandali, podejmowano bardzo złe i kosztowne decyzje biznesowe. Brakowało strategii rozwoju. Nowa szefowa postanowiła skupić się m.in. na komputerach, powalczyć o ten biznes i nie uciekać od starcia z Chińczykami. O cud było jednak trudno, akcje giganta taniały, a Meg Whitman była krytykowana za marazm w firmie. Ostatecznie korporacja podzieliła się na dwa biznesy: HP Inc. oraz Hewlett Packard Enterprise. Jeden zajmuje się pecetami, drugi produktami dla biznesu, usługami. Whitman pełni rolę CEO w Hewlett Packard Enterprise oraz prezesa w HP Inc.

Szefowa legendy Doliny Krzemowej od lat działa też na scenie politycznej, reprezentuje Republikanów. Brała udział m.in. w kampanii wyborczej Johna McCaina i była przymierzana do stanowiska Sekretarza Skarbu (Republikanie przegrali wówczas wybory). Podobnie wyglądało to podczas kampanii w roku 2012, gdy przeciwnikiem Obamy był Mitt Romney. Czy wspierała też Donalda Trumpa? Nie, jego akurat porównała do… Adolfa Hitlera i Benito Mussoliniego. Zaczęła nawet wspierać Hillary Clinton, publicznie chwaliła kandydatkę demokratów i zapewniała, że udzieli sztabowi pomocy finansowej.

Między pełnieniem roli CEO w eBay, a objęciem sterów w HP, Whitman wystartowała w wyborach na gubernatora Kalifornii. Z własnej kieszeni wydała na kampanię ponad 140 mln dolarów, lecz przegrała wybory. Kto bogatej zabroni…

Ruth Porat

Kobieta, która trzyma kasę w korporacji Alphabet (Google). Gdy panowie Page i Brin spierali się z akcjonariuszami, czy inwestować w projekty rozwijane m.in. przez oddział Reginy Dugan, do pomocy ściągnęli właśnie Ruth Porat (1957).

Urodziła się w Wielkiej Brytanii, ale dorastała w USA – jej ojciec znalazł zatrudnienie na Uniwersytecie Harvarda, z czasem rodzina przeniosła się do Palo Alto w Kalifornii, więc Porat mogła obserwować rozwój Doliny Krzemowej. Zdobywała wykształcenie m.in. na Uniwersytecie Stanforda, oraz w London School of Economics. Karierę zawodową zaczynała w Morgan Stanley w 1987 roku i wyłączając kilka lat w ostatniej dekadzie XX wieku, pracowała w tej firmie do roku 2015, piastowała m.in. funkcję szefowej finansów korporacji. Cieszyła się dużym autorytetem i była uznawana za osobę bardzo skuteczną – właśnie kogoś takiego poszukiwali w Google.

Ruth Porat wprowadziła dyscyplinę w finanse korporacji z Mountain View, zaczęło się zamykanie nierentownych, a przy tym mało perspektywicznych projektów, te bardziej obiecujące zgrupowano i wydzielono w raportach finansowych, by stało się jasne, ile firma wydaje na „rozwiązania jutra” i jak szybko rosną ich przychody. To uspokoiło sytuację, założyciele Google mogą realizować swoją wizję jej rozwoju, jednocześnie pieniądze nie są wyrzucane w błoto, raporty kwartalne są coraz lepsze, a Alphabet utrzymuje się w gronie najdroższych firm świata.

Cher Wang

Czas na kogoś spoza USA (wyjątek na liście). Cher Wang (1958) przed dwoma dekadami współtworzyła HTC – firmę, która przeszła drogę od składania komputerów, po wyścig o palmę pierwszeństwa w segmencie mobilnym.

Kobieta nie zaczynała od zera, jej ojcem był Wang Yung-ching, przemysłowiec, jeden z najbogatszych ludzi na Tajwanie. W chwili śmierci (rok 2008) jego majątek wyceniano na 5,5 mld dolarów. Na początku obecnej dekady Cher Wang przebiła ten wynik i stała się najbogatszym człowiekiem na Tajwanie. Od tego czasu sporo się jednak zmieniło, akcje jej firm staniały, majątek poważnie się skurczył.

Cher Wang wyższe wykształcenie zdobywała w USA, ukończyła Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley. Na początku la 80. XX wieku rozpoczęła w pracę w First International Computer, firmie założonej przez… siostrę. Kilka lat później współtworzyła firmę VIA Technologies (producent układów scalonych), by pod koniec wieku stworzyć z Peterem Chou firmę HTC. Początkowo pełniła rolę prezesa, stanowisko CEO zajmował Chou, ale z czasem Wang skupiła w swych rękach penie władzy. Póki co nie pomogło to tajwańskiej firmie. Nie zmienia to jednak faktu, że Wang wciąż jest uznawana za jedną z najpotężniejszych kobiet świata.

Susan Wojcicki

Założę się, że większość z Was nie tylko nie zna tej kobiety, ale nawet o niej nie słyszało. Osoba stojąca w cieniu, lecz bardzo ważna dla Google. Współtworzyła firmę, a dzisiaj pełni funkcję CEO jednego z najciekawszych biznesów amerykańskiej korporacji: YouTube’a.

Susan Wojcicki (1968) to córka Stanleya Wojcickiego – amerykańskiego profesora fizyki polskiego pochodzenia. Korzenie i fakt obracania się w środowisku akademickim miały wpływ zarówno na Susan, jak i jej siostry – wszystkie zdobyły dobre wykształcenie. Bohaterka tego wpisu studiowała literaturę i historię na Uniwersytecie Harvarda, podjęła też naukę na Uniwersytecie Kalifornijskim w zakresie ekonomii. Pod koniec lat 90. XX wieku pracowała w Intelu, w którym zajmowała się marketingiem, ale wtedy przyszła propozycja przejścia do Google. Warto wspomnieć, że to w jej garażu w Menlo Park panowie Brin i Page urządzili biuro firmy, która miała się stać internetowym potentatem.

W Google zajmowała się wieloma rzeczami to jej zawdzięczamy np. doodle, to ona doradziła, by wyszukiwarka była umieszczana za darmo na stronach internetowych, wreszcie to ona odpowiadała za rozwój narzędzi, które przynosiły pieniądze: AdWords, AdSense, DoubleClick oraz Google Analytics. Ciekawe jest to, że Wojcicki nadzorowała Google Video, ale jednocześnie to za jej namową firma postanowiła przejąć serwis Youtube za 1,65 mld dolarów. Wielu menedżerów pewnie upierałoby się przy starym produkcie i przekonywało, że konkurencja nie jest groźna – Wojcicki dostrzegła potencjał drzemiący w platformie, której… dzisiaj przewodzi. Od roku 2014 pełni rolę CEO YT.

Wojcicki miała ponoć duży wpływ na kształtowanie się kultury korporacyjnej Google (m.in. słynne stołówki). Ma to związek m.in. z urlopami macierzyńskimi i wychowywaniem dzieci, których Wojcicki ma pięcioro – stała się jednym z ważnych głosów w dyskusji na temat wspierania przez pracodawców matek rodzących dzieci. Od dawna podkreśla, że można łączyć macierzyństwo z pracą, nawet na bardzo wymagającym stanowisku. Wręcz trzeba to robić, bo paradoksalnie rosną umiejętności, doświadczenie życiowe, zmienia się perspektywa. Akurat w jej przypadku można stwierdzić, że wie, o czym mówi.

Kobieta pozostawała w cieniu innych ważnych postaci internetowego giganta i w… rodzinnych relacjach z Siergiejem Brinem: jej siostra, Anne, przez kilka lat była żoną współzałożyciela Google. Ale to nie koligacje pozwoliły Susan zajść tak daleko – ona po prostu ma nosa do biznesu i pomogła firmie z Mountain View dojść na szczyt.

Ursula Burns

Pierwsza czarnoskóra Amerykanka, która objęła stanowisko CEO w firmie z lity Fortune 500. Co ciekawe, zastąpiła na tym stanowisku inną kobietę – taki przypadek również zdarzył się po raz pierwszy we wspomnianym zestawieniu. Wspomnianą historią może się pochwalić Xerox.

Ursula Burns (1958) wychowała się w Nowym Jorku, oboje rodzice pochodzili z Panamy. Wykształcenie zdobywała m.in. na Uniwersytecie Columbia, pracę w firmie Xerox podjęła jeszcze w trakcie studiów, po ich zakończeniu mocniej związała się z korporacją – był początek lat 80. XX wieku. Podobnie jak inne kobiety opisywane w tekście, pięła się po szczeblach kariery, ale była wierna jednemu pracodawcy. Na początku nowego wieku zaczęła ściśle współpracować z Anne Mulcahy, która objęła stanowisko CEO – obie panie bardzo sobie chwaliły ten czas. Pozycja Burns w firmie rosła, a gdy Mulcahy odeszła na emeryturę, stery w Xerox przejęła osoba związana z tym biznesem od blisko trzech dekad. Pełniła tę funkcję od roku 2009 ro końca roku 2016.

To kilka moich „typów”, zapewniam, że jest ich więcej, kiedyś powstanie pewnie kolejna część zestawienia. Jeśli macie jakieś propozycje, chętnie je poznam.