132

Kino nie jest dla mnie. Szkoda

Byłem dzisiaj w kinie (pisałem to w sobotę) na filmie „Life” i mimo dobrego filmu sci-fi, nie byłem w stanie czerpać przyjemności z seansu. Na lewo jakaś kobieta przez pierwszą połowę filmu konsumowała popcorn i wydawała przy tym sporo dźwięków, błądząc ręką w kartonowym pojemniczku, a potem przegryzając kolejne kawałki popcornu. Na prawo jakieś dwie dziewczyny dosłownie przez cały film rozmawiały i świeciły telefonami. A na reszcie sali podobnie, ciągle ktoś czymś szumiał, coś jadł, coś gadał.

Ludzie chodzą do kina, żeby coś zjeść

Ja wiem, że jestem specyficzną osobą. Przede wszystkim dlatego, że przychodzę do kina z zamiarem oglądania filmu. Celebruję to wydarzenie, myślę sobie: „O, to się zapowiada na fajny film, chętnie poznam wydarzenia, które mają w nim miejsce. Poznam fabułę, bohaterów, usłyszę muzykę, może dam się czymś zaskoczyć. Będzie fajnie.”

Ale to tylko dlatego, że jestem dziwny. Prawda jest taka, że wszyscy idą do kina coś zjeść, o czymś pogadać, zobaczyć co tam na fejsie, pożartować ze znajomymi. To są normalne powody dla których ludzie chodzą do kina. Ja się niestety do tego grona nie zaliczam, jednak wciąż postępuję jak ten ostatni naiwniak i od czasu do czasu kupuję bilet, wsiadam do samochodu i udaję się na kolejny seans. A tam… wiadomo.

Kino nie jest dla mnie

Na pewno nie pomaga fakt, że aby się skupić potrzebuję ciszy i spokoju, po prostu tak już mam. Gdy piszę jakiś tekst, robię to w ciszy, a nie np. z włączonym telewizorem w tle. Kiedy oglądam filmy, również lubię kiedy najzwyczajniej w świecie nie pojawiają się inne bodźce, poza samym filmem (dźwięk i obraz z filmu, a nie z czyjegoś telefonu, czy szeleszczącego worka, albo czegokolwiek innego).

Właśnie dlatego zrozumiałem dziś, że kino nie jest dla mnie, odpuszczam to sobie. Szkoda, bo lubię oglądać filmy, jednak nie ma sensu na siłę psuć sobie tej przyjemności. Podkreślam przy tym, że kino nie jest dla mnie, bo wszystko wskazuje na to, że inni bawią się tam dobrze. Ja albo nie mogę się skupić na filmie, albo zaczynam się zwyczajnie denerwować, a przecież nie o to w tym wszystkich chodzi.