5

Kim Dotcom oferuje pięć milionów dolarów dla osoby, która pomoże mu w walce ze spiskiem

Kim Dotcom
Pamiętacie Kima Dotcoma? Żartuję oczywiście – ciężko jest nie znać jednej z najbardziej barwnych postaci w świecie szeroko pojętego Internetu. Znany… start-upowiec-celebryta oferuje pięć milionów dolarów w zamian za informacje, które pomogą mu udowodnić, że przeciwko niemu zawiązano spisek. Temat tylko pozornie wydaje się śmieszny. Ciężko jest stwierdzić,  żeby Kim wywrócił życie przeciętnego użytkownika komputerów […]

Pamiętacie Kima Dotcoma? Żartuję oczywiście – ciężko jest nie znać jednej z najbardziej barwnych postaci w świecie szeroko pojętego Internetu. Znany… start-upowiec-celebryta oferuje pięć milionów dolarów w zamian za informacje, które pomogą mu udowodnić, że przeciwko niemu zawiązano spisek. Temat tylko pozornie wydaje się śmieszny.

Ciężko jest stwierdzić,  żeby Kim wywrócił życie przeciętnego użytkownika komputerów do góry nogami: to nie Bill Gates czy Steve Jobs. Jednakże, twórca serwisów MegaUpload i MEGA ma się czym pochwalić – nadepnął na odcisk ludziom z branży rozrywkowej w USA do tego stopnia, że posłali za nim swoje służby i tabuny prawników. O dziwo, Kimowi udaje się póki co nie najgorzej bronić. Odzyskał dostęp do swojego majątku, a teraz próbuje odeprzeć wniosek o ekstradycję, którego domaga się USA od sądu w Nowej Zelandii.

Twórca Megaupload jest zdania, że lobby przemysłu rozrywkowego w USA, a w szczególności producenci z Hollywood, rozdrażnione jego poczynaniami (Megaupload było platformą, której dosyć powszechnie używano m.in. do uploadowania filmów objętych ochroną majątkowych praw autorskich), przedstawiło administracji Baracka Obamy ofertę: zajmijcie się Kimem Dotcomem, a wesprzemy Was finansowo podczas kolejnej kampanii prezydenckiej. Jako przesłanki dla uprawdopodobnienia swojej tezy przedstawia parę argumentów:

  • Działania służb podczas zamknięcia Megaupload i jego aresztowania były prowadzone w taki sposób, aby jego biznes został zniszczony
  • Do dzisiaj Kim Dotcom nie może się zapoznać za materiałem dowodowym zebranym przeciwko niemu. Dostęp do tych dokumentów ma tylko sąd
  • Kim Dotcom nie może uzyskać dostępu do danych, które znajdowały się w jego zbiorach, zabezpieczonych przez służby

Zdesperowany Dotcom postanowił wytoczyć najcięższe działa. Oferuje pięć milionów dolarów osobie, która odważy się ujawnić informacje, które mogą mu pomóc w dochodzeniu swoich racji. Chodzi o dowody, mogące wskazywać w sposób wiarygodny, na istnienie faktycznego spisku. Kim nie uzależnia nawet wypłaty nagrody od pozytywnego zakończenia jego sprawy – doceni wszystkie mocne materiały. Jako „gratis” oferuje bezpłatną pomoc prawną, jeżeli znajdzie się śmiałek, który zechce mu pomóc.

Przyznam szczerze, że chociaż do postaci Dotcoma nie pałam miłością, tak podejrzewam, że coś może być na rzeczy. Niekoniecznie musi być to zorganizowany spisek, ale przekraczanie uprawnień i dosyć władcze podchodzenie do tego typu spraw od lat bulwersują internetową opinię publiczną – wspomnijmy chociażby nagonkę na twórców The Pirate Bay. Łatwo jest usprawiedliwiać swoje działania zasłaniając się „walką z piractwem” (podobnymi tematami-zasłonami, które upodobało sobie USA są też terroryzm czy pedofilia). Trudno natomiast jest zorientować się, w którym momencie człowiek nadepnie na odcisk Komuś Dużemu Z Wpływowymi Ludźmi W Kieszeni. A kiedy już jest się na celowniku, raczej nie ma co liczyć na walkę na równych prawach.