49

Kiepską reklamą można dobić produkt. Tym razem (nie) popisał się Samsung

Kilka miesięcy temu szeroko pojęta branża bardzo pozytywnie wyrażała się na temat reklamy Samsung Galaxy Gear. Nie brakowało oczywiście opinii krytycznych oraz głosów, iż mamy do czynienia z materiałem mało oryginalnym, by nie napisać odtwórczym (przypominano reklamę Apple), ale na pierwszy plan przebiło się dobre wrażenie. Tego samego nie można powiedzieć o stosunkowo świeżej reklamie […]

Kilka miesięcy temu szeroko pojęta branża bardzo pozytywnie wyrażała się na temat reklamy Samsung Galaxy Gear. Nie brakowało oczywiście opinii krytycznych oraz głosów, iż mamy do czynienia z materiałem mało oryginalnym, by nie napisać odtwórczym (przypominano reklamę Apple), ale na pierwszy plan przebiło się dobre wrażenie. Tego samego nie można powiedzieć o stosunkowo świeżej reklamie smartwatcha koreańskiej korporacji. Jej twórcom przyda się chyba dłuższy urlop, bo z takimi pomysłami nie zajedzie się daleko nawet przy wielkim budżecie przeznaczonym na marketing.

Część z Was czytała zapewne tekst, który poświęciłem wydatkom Samsunga na reklamę i marketing. W skali roku jest to kilkanaście miliardów dolarów. Olbrzymia suma, ale przecież nie jest ona gwarantem sukcesu – trzeba ją jeszcze wydać sensownie. W przeciwnym wypadku istnieje spore prawdopodobieństwo, iż inwestycja przyniesie skutek odwrotny do zamierzonego. Tak może być np. z przywołaną reklamą produktu Galaxy Gear, która szału po prostu nie robi. A to i tak dość łagodne podsumowanie tego, co zaserwowano. Zresztą, zobaczcie sami:

Nad gustami się nie dyskutuje i wiadomo to nie od dzisiaj – podejrzewam, że niektórym reklama się spodoba. Jeśli spodoba się większości, to mój tekst nie ma sensu, ponieważ Samsung osiągnął to, co chciał. Trudno mi jednak uwierzyć w taki scenariusz. Reklama Galaxy Gear jest toporna, pozbawiona polotu (nawet odrobiny) i nachalna. Trochę desperaci materiał, po którym można wywnioskować, iż wena gdzieś się zawieruszyła – niedopracowany okazał się nie tylko sam produkt, ale też koncepcja jego promocji.

Po raz pierwszy uderzyło mnie to przy promocji smartfonu Galaxy Round – Samsung nie wiedział, jak przekonać rynek do swojego pomysłu. LG poradziło sobie z tym zadaniem znacznie lepiej (nie biorę tu pod uwagę wyników sprzedaży, a jedynie pozostawione wrażenie). W przypadku wygiętego smartfonu najlepszą puentą byłoby: wygięliśmy telefon, ale sami nie wiemy po co. W przypadku smartwatcha brzmi ona: nasz produkt jest świetny i bardzo przydatny, a ludzie tego nie zauważają, więc pokażemy im to bardzo dosadnie. Co ciekawe, w reklamie dostaje się smartfonom, na których Samsung zarabia przecież miliardy dolarów i prezentuje je zazwyczaj jako sprzęt idealny. To już stąpanie po kruchym lodzie.

Z doniesień Samsunga wynikało wcześniej, że ich zegarek sprzedaje się całkiem nieźle. Nie oznacza to oczywiście, iż korporacja powinna już zrezygnować z promocji urządzenia – ta potrwa zapewne jeszcze długo, by przebić się do świadomości klientów. Zastanawia jednak dość desperacki ton i po prostu słaby pomysł. Z drugiej strony, zaczynają się pojawiać plotki, z których wynika, że koreańska korporacja zamierza niedługo zaprezentować nowy produkt „ubieralny” – bransoletkę. Jej zadaniem będzie zatarcie nie do końca dobrego wrażenia, jakie wywołał Galaxy Gear. To swego rodzaju zasłona dymna, która pomoże firmie zyskać trochę czasu na dopracowanie Galaxy Gear i ponowne wkroczenie do gry. Gigant nie straciłby przy tym twarzy – zwłaszcza, gdy bransoletka będzie sensownym produktem. Może nie jest to zły pomysł: jeżeli firma ma problem nawet z promocją zegarka, to lepiej nie brnąć w niewłaściwym kierunku i szybko spróbować wrócić na właściwy tor.

Źródło grafiki: mashable.com