19

Kiedy świetna robota to za mało – twórcy graficznych rewolucji mają kłopoty

Niemieckie studio Crytek od lat specjalizowało się w tworzeniu gier graficznie oszałamiających. Można powiedzieć wręcz, że należeli do niewielkiego grona firm, dzięki którym postęp wizualny postępował szybko i potrafił zadziwić. Cóż, najwyraźniej bycie wartościową firmą z globalnego punktu widzenia nie służy finansom. Niemieckie czasopismo Gamestar w najnowszym numerze donosi, że deweloper cierpi z powodu niewydolności […]

Niemieckie studio Crytek od lat specjalizowało się w tworzeniu gier graficznie oszałamiających. Można powiedzieć wręcz, że należeli do niewielkiego grona firm, dzięki którym postęp wizualny postępował szybko i potrafił zadziwić. Cóż, najwyraźniej bycie wartościową firmą z globalnego punktu widzenia nie służy finansom.

Niemieckie czasopismo Gamestar w najnowszym numerze donosi, że deweloper cierpi z powodu niewydolności finansowej. Część pracowników narzeka z powodu przestojów w wypłacaniu pensji – niektórzy zaczęli nawet wysyłać podania o pracę do innych firm. Chociaż Cevat Yerli, jeden z założycieli Crytek zapewnia, że to tylko plotki, a on sam jest o krok od podpisania umowy zapewniającej twórcom gier zaplecze finansowe na kolejne lata, tak pewien niepokój został zasiany.

Są ku temu podstawy. Twórcy Far Cry nie są ostatnio na fali. Po ostatniej rewolucji, jaką był pierwszy Crysis, firma zaliczyła parę wpadek. Kolejne dwie części serii wylądowały również na konsolach, co zdaniem niemal wszystkich recenzentów i graczy, odbiło się negatywnie na jakości produktu. Crytek postanowił też poeksperymentować z free-to-play, jednak na tym polu również ponieśli klęskę. Licencje na najnowszą wersję CRYENGINE nie znalazły się w rękach wielu deweloperów, mimo że jego twórcy zdecydowali się, podobnie jak konkurencja, zmienić model biznesowy i oferować dostęp do wszystkich narzędzi za niecałe 10 dolarów miesięcznie. Największym ciosem dla Crytek okazała się jednak słaba sprzedaż Ryse: Son of Rome – gra jest tytułem na wyłączność dla Xboksa One – niewykluczone więc, że Microsoft nieco wsparł dewelopera. Okazuje się to jednak niewystarczające, biorąc pod uwagę wielkie koszty produkcji.

Inną kwestią jest fakt, że Crytek mógł rozrosnąć się ponad miarę. Obecnie firma zatrudnia ponad 800 pracowników i pracuje nad paroma dobrze zapowiadającymi się tytułami (m.in. przyjemne konceptualnie Homefront: Revolution). Czy to wystarczy? Cóż, zawsze pozostają cięcia wśród pracowników. Mając niemal tysiąc deweloperów do zwolnienia, szefostwo z pewnością ma pewne pole do manewru. Pytanie tylko czy bracia Yerli, założyciele studia, będą wiedzieli w którym momencie wcisnąć hamulec. Zawsze pozostaje możliwość sprzedaży firmy Wargamingowi, który rzekomo jest zainteresowany przejęciem, połączone z pozostaniem na kierowniczych stanowiskach.

Morał niestety z tej historii jest dosyć nieciekawy. Nie wystarczy ciężka praca, wizja i utalentowany zespół. Czasami niezbędne jest biznesowe podejście. Stąd producenci faszerujący nas rok po roku monotonią mają się świetnie, a nieco bardziej ambitne projekty rozpychają się łokciami i walczą o byt. Z drugiej strony, możliwe, że dorabiam sobie filozofię do całej historii. Jakby nie patrzeć – gry Crytek brylowały zazwyczaj głównie w kwestii optymalizacji silnika i jakości grafiki. Może po prostu czasy zachwytu nad „fotorealizmem” mamy już za sobą, a produkcje tego studia zwyczajne kuleją na innych polach.