17

Przemoc, absurd i tona świetnych walk. Jeśli to lubicie, obejrzyjcie Kengan Ashura – nowe anime na Netflix

Jeśli przypadł Wam do gustu Baki, Kengan Ashura jest dokładnie tym tytułem, w którym znajdziecie podobne widowisko. To czysta walka w absurdalnej rzeczywistości, gdzie wielkie korporacje załatwiają swoje wielomilionowe biznesy zakrwawionymi pięściami.

Kengan Ashura już na początku pierwszego odcinka jasno pokazuje z jakiego typu anime będziemy mieli styczność. Ciemna, ciasna uliczka i dwóch wojowników. Gdzieś z boku przypadkowy widz, który oblany zimnym potem szybko analizuje szanse obu zabijaków. Jednym z nich jest główny bohater Kengan Ahura, młody Ohma Tokita, który zaraz prawdopodobnie straci zęby, bo jego przeciwnik (przynajmniej wizualnie) jest faworytem tego starcia. Tak się jednak nie dzieje – niesamowita technika i trafna analiza stylu przeciwnika pozwalają Tokicie zwyciężyć, w dodatku robi to bez jakiegokolwiek problemu. Wspomniany widz, starszy facet w okularach nie może uwierzyć w to, co przed chwilą zobaczył.

Yamashita Kazuo, który był poprzedniego dnia świadkiem ulicznej bójki to pracownik Nogi Incorporated. Zostawiła go żona, a syn który od lat sprawiał wrażenie introwertyka, siedzi zamknięty we własnym pokoju – no trudno mówić tu o życiowym sukcesie. Może właśnie dlatego tak ekscytująca sytuacja z poprzedniego wieczora była jedną z najciekawszych przygód jego życia? Za chwilę jednak rozpocznie się kolejna, wręcz niesamowita – prezes firmy przedstawia mu młodego wojownika, którego ten ma wziąć pod swoją opiekę. To Ohma Tokita, którego popis oglądał w ciemnej uliczce poprzedniego wieczora. Ale chwila – korporacja, biznesy, po co im wojownik?

Otóż okazuje się, że japońskie korporacje (polecam zwrócić uwagę na nazwy niektórych z nich – moim faworytem jest Nentendo) działają na trochę innych zasadach niż wszystkim się wydaje. Dawno temu powołano do życia specjalną organizację, zgodnie z regułami której wszystkie duże firmy biorą udział w krwawych pojedynkach jeden na jeden. Każda z nich ma swojego przedstawiciela – niepokonanego wojownika. Kiedy więc na przykład dwa podmioty walczą o przetarg na budowę jakiegoś biurowca, nie chodzi wcale o politykę, koneksje czy najlepszą ofertę. Korporacje wystawiają na ring po jednym wojowniku, przetarg wygrywa zwycięzca. A to wszystko w myśl zasady, że przetrwają tylko najsilniejsi, a prawdziwa potęga to pierwotna, brutalna siła. Młody Ohma Tokita dostał natomiast propozycję reprezentowania Nogi Incorporated. Czy debiutant ma jakiekolwiek szanse z wyjadaczami reprezentującym inne firmy?

Jak widzicie wątek fabularny, który stanowi tło dla krwawych walk nie jest wcale taki głupi – na pewno ciekawszy niż w recenzowanym przeze mnie jakiś czas temu anime Baki. A i wraz z kolejnymi odcinkami nabiera rumieńców, bowiem zostaje zorganizowany wielki turniej, który ma wyłonić nowego szefa organizacji Kengan.

Skłamałbym jednak mówiąc, że siedziałem przy ekranie by poznawać losy kolejnych korporacji. Tu pierwsze skrzypce grają świetnie zrealizowane walki, gdzie poza samą akcją obserwujemy jak poszczególni wojownicy analizują mocne i słabe strony swoich przeciwników, dobierając odpowiednią strategię i taktykę, która może choć nie musi zagwarantować im zwycięstwa. Sporo tu oczywiście absurdów, jednak kolejni fighterzy nie mają aż tak wykręconych mocy specjalnych jak w Bakim, dlatego też – jakkolwiek dziwnie to brzmi w kontekście anime – starcia wydają się bardziej realne.

Kengan Ashura to typowy odmóżdżacz, który w moim przypadku idealnie sprawdził się w samolocie. Na pewno nie każdemu przypadnie go gustu kreska tego anime – sporo tu CGI. Ale liczy się efekt i ten moim zdaniem jest naprawdę dobry, szczególnie jeśli spojrzeć na samą animację, która rozwija skrzydła podczas dynamicznych starć. Nie jest to anime, które będę wspominał po latach, jednak 12 odcinków pierwszego sezonu, które dystrybuuje cyfrowo Netflix to naprawdę dobry pomysł na spędzenie kilku wieczór. O ile oczywiście lubicie napakowane akcją anime, w których pierwsze skrzypce grają walki na pięści.