14

Każdemu parlamentarzyście po dżipiesie (GPS)

Dobrych informacji nigdy dość. Taka myśl pojawiła się w głowie, gdy do uszu dotarła wiadomość, że nasi posłowie mogą zostać wyposażeni w lokalizatory GPS. Bardo dobry pomysł i nie powinno się go ograniczać wyłącznie do wyjazdów służbowych. Podejrzewam, że realizacja tego projektu przekonałaby rzesze Polaków, iż nowe technologie to jednak przydatna rzecz. Wiadomości radiowe sprzed […]

Dobrych informacji nigdy dość. Taka myśl pojawiła się w głowie, gdy do uszu dotarła wiadomość, że nasi posłowie mogą zostać wyposażeni w lokalizatory GPS. Bardo dobry pomysł i nie powinno się go ograniczać wyłącznie do wyjazdów służbowych. Podejrzewam, że realizacja tego projektu przekonałaby rzesze Polaków, iż nowe technologie to jednak przydatna rzecz.

Wiadomości radiowe sprzed kilku godzin przyniosły taką nowinę:

Być może posłowie, wyjeżdżający służbowo za granicę samochodami, będą wyposażani w lokalizatory GPS. Jak dowiedział się nieoficjalnie dziennikarz RMF FM Tomasz Skory, władze Sejmu poważnie rozważają takie rozwiązanie, co miałoby ukrócić nadużycia, jakich przy rozliczaniu podróży mogli się dotąd dopuszczać nieuczciwi posłowie. [źródło]

Niestety, sprawa ma być rozważana, a to oznacza, że nic z tego nie wyjdzie, bo o tym decydować będą pewnie sami parlamentarzyści. Wydaje się wątpliwe, by przystali na takie rozwiązanie. Zresztą, gdyby nawet pomysł został zrealizowany, to lokalizatory zapewne zbierałby jeden z nich i jechał samochodem, podczas gdy reszta urządzałaby „wesoły samolot” (w tanich liniach rzecz jasna). Ewentualnie podrzucaliby worek z lokalizatorami kierowcy TIRa – Polakom w takich sytuacjach często włącza się ułańska fantazja.

Myśląc o tych lokalizatorach trochę się rozmarzyłem, wyobraziłem sobie sytuację w której nasi parlamentarzyści dostają takie urządzenia w dniu zaprzysiężenia i oddają je, gdy kończy się kadencja. Noszą je cały czas i wszędzie. Podejrzewam, że do realizacji tego projektu zostałby rozpisany przetarg i ostatecznie wykonanie planu pochłonęłoby 100 mln złotych, ale w idealnym świecie skorzystalibyśmy z już istniejących produktów – po raz kolejny wrócę dzisiaj do urządzenia KizON od LG.

Każdej posłance i każdemu posłowi po kolorowej bransoletce. Senatorom też. Zakładam, że można przygotować modele z logo partii, ale nie powinno ono być lokowane na stałe – znamy przecież przykłady posłów, którzy lubią zmieniać otoczenie. Po co wymieniać co kilka kwartałów cały produkt, jeśli można jedynie znaczek. Przyjmijmy, że za ten jeden gadżet społeczeństwo będzie nawet w stanie zapłacić. Za gadżet i za system, który umożliwi śledzenie naszych wybrańców. Oczyma wyobraźni wiedzę stronę, na której sprawdzam, gdzie są posłowie X i Y. Do tego aplikacja mobilna, by móc szybko sprawdzić konkretną osobę jadąc do pracy. Bajka.

To w końcu przedstawiciele narodu, więc społeczeństwo powinno wiedzieć, kto, gdzie i jak ich reprezentuje. Moglibyśmy sprawdzać, czy pan N. zagląda regularnie do zegarmistrza, czy poseł W. nadal odwiedza nocami restauracje i szuka znajomych na warszawskich ulicach, czy pan S. przebywa akurat na spotkaniu z jakimś prezydentem lub premierem, by potem zdać relację amerykańskim mediom. Dowiedzielibyśmy się, które restauracje stały się popularne po „akcji Sowa” i ilu posłów potrzeba, by zrobić naprawdę dobrą imprezę w Madrycie. Wspaniałe źródło wiedzy, wielu politologów, psychologów czy socjologów zyskałoby materiał badawczy do prac naukowych. A jak ułatwiłoby to pracę tabloidom! Dorzućmy jeszcze do tego (wiem, żądam zbyt wiele) opcję dzwonienia na bransoletkę – parlamentarzysta nie odbiera, ale mikrofon i tak się włącza. I mamy np. lekcję niemieckiego z lotniska we Frankfurcie. Albo dźwięk rozpinanego rozporka (spoglądasz na lokalizację i widzisz okolice Mielca).

Tak, byłoby wesoło, gdyby zafundowano naszym reprezentantom taki dodatek do diety. Stanowczo stwierdziłbym wówczas, że państwo stawia jednak na nowoczesne rozwiązania i wie, jak wykorzystać postęp technologiczny. Nie wspomnę już o tym, że po jakimś czasie media nie miałyby się czym zajmować w tym środowisku (bo przecież dobre wieści i pozytywna informacja, że wszyscy pracują, nikogo nie zainteresuje). Wspominałem już jednak, że ułańskiej fantazji w narodzie nigdy dość – pewnie znalazłoby się jakieś wyjście i z tej opresji…

PS Bransoletka LG nie jest jedynym sensownym rozwiązaniem – na Kickstarterze pojawił się niedawno gadżet (grafika tytułowa) do lokalizowania zwierzaków ;)