36

Brawo, Capcom. Tak powinno się naznaczać graczy uciekających z meczów

Tak zwani rage quitterzy to plaga wielu gier sieciowych. I tak naprawdę nie ma jednego dobrego systemu kar, który powstrzymywałby tchórza przed wychodzeniem z meczu. Ale Capcom przy okazji Street Fightera V wpadł na naprawdę fajny pomysł.

Kto to jest rage quitter? Gracz, który ze znanych tylko sobie powodów wychodzi z meczu. Nie ma znaczenia czy to bijatyka, drużynowy FPS czy strategia czasu rzeczywistego. W takim Overwatch nie tylko psuje zabawę, ale przede wszystkim stawia swoją drużynę na z góry przegranej pozycji. Jeszcze gorzej jest w bijatykach – trafiając na takiego jegomościa marnujemy tylko czas. Zaczyna przegrywać, wychodzi z meczu.

Capcom boryka się z takimi uciekinierami już od dawna i tak naprawdę nie miał pomysłu jak temu problemowi zaradzić. Tymczasem wyciek dotyczący nowej aktualizacji do Street Fightera V pokazuje, że japońska firma zamierza naznaczać rage quitterów specjalnymi ikonami. Innymi słowy – jeśli uciekacie z meczu, dostaniecie plakietkę, dzięki czemu będzie Was można omijać szerokim łukiem, a przynajmniej nie zaczynać z Wami starć. Ci, którzy nigdy nie bawili się w takie ucieczki również otrzymają specjalną ikonę, dzięki czemu wszyscy będą wiedzieć, że grają fair.

Oprócz kompromitującej ikony (czaszka) uciekinierzy będą ponadto karani redukcją League Points i czasowym zakazem rozgrywania pojedynków. Mam jednak wrażenie (i nadzieję), że to właśnie przypinana uciekinierom ikonka będzie zdecydowanie większą karą niż niemożność wejścia przez jakiś czas do gry. Warto jednak pamiętać, że 24 godziny bana za ucieczki to też konkretna konsekwencja.

Po co te nerwy?

We wrześniu internet obiegł film, w którym Jerzy Janowicz wpada w szał po przegraniu meczu w Counter Strike: Global Offensive. Tenisista chyba nigdy nie radził sobie dobrze z emocjami, nikt nie był więc raczej tym obrazkiem zaskoczony. To, że Wy umiecie powstrzymać złość po przegranym starciu nie oznacza, że po drugiej stronie kabla siedzi tak samo spokojna osoba. Sam czasem chodzę zdenerwowany gdy nie idzie mi w grze, ale nie przypominam sobie bym rzucał padem, niszczył klawiaturę czy myszkę. Gry to przede wszystkim zabawa i nawet jeśli wirtualne starcia rozgrywane są na wysokim poziomie, jest to jakiś turniej czy w grę wchodzą pieniądze, wypadałoby umieć się zachować – nie mówię tu tylko o e-sporcie, ale również o rekreacyjnym graniu.

Grałem trochę po sieci w Street Fightera V i też zdarzało mi się trafiać na rage quitterów – nie wiem dokładnie jak zachowywał się osobnik po drugiej stronie, ale niespecjalnie interesowało mnie jego nastawienie do przegranej. Spotykamy się na wirtualnej arenie, walczymy od początku do końca i nie psujemy sobie zabawy takimi zagrywkami. Szkoda, że nie wszyscy to rozumieją. Może właśnie naznaczenie ikonką sprawi, że problem będzie mniejszy, nie wierzę bowiem że w ogóle zniknie.

Pozostaje oczywiście kwestia problemów z połączeniem sieciowym czy usługami typu Steam/Origin/PSN/Xbox Live – czasami zdarza się, że wyjście z gier nie jest celowe, a wynika z problemów z połączeniem. Jeśli to wyjątkowa sytuacja, jestem w stanie ją zrozumieć. Ale jeśli ktoś nie ma na tyle stabilnego łącza, by grać spokojnie w sieci, to może po prostu nie powinien – psuje przecież wtedy zabawę innym.

źródło