42

Numery telefonów do bliskich oraz karta medyczna w telefonie? To niestety nie zdaje egzaminu

Jakiś czas temu wypełniłem sobie - z przezorności - kartą medyczną w telefonie. Tak zwyczajnie po ludzku chcę być zabezpieczony przed wszelkimi nieprzyjemnościami zawczasu - uważałem, że jak zdarzy mi się wypadek, dobrze by było, żeby ratownicy wiedzieli co trzeba ze mną zrobić po wypadku, a czego nie wolno. Choć na co dzień nie dopuszczam do siebie myśli o tym, że może mi się coś stać, to jednak zdaję sobie sprawę, że kiedyś los może mi spłatać figla.

Ale w tej kwestii nie popatrzyłem dalej niż czubek własnego nosa. O ile ja bym wpadł na to, żeby poszukać karty medycznej w telefonie – licząc na to, że ktoś poświęcił kilka minut na jej wypełnienie, to mimo wszystko nie powinienem oczekiwać tego, by ratownik zrobił tak samo jak ja. No i faktem jest to, że większość z nas o tym nie myśli. Moje wątpliwości w tej kwestii rozwiał dobry znajomy, który przyucza się do zawodu ratownika medycznego. Podczas szkoleń nie wspomina się o kartach medycznych w telefonie, a i tzw. numery ICE w komórkach na niewiele się zdają – choć o nich wiadomo. Powód? Większość z nas blokuje telefony kodami – a nikt się nie będzie bawił w ich łamanie tylko po to, by uzyskać informacje, które i tak mogą w takim przypadku nadejść za późno.

karta medyczna

Dlatego podczas akcji ratowniczej wdrażane są standardowe procedury – dopóki nic o człowieku nie wiadomo (bo na przykład nie miał ze sobą dokumentów, telefonu), ratuje się go tak jak wszystkich. Bez oglądania się na to, czy ten i ten lek może uczulić, dawki dobiera się „na oko”, gdy nie wiadomo ile człowiek waży. Kiedy należy przetoczyć krew, podaje się wtedy tzw. uniwersalną grupę (O-). Nie załatwia to jednak wszystkich spraw.

Największy problem jest z alergiami i nieznanymi ratownikom chorobami przewlekłymi. Co prawda wielu diabetyków nosi na sobie niebieskie, gumowe bransoletki informujące o ich przypadłości, jednak nie jest to reguła. Czasami zdarza się, że identyfikuje się cukrzyka jedynie za pomocą pompy insulinowej, czy posiadanych przy sobie przyborników z paskami, glukometrami oraz igłami. Ale są i sytuacje, w których nie sposób jest wywnioskować i tego, co znacznie utrudnia potem leczenie.

Smartfon nie – co zamiast tego?

Kolejny element mojej przezorności – niedawno fundacja DKMS podesłała mi tradycyjną pocztą list z podziękowaniami oraz kartę do schowania do portfela, w której zawarłem wszystkie te informacje, które powinny się znaleźć u każdego. Standardowo – grupa krwi, wzrost, waga, numery do najbliższych, choroby. Noszę przy sobie także „oświadczenie woli”, że w razie mojej śmierci życzę sobie na pobranie swoich organów do przeszczepu – bo mnie się już na pewno nie przydadzą, a mogę uratować komuś życie. Jeżeli macie życzenie posiadać coś takiego w swoim portfelu, możecie znaleźć to samo tutaj – taką kartę możecie również sporządzić w domu, sami – jeżeli nie macie życzenia dotować DKMS.

Bo jak widzicie – karta medyczna, czy numery ICE niekoniecznie załatwiają sprawę. Ratowników również niekoniecznie szkoli się w tym kierunku, a i oni niechętnie sięgają po telefony poszkodowanych (które w wyniku wypadku mogą być np. zniszczone). Takie karty, w widocznym miejscu w portfelu lub nawet opaska z grupą krwi to mimo wszystko lepszy pomysł. W wypadku, gdy jesteście uczuleni na leki, czy zwyczajnie na coś chorujecie – mogą uratować Wam życie. Poleganie na telefonach w tym przypadku najlepszym pomysłem nie jest.

Grafika: 1, 2