23

Jeżeli producent mówi o 7-calowym smartfonie, to znaczy że „z główką coś nie halo”

Ktoś może przeczytać wyżej podany tytuł i stwierdzić: „nihil novi”. Wszak były już na rynku urządzenia, które nosiły na sobie 7 cali żywego ekranu i nazywano je smartfonami. Na upartego mój Tab Pro również może być smartfonem, a ma już nieco ponad 8 cali. Ale na szczęście, Samsung nigdy go tak nie nazwał. Do wypowiedzenia […]

Ktoś może przeczytać wyżej podany tytuł i stwierdzić: „nihil novi”. Wszak były już na rynku urządzenia, które nosiły na sobie 7 cali żywego ekranu i nazywano je smartfonami. Na upartego mój Tab Pro również może być smartfonem, a ma już nieco ponad 8 cali. Ale na szczęście, Samsung nigdy go tak nie nazwał. Do wypowiedzenia się w tej sprawie skłonił mnie „smartfon” Blu Studio 7.0, który według samego producenta urządzenia jest smartfonem. Jak to w końcu jest?

Kto ma rację?

Z jednej strony można by było przyjąć, że producent może sobie nazwać urządzenie jak chce. Ok, 7-calowy smartfon, wszystko idzie do przodu. Według tejże logiki widły nazywamy widelcem, laski dynamitu petardami, a toasty zacznijmy wznosić nie kieliszkami, a chochelkami. Jak się bawić, to się bawić, prawda?

Ok, już przestaję się wygłupiać. Sami widzicie, o co mi chodzi. Producenci nieco zapędzili się w „rozwoju” urządzeń mobilnych. Dzisiaj trudno jest czymkolwiek się wyróżnić – praktycznie wszystkie drogi rozwoju zostały obadane wzdłuż i wszerz. Mamy świetne aparaty, mamy niewiarygodne rozdzielczości. Mamy i ogromne ekrany. Do niedawna jeszcze 6 cali wydawało się być wartością przesadną, dla niektórych flagowców i to jest mało.

blu-studio-7

Z drugiej strony jednak powinniśmy się trzymać już ustalonych ram. Tablety naturalnie zaczynały się od 7 cali w górę – wszystko niżej było smartfonami (ze szczególnym podziałem na phablety). Owego podziału dokonano naturalnie, bez jakichkolwiek debat i uzgodnień. Media technologiczne i producenci ustalili sobie „od tak” co będzie phabletem, a co nie. Najczęściej podaje się, że granicą jest przekątna ekranu – od 5,5 cala do 6,9 włącznie. Ja przyjmuję natomiast, że phablet powinien się zaczynać już od „piątki”.

Trudno jest mówić o 7-calowym smartfonie, kiedy na rynku mamy tablety o takiej przekątnej ekranu, prawda? Posunięcie BLU jest niczym innym, jak próba uzyskania rozgłosu. I jak widzicie, udaje się. Niektóre media wzmiankują o „przerażająco wielkim telefonie”, a ja bawię się w jednoosobową lożę oburzonych. Obok mnie leży 6-calowy phablet (lepszy nie jestem, prawda?) i uwierzcie mi – przez pewien czas nawet ten telefon wydawał mi się wręcz irracjonalnie wielki.

Ślepa uliczka

Ewolucja ewolucją – ale patrząc na to, co popełnił producent BLU – nie ma niczego, czym można było się poszczycić. Owszem, cena na poziomie 550 złotych jest bardzo przystępna. Ale specyfikacja – nie pokazuje niczego nowego. Dwurdzeniowy procesor z zegarem 1,3 GHz, gigabajt pamięci RAM, ekran o żałosnej rozdzielczości 1024 x 600 px i… bateria o pojemności 3000 mAh. O 400 miliamperogodzin więcej mam u siebie, w 6-calowym smartfonie.

Sztuka dla sztuki – niestety nawet niszowi producenci dają się wciągnąć w wyścig o złote gacie. Tym razem na skróty i bez polotu. Nie tędy droga.

Grafika: 1, 2

Źródło: Droid Life