Ciekawostki

Wujek dobra rada przekonuje: nie jedz w samolocie

MS
Maciej Sikorski
75

Wakacje w pełni, miliony Polaków podróżują. Jedni wsiadają w samochód albo pociąg i wyruszają nad Bałtyk, w Tatry czy na Mazury, inni wybierają wypoczynek poza Polską. Ci drudzy też mogą dotrzeć do celu lądem, ale często decydują się na samolot. Bo szybciej, bo nierzadko taniej, bo wygodniej. A w przypadku dłuższych tras właściwie nie ma alternatywy. Jeżeli do pokonania są tysiące kilometrów, dojdzie do zmian stref czasowych, wzrośnie zmęczenie, prawdopodobnie pojawi się tzw. jet lag. Okazuje się, że sposobem na uniknięcie tego problemu może być... rezygnacja z posiłku w samolocie.

Jet lag to dla niektórych pojęcie mityczne - znam osoby, które świetnie znoszą długie loty i po wylądowaniu w USA czy dalekiej Azji nie odczuwają wielkiego zmęczenia. Jednocześnie jednak mam wśród znajomych ludzi, którzy kiepsko znoszą takie zmiany i przez kilka dni po wylądowaniu czują się paskudnie. Różne są organizmy, różne z nimi problemy. W moim przypadku jest loteria, czasem bardzo szybko przyzwyczajam się do czasu obowiązującego w miejscu, w którym ląduję, nie mam kłopotów ze snem czy apetytem, nie odczuwam wielkiego zmęczenia. Innym razem zdarza się, że przez kilka dni jestem przymulony. Ale wtedy zastanawiam się, czy chodzi tylko o zmianę stref czasowych, czy to osławiony jet lag - może po prostu daje o sobie znać zmęczenie? Takie zwyczajne, występujące i bez podróżowania...

Poruszam temat m.in. ze względu na porę roku, ale wiem, że niektórzy zmagają się z tym przez cały rok, bo dużo podróżują. Jak sobie radzą? Słyszałem i czytałem o różnych rozwiązaniach: promuje się leki, w tym te nasenne, pojawiają się aplikacje i gadżety, które mają poprawić sytuację, furorę miał tu chyba zrobić nasz Neuroon, słynna opaska do snu, lecz dawno nie słyszałem ani o niej, ani o tym, by niwelowała skutki jet lag. Nad takimi rozwiązaniami pracują jednak inne firmy, które przekonują, że pomogą. Jedni zalecają picie alkoholu w trakcie lotu, inni kategorycznie odradzają, podaje się różne rozwiązania na spędzanie czasu po wylądowaniu. Co z jedzeniem?

To ciekawy wątek, dzisiaj trafiłem na tekst, w którym... odradzano spożywanie posiłków w samolocie. Pisała o tym osoba, która naprawdę dużo lata, a wiedzę zdobyła ponoć od członków załogi samolotów. Wyjaśnienie jest w miarę proste: na dużej wysokości układ trawienny "wyłącza się". Jeżeli zjemy posiłek (a czasem jest więcej niż jeden) w powietrzu, to jedzenie nie będzie trawione. Organizm ruszy z tym procesem po wylądowaniu i wtedy stanie przed poważnym wyzwaniem. Ciężka praca z kiepskimi posiłkami, bo takie zazwyczaj są serwowane w samolotach. Na ten temat mógłbym napisać osobny tekst, podejrzewam, że nie jestem jedyny. Kiedyś zaserwowano mi paskudną zimną breję, która rzekomo była ryżem z krewetkami (wyboru nie miałem). To danie prześladuje mnie czasem w snach.

Jeżeli trafiacie na takie posiłki, pewnie nie zjecie i w ten sposób będziecie mogli sprawdzić, jak to jest z tym jedzeniem podczas lotu, jego wpływem na samopoczucie. Ale może warto powiedzieć też "dziękuję", gdy potrawa będzie się zapowiadać lepiej? Oczywiście ewentualna głodówka nie powinna eliminować picia wody - odwodnienie mogłoby jedynie pogorszyć sytuację. Może faktycznie lepiej zjeść solidne posiłki przed wylotem, przeczekać te kilka (wiem, czasem kilkanaście) godzin w samolocie i zafundować sobie coś naprawdę dobrego po wylądowaniu? Sęk w tym, że do czasu spędzonego w powietrzu trzeba też doliczyć ten tracony na lotniskach - nierzadko mija go sporo. Tym samym rozwiązanie może i dobre, może ten pusty żołądek sprawi, że człowieka nie wymęczy jet lag. Ale zakładam, że wielu będzie myślało w trakcie podróży wyłącznie o jedzeniu...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

hot