57

Jestem zmęczony cyfrową dystrybucją tandety

Zmęczony jestem tandetą w grach komputerowych. Nie chodzi mi jednak o ich scenariusze powtarzalne do bólu, czy też grafikę lub grywalność. Chodzi mi o tandetę jeśli chodzi o jakość sprzedawanych dziś produktów nazywanych grami. Gdyby taki scenariusz pojawi się w jakimkolwiek innym biznesie gdzie sprzedaje się oprogramowanie, firma miałaby bardzo poważne problemy. O jaki scenariusz […]

Zmęczony jestem tandetą w grach komputerowych. Nie chodzi mi jednak o ich scenariusze powtarzalne do bólu, czy też grafikę lub grywalność. Chodzi mi o tandetę jeśli chodzi o jakość sprzedawanych dziś produktów nazywanych grami. Gdyby taki scenariusz pojawi się w jakimkolwiek innym biznesie gdzie sprzedaje się oprogramowanie, firma miałaby bardzo poważne problemy.

O jaki scenariusz chodzi? Zamiast go opisywać podam kilka przykładów. Premiera gry Diablo 3, gry z którą miałem własne perypetie. Gry za którą zapłaciłem i która przez błąd nie dawała się uruchomić. Skończyło się na trzykrotnym dzwonieniu do supportu i ręcznym kasowaniu katalogów.

Inny przykład tandety? Pamiętacie premierę SimCity? Pamiętacie, że w grę nie można było grać tuż po premierze i jeszcze długo później? Patch za patchem wychodził a i tak nie dawało się kontynuować własnej gry.

Kolejny dowód na tandetę przychodzi wraz z bardzo mocnym tytułem Total War Rome II. Gra zaraz po wydaniu miała tak absurdalne błędy, że praktycznie granie w nią było istnym testem QA. Statki pływały po lądzie, bokiem lub pod wodą. Elitarne jednostki nie potrafiły przeskoczyć płotu ogradzającego pastwisko, gra często wyłączała się ogłaszając nam, że właśnie wystąpił błąd.

Nie lepiej zresztą było z ostatnio sprzedawanym hitem Cod Ghosts, gra w sumie z wersją multiplayer waży 50GB i co się dzieje po jej pobraniu? Natychmiast musimy pobrać patch, 7GB poprawek. Na tym się jednak nie skończyło i producent szybko opublikował listę sztuczek usprawniających grę (pewnie do następnego patcha). Najlepsze jest jednak, że zaraz po zakupie i uruchomieniu gry producent wciska mi ofertę premium na pakiety DLC. I to w momencie kiedy nie zdążyłem jeszcze zagrać w nowo kupioną grę.

Są jednak mistrzowie branży. Producenci gry Arma3 którzy po prostu na premierę nie zdążyli wydać gry. Dali więc ją graczom bez głównego elementu czyli kampanii. Ta pojawiła się kilka miesięcy później i trzeba sobie jasno powiedzieć, że dupy nie urywa. Arma 3 oczywiście tak jak wszystkie powyżej wymienione tytuły bardzo dobrze rozchodziła się w przed sprzedaży.

Rozumiecie więc o jaką tandetę mi chodzi? W czasach dystrybucji cyfrowej nikt już nie przejmuje się tym, że produkt jest nie w pełni działający, niesprawny lub zawierający karygodne błędy. Wypuści się patch i będzie po sprawie. W końcu nic wielkiego się nie stało bo gry właściwie aktualizują się automatycznie.

Zastanawia mnie tylko kiedy cierpliwość graczy się skończy? Kiedy przestaną ochoczo płacić coraz większe pieniądze za odgrzewane kotlety klasy AAA i kiedy producencie zaczną brać odpowiedzialność za produkt który sprzedają? Naprawdę doceniam całą rewolucje związaną z cyfrową dystrybucją natomiast są pewne wady tego rozwiązania, nie są one narzucone przez technologię ale przez firmy które badają gdzie są limity cierpliwości ich klientów.

Gry w dzisiejszych czasach to bardzo kosztowna rozrywka, oczekuję więc że będzie na odpowiednim poziome jeśli chodzi o jakość samego towaru. Kwestią gustu jest w co kto gra o ile producent dostarczy zgodnie z obietnicą w pełni działający produkt. Tymczasem dziś mamy notoryczną sprzedaż wersji Beta.

Jestem naprawdę zmęczony płaceniem za tandetę, a to przecież tylko moje doświadczenia na wąskim wycinku kategorii jaką są gry. Skala pewnie jest znacznie większa niż te kilka wymienionych przykładów.

Ps. Są oczywiście wyjątki i to co ciekawe od tych samych firm które wypuściły początkowo nie sprawny produkt.