7

Jeśli urlop, to bez Internetu. Pomagają w tym nawet hotele

No i mamy wakacje. Przynajmniej mają je dzieci i młodzież. Ale na nich sprawa przecież się nie kończy – dorośli biorą urlopy i jadą z pociechami (lub bez) w góry, nad jeziora/morze lub do miast. Co kto lubi. Jadą oczywiście ze swoim sprzętem elektronicznym: laptopami, komórkami, tabletami. Niektórzy pewnie też z konsolami i to tymi […]

No i mamy wakacje. Przynajmniej mają je dzieci i młodzież. Ale na nich sprawa przecież się nie kończy – dorośli biorą urlopy i jadą z pociechami (lub bez) w góry, nad jeziora/morze lub do miast. Co kto lubi. Jadą oczywiście ze swoim sprzętem elektronicznym: laptopami, komórkami, tabletami. Niektórzy pewnie też z konsolami i to tymi stacjonarnymi. Internet na pokładzie, kontakt z bazą jest, można jechać w siną dal. Radziłbym jednak odpocząć od tych cudów techniki – przynajmniej te kilka-kilkanaście dni.

Jedną z wygód, która wymieniana jest dzisiaj przez hotele, hostele i pensjonaty, stanowi Internet. Przyjedź, do nas, bo mamy Wi-Fi. Często jest ono darmowe. Sporo osób zwraca na to uwagę podejmując decyzję o miejscu, w którym zamieszka. Niektórzy idą jednak w drugą stronę – przeczytałem wczoraj o hotelu Villa Stéphanie (grafika tytułowa) ulokowanym w niemieckim uzdrowisku Baden-Baden i oferującym ciekawy bonus: internetowy detoks. W pokojach znajduje się guzik, którego naciśnięcie aktywuje system zagłuszający sygnały docierające do pomieszczenia. Taka klatka Faradaya.

Gość ma spokój, na jego smartfon czy table nie trafiają powiadomienia. Jasne, że można po prostu je wyłączyć albo włączyć tryb samolotowy, ale sprzęt i tak kusi, skłania do patrzenia na ekran, ponownej aktywacji Internetu. A tak sprawa staje się bardziej skomplikowana. Oczywiście pod warunkiem, że Internetu w pokoju nie uruchamia proste ponowne naciśnięcie guzika. Ależ trzeba kombinować, by odpocząć od nowych technologii, wszechobecnej Sieci. Co ciekawe, we wspomnianym kierunku nie poszedł tylko hotel z Niemiec – rośnie liczba miejsc, w których można odpocząć bez nowych technologii. Elektronikę zostawia się w recepcji w dniu przyjazdu, czasem trafia się do miejsc oszałamiających ascezą – zapomina się w nich, że istnieje coś takiego jak telefon i telewizor. Ludzie płacą za to, by odpocząć od cyfrowej rzeczywistości.

Nie namawiam do tego, żeby uciekać z Sieci aż tak drastycznie, ale zachęcam, by spędzić urlop jak najbardziej analogowo. Klatki Faradaya nie trzeba budować wokół namiotu czy domku wypoczynkowego, lecz wpatrywanie się w ekran komputera albo smartfonu przez dwa tygodnie trudno uznać za odpoczynek. Źle się już dzieje, gdy robią to wszyscy członkowie rodziny – odsyłam do tekstu dotyczącego produktu TieFi, który poruszał ten problem. Zróbcie sobie wakacje nie tylko do pracy, ale też od cyfrowej rzeczywistości. Zwłaszcza, jeśli to w niej pracujecie.

Internetem zdołacie się jeszcze nacieszyć, będziecie na to mieli kilkaset pozostałych dni w roku. A przez ten tydzień czy dwa warto udowodnić, przede wszystkim sobie, że bez Sieci można żyć. Jeśli nie można, to znaczy, że problem jest większy i trzeba się nim zająć. Serio.

Źródło grafiki: villastephanie.com