97

Jeśli nie zabierzemy się na poważnie za budowę elektrowni atomowej, skończymy jako brudne za.. wygwizdowo

elektrownia atomowa
Temat elektrowni atomowej w Polsce ciągnie się już od kilkudziesięciu lat, ale jedynym efektem działań w kierunku budowy takiego obiektu są ruiny nad jeziorem Żarnowieckim oraz miliony złotych przepalone na działania pozorowane w III RP. Ostatnio portale internetowe zaatakowały mnie nagłówkami mówiącymi o tym, że polska elektrownia powstanie prawdopodobnie gdzieś na północy, oraz że Niemcy opracowali raport, w którym naszej nieistniejącej elektrowni już strasznie się boją. Osoby znające historię polskich „planów” atomowych może to tylko rozśmieszyć.

Skansen już mamy

Polska jest pod względem infrastruktury elektrycznej krajem mocno zacofanym, z chaotycznie zbudowaną siecią energetyczną i produkcją energii opartą na elektrowniach węglowych. Jedną z konsekwencji tego stany rzeczy, jest również mała ilość sieci ładowarek dla rozwijającego się dynamicznie rynku samochodów elektrycznych.

To wszystko, nie dość, że skazuje nas na wdychanie syfu z zanieczyszczonego powietrza, może już niedługo spowodować, że ograniczone zostaną nasze prywatne i biznesowe możliwości. Czego byśmy nie myśleli o nowych przepisach, które powodują, że samochody elektryczne stają się bardziej opłacalne (subsydia, zakazy wjazdów dla spalinówek, dodatkowe opłaty), te działania będą coraz bardziej powszechnie stosowane, szczególnie tam, gdzie udział elektryków będzie rósł najszybciej.

Nie spóźnić się na pociąg

Jeśli w odpowiednim momencie nie zaczniemy w sensownym (wiadomo, że wolniej niż na zachodzie) tempie przechodzić na pojazdy elektryczne, to może się okazać, że jadąc za jakiś czas na wakacje samochodem spalinowym, nie wjedziemy do wielu miejsc, a prowadząc biznes, nasze samochody dostawcze nie będą w stanie świadczyć usług w części rejonów. Dziś wydaje się to daleką perspektywą, ale jestem przekonany, że w miarę nasycania się rynków takimi pojazdami, takich inicjatyw będzie gwałtownie przybywać. Ostatnio pisałem co dzieje się w największej fabryce diesli na świecie, te procesy postępują coraz szybciej.

Ponieważ infrastruktury nie buduje się z dnia na dzień, musimy o tym myśleć już dziś. Ceny samochodów elektrycznych zejdą w końcu w takie rejony, że i dla Polaków staną się bardziej dostępne, ale bez przygotowania zaplecza nasz dystans do bogatszych państw jeszcze się zwiększy.

Zdrowie, ile cię trzeba cienić…

Jednak w sprawie reform „energetyki” nie chodzi tylko o pojazdy elektryczne. Każdy, kto mieszka w naszym kraju, powinien zdawać sobie sprawę, że pomijając skutki globalne masowego spalania węgla, każdy z nas odczuwa skutki lokalnie, wdychając szarą mgiełkę, znaną pod sympatyczną nazwą smog. Co znajduje się w takiej zupce, każdy może sprawdzić, chodząc w maseczce, na której potrafi się tego dziadostwa całkiem sporo zebrać.

Sam mam to szczęście, że żyjąc w położonym w zagłębieniu mieście, mieszkam na osiedlu położonym wyżej, dosłownie kilka metrów nad linią tej gęstej zawiesiny, która spowija centrum Olkusza przez sporą część dni sezonu grzewczego. Obserwacje naoczne potwierdzają też odczyty ze stacji pomiaru czystości powietrza, na górce najczęściej jest przyzwoicie, w położonym niżej centrum natomiast… bardzo źle. A moje miasto i tak nie jest w czołówce polskich atmosferycznych brudasów.

Smog oczywiście nie jest spowodowany ruchem samochodowym, ale głównie ogrzewaniem piecami, których Polacy po pierwsze nie potrafią poprawnie używać, a po drugie ładują tam to, co tylko im wpadnie w ręce. Mając dobry widok z góry, szczególnie w bezwietrzne dni mogę obserwować, jak w co drugim domu trwają wybory papieża.

Równie niebezpieczne są nasze elektrownie, z których Bełchatów zajmuje niechlubne pierwsze miejsce wśród największych trucicieli w Europie. Część osób słysząc ten argument kontratakuje mówiąc, że większość miejsc na tej liście zajmują niemieckie elektrownie węglowe, problem w tym, że jakoś mało to zmienia w powietrzu którym my oddychamy.

Jeśli nie chcemy mieć powszechnych problemów zdrowotnych, a w konsekwencji i finansowych, trzeba jakoś z tym skończyć. Żeby to zmienić, potrzebujemy dużych ilości czystej energii elektrycznej. Niestety do najbardziej efektywnej technologii tego typu podchodzimy od lat jak pies do jeża.

DCIM101MEDIADJI_0048.JPG

Atom jedyną nadzieją

Polska ciągle jest krajem znacznie biedniejszym niż państwa zachodnie i nie stać nas na rewolucję robioną w całości przy pomocy odnawialnych źródeł energii. Nie mamy też takich warunków jak np. Norwegia, gdzie samo ukształtowanie terenu i ilość rzek o odpowiednim spadzie powoduje, że tam dało się to zrobić na dużą skalę.

Naszą jedyną szansą na odejście od węgla jest budowa elektrowni atomowych, zaprojektowanie nowoczesnej i efektywnej infrastruktury przesyłowej i dodatkowo ułatwienia dla prywatnych, indywidualnych producentów energii z OZE. Jest to ważne także z czysto strategicznego punktu widzenia, Polska ze swoim położeniem powinna mieć jak najwięcej niezależnych od zewnętrznych surowców, źródeł produkcji energii. Na skalę tak dużego kraju jak nasz, dla atomu nie ma alternatywy.

Tymczasem w Polsce energię atomową traktujemy jako rodzaj zabawy w wyciąganie pieniędzy państwowych na pisanie sprawozdań i kolejnych wersji planu „atomizacji”. W tym aktualnym mamy „zaplanowane” dwie trzyreaktorowe elektrownie. Pierwszy reaktor ma zacząć działać w 2033, a ostatni w 2043 r. Problem w tym, że nie wbiliśmy jeszcze łopaty, a terminy oddania reaktorów po raz kolejny zostały przesunięte w czasie.

W planach sprzed paru lat pierwszy reaktor miał ruszyć bodaj w 2024 r. Tymczasem dziś wybór miejsca budowy ma nastąpić w 2022, a rozpoczęcie budowy w 2026 r. Osobiście sądzę, że w 2022 r. jeśli czegoś się doczekamy, to kolejnego „uaktualnienia” programu…Jak widać nikomu się nigdzie nie śpieszy, a przecież znając doświadczenia francuskie czy fińskie, krajów znacznie bardziej uporządkowanych niż Polska, trzeba się liczyć z wieloletnimi opóźnieniami także na etapie samej budowy…

A może to dobrze?

Część z Was pewnie ma w związku z atomem spore obawy, w końcu Czarnobyl czy Fukushima wydarzyły się naprawdę. Tyle, że Polska leży w strefie praktycznie bez trzęsień ziemi, bez zagrożenia tsunami, a elektrownie najnowszych generacji są bardzo bezpieczne. Do tego, w najbliższym sąsiedztwie i tak mamy 10 obiektów tego typu i to starszych typów. Jeśli więc atom miałby nam zagrażać, to i tak mamy przerąbane.

Ale Niemcy likwidują…

„Niemcy likwidują elektrownie atomowe, może coś wiedzą?” – taki argument da się często słyszeć z ust przeciwników atomu w Polsce. Tak, Niemcy chcieli przechodzić z atomu i węgla na OZE, tworząc jednocześnie podwaliny pod przemysł produkujący takie rozwiązania. Można by powiedzieć, kto bogatemu zabroni, problem w tym, że nawet im się nie udało.

Decyzja już dziś odbija im się czkawką, zmuszając do zwiększenia produkcję energii z paliw kopalnych, a kiedy OZE będzie w stanie wypełnić tę lukę… tego nikt nie wie. Nie przypadkowo jednym ze strategicznych niemieckich projektów jest kontrowersyjny Nord Stream 2. To właśnie elektrownie gazowe zastępują tam obecnie atom, otwierane są zarówno stare, zamknięte przed laty, obiekty tego typu, jak i budowane zupełnie nowe (np. w mniejsce zamkniętej elektrowni atomowej w Gundremmingen).

Oceniając podejście niemieckie trzeba też pamiętać, że oprócz spraw polityczno-biznesowych, na decyzje tamtejszych polityków wpływa też to, że spora ich część ma na punkcie atomu fobię, która nadaje się bardziej na konsultację z psychologiem, a nie inżynierami, czy ekonomistami.

Podsumowanie

Polska wielokrotnie w swojej historii cierpiała przez to, że nasze rządy i społeczeństwo nie potrafiły nadążyć za zmianami zachodzącymi na świecie. Patrząc na to, co dzieje się wokół tematy polskiego atomu, mam wrażenie, że niczego przez ten czas się nie nauczyliśmy…

Zdjęcia:
reaktor, CC BY-SA 2.0 fr
Żarnowiec, CC BY-SA 4.0