5

Jeśli dobrze pójdzie, to już w 2022 roku znikną problemy z dostępnością sprzętu

Oczekiwaliście pewnie tytułu w stylu "problemy z dostępnością jeszcze do 2022 roku", ale naiwnością byłoby myślenie, że rynek i branża tak szybko uporają się z problemami. Powiem więcej - będzie dobrze jeśli sytuacja powróci do normy w przyszłym roku

Gdzie nie spojrzeć, tam czegoś brakuje. Jak nie konsol PlayStation 5, to nowych kart graficznych RTX 30xx. Generalnie ostatnio brakuje wszystkiego i nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się w tym roku poprawić. Popyt zdecydowanie przewyższa podaż i taka sytuacja ma potrwać jeszcze kolejny trzy lub cztery kwartały i dopiero po nich nastąpi jeden lub dwa kwartały przejściowe, które ostatecznie pozwolą osiągnąć normalny poziom. Przemysł wróci więc do normy dopiero w 2022 roku.

Nie jest też tajemnicą, że jednym z głównych winowajców jest Covid-19 i jego wpływ na różne aspekty związane z produkcją czy dystrybucją elektroniki. Na pewno zwiększyło się zapotrzebowanie na sprzęt, w końcu wiele osób przeniosło się na pracę zdalną, komputery zostały w firmach, pracownicy musieli zaopatrzyć się w sprzęt. Rozrywka też przeniosła się z kin i restauracji do domów, ludzie chętniej kupują więc telewizory, sprzęt audio, konsole, laptopy itd.

Do tego dochodzi coraz bardziej złożony i skomplikowany proces produkcyjny oraz problemy logistyczne czy braku w opakowaniach do urządzeń – nawet jeśli któryś z tych elementów sam w sobie nie wydaje się aż tak istotny to dodając jeden do drugiego, tworzy się konkretny problem. A przecież byliśmy i jesteśmy świadkami wojny handlowej między Chinami i USA, co też dołożyło swoje cegiełki do problemów z dostępnością sprzętu.

Analitycy wyliczyli, że czas między złożeniem przez klienta zamówienia, a otrzymaniem produktu wydłużył się aż do ponad 14 tygodni, co nie miało miejsca od 2018 roku.

Jedni zyskują, inni tracą

Największymi wygranymi (mimo pandemii i związanych z nią problemów dla firm) są producenci elektroniki i podzespołów. To oni nie nadążają z dostarczaniem produktów, o które „zabijają się” klienci. Ci drudzy natomiast mają zerowe pole manewru i muszą czekać, co wywołuje frustracje. Ostatnio znajomy napisał mi, że zamówił nowego RTX-a w listopadzie i cały czas nie otrzymał swojej opłaconej z góry karty. I nie dość, że nie wie kiedy ta do niego trafi, to tak naprawdę nie ma pewności, czy w ogóle ją dostanie. Mogłoby się wydawać, że jest lepiej jeśli chodzi o sprzedaż PlayStation 5, bo konsole pojawiły się w sklepach w zestawach z grami. Większość sprzętu rozeszła się jednak błyskawicznie, a część wysyłek i tak jest realizowana nie w dzień-dwa, ale tydzień-dwa. Chętnych na PS5 jest cały czas więcej niż urządzeń w magazynach i wiele osób obeszło się smakiem, muszą czekać na kolejną dostawę.

Niestety bez winy nie są też sklepy, które widząc jak wygląda sytuacja i jak duże są kolejny oczekujących – chcą dodatkowo na nich zarobić. Z jednej strony mamy więc zawyżone ceny kart graficznych, które i tak szybko się sprzedadzą. Z drugiej natomiast konsole PlayStation 5 w zestawach z grami. I teoretycznie w tym drugim przypadku nie byłoby niczego złego gdyby klient mógł kupić również tak zwanego „golasa”, czyli bazowy zestaw, bez gier. A nie może, jeśli chce mieć więc sprzęt pod swoim telewizorem, musi kupić zestaw z grami nawet jeśli oddzielnie nigdy by ich nie nabył.

źródło