19

Jedzenie należy do przeszłości

Czy da się przeżyć bez jedzenia? Amerykański programista sprawdził to najpierw na sobie, a teraz papkę własnej receptury chce sprzedawać innym. Hakowaliśmy już sen, czy nadszedł czas na posiłki? Był sobie kiedyś zespół programistów. Chcieli zdobyć świat swoim rewolucyjnym oprogramowaniem, ale niestety, mimo pozyskania wstępnego wsparcia inwestorów plan spalił na panewce. Przeciwności losu ich jednak […]

Czy da się przeżyć bez jedzenia? Amerykański programista sprawdził to najpierw na sobie, a teraz papkę własnej receptury chce sprzedawać innym. Hakowaliśmy już sen, czy nadszedł czas na posiłki?

Był sobie kiedyś zespół programistów. Chcieli zdobyć świat swoim rewolucyjnym oprogramowaniem, ale niestety, mimo pozyskania wstępnego wsparcia inwestorów plan spalił na panewce. Przeciwności losu ich jednak nie załamały. Zaczęli wokół siebie szukać rzeczy, które mogliby usprawnić.

Jeden z nich – Rob Rhinehart – jak przystało na stereotypowego geeka żywił się wyłącznie pizzą, chińszczyzną i kolą. Nie czuł się zbyt dobrze na takiej diecie, a kiedy zapragnął samodzielnego przygotowywania posiłków, to szkoda mu było czasu.

Wpadł więc na genialny (?) pomysł. Poszperał w Internecie, przekopał się przez dziesiątki opracowań naukowych i porad dietetyków i w końcu skomponował idealny jego zdaniem zestaw składników odżywczych, który możecie sprawdzić tutaj. Następnie zamówił wszystko to w Internecie. Nie chodziło mu jednak o wołowinę czy inne jajka, a o proszek, który wedle zapewnień producentów ma konkretną wartość odżywczą.

Dodał do tego jeszcze witaminowe suplementy i zaczął wszystko miksować. Robił tak przez 30 kolejnych dni, a potem wszystko opisał na blogu. Wpis wywołał ogromną wrzawę w Internecie, on sam doszedł do wniosku, że niechcący odkrył żyłę złota – będzie sprzedawał takie napoje innym ludziom!

Jak przystało na typowego startupera, Rob Rhinehart na początku skorzystał z potęgi crowdfundingu, dzięki której poprzeczkę ustawioną na poziomie $100 tys. przeskoczył w dwie godziny. Później pojawili się jeszcze inwestorzy, którzy sumarycznie wyłożyli na projekt $3,5 mln. A już w tym tygodniu pierwsze zamówienia mają trafić do swoich adresatów!

Dlaczego piszę o tym na blogu technologicznym? Ano dlatego, że Soylent od razu skojarzył mi z polską opaską do snu polifazowego NeuroOn, która wedle zapewnień twórców ma nam zwrócić godziny nieproduktywnie spędzane na leżeniu w łóżku. Teraz dochodzimy do momentu, kiedy chcemy zaoszczędzić jeszcze więcej czasu – na przygotowywaniu posiłków i ich spożywaniu.

Generalnie bardzo ładnie wpisuje się to w nurt life hackingu, który wykorzystuje najnowsze technologie, aby czerpać z życia jeszcze więc. Jednak czy nie zapędzamy się w kozi róg?

Obserwując ludzi otaczających mnie na co dzień, widzę, że wciąż gdzieś się spieszą, biegną, nie ustają w dążeniu do zrealizowania własnych celów. Doba staje się dla nich zbyt krótka, aby w spokoju zjeść posiłek; cieszyć się nim i porozmawiać ze znajomymi. Zamiast tego wolą włączyć YouTube’a, pooglądać śmieszne filmiki, albo nawet opróżnić nieustająco zapychającego się maila w przerwie pomiędzy kolejnymi kęsami. I gdzie tu przyjemność?

Tacy ludzie mogliby skorzystać z usług Soylenta i bardzo je sobie chwalić, choć w gruncie rzeczy cały czas byliby testerami produktu, którego skutków użycia jeszcze nie jesteśmy pewni. Zupełnie tak samo jak w przypadku polskiej opaski. Ja jednak jako fan life hackingu z chęcią przetestowałbym oba produkty, choćby po to, aby przekonać się, że z naturą lepiej nie pogrywać.

Rob Rhinehart wspomina także, że jego pomysł może zaradzić problemowi głodu na świecie. Zróbmy więc szybkie rachunki: 1 kaloria Soylent kosztuje obecnie 3 centy. Jeśli pomnożymy to przez 2600 kalorii, które wydaje się uśrednionym dziennymi minimum, to otrzymamy prawie $8. Jak to się ma do informacji jakoby 1,2 mld ludzi żył za mniej niż $1,25 dziennie? Szczerze wątpię, aby odżywki białkowe i witaminy były  kilka razy tańsze w Bangladeszu niż w USA.

Trzeba także przyznać, że wybór nazwy mógł być bardziej przemyślany… Bowiem Soylent, od razu kojarzy się Amerykanom z filmem z lat 70., pt. Soylent Green – Zielona pożywka. Jego akcja działa się w Nowym Jorku trzeciej dekady XXI wieku, kiedy w efekcie wzrostu średniej temperatury na Ziemi, wystąpił deficyt pożywienia. Stało się ono tak drogie, że mało kto mógł sobie na nie pozwolić. Ludzkość nie wymarła jednak z głodu, gdyż na świetny pomysł wpadła firma Soylent, która jak się później okazało sprzedawała ludziom pożywną papkę wytworzoną… z ludzi.

Źródło|Foto