18

Jeden film wystarczył, by Amerykanie zwariowali na punkcie ciasta za 3,5 dolara

Piątkowy wieczór, przyszedł czas na coś lżejszego – będzie o placku ze słodkich ziemniaków. W Ameryce stał się on ostatnio bardzo pożądanym towarem, zniknął ze sklepów, w Sieci sprzedawany jest po zawyżonych cenach. Szaleństwo. A wszystko za sprawą jednego filmu. Wystarczyło, że autor zjadł ów placek, powygłupiał się przy tym i zachęcił do konsumpcji. To […]

Piątkowy wieczór, przyszedł czas na coś lżejszego – będzie o placku ze słodkich ziemniaków. W Ameryce stał się on ostatnio bardzo pożądanym towarem, zniknął ze sklepów, w Sieci sprzedawany jest po zawyżonych cenach. Szaleństwo. A wszystko za sprawą jednego filmu. Wystarczyło, że autor zjadł ów placek, powygłupiał się przy tym i zachęcił do konsumpcji. To jakaś gwiazda? Nie, szary człowiek, który lubi wrzucać filmiki do Sieci. Przepraszam: teraz nie jest to już szary człowiek – to bohater internetów…

Pewnie ktoś stwierdzi, że nie ma się czemu dziwić, spyta czy jestem w Internecie od wczoraj, ale znowu to napiszę: Sieć mnie zaskoczyła. Szczęka nie opadła na biurko, włosy nie stanęły dęba, lecz brew uniosła się o centymetr lub dwa. A w głowie cały czas dzwoni pytanie: jak to możliwe?

Mmmmm, ale dobre ciasto

Sprawa wyglądała w skrócie tak: w sieci Walmart pojawiło się ciasto ze słodkich ziemniaków firmowane nazwiskiem Patti LaBelle – to piosenkarka i autorka książek kucharskich. Początkowo nie cieszyło się wielkim zainteresowaniem, leżało na półkach i klienci mogli je bez większego problemu kupić za 3,5 dolara. Wtedy pojawił się on: James Wright. Człowiek bawi się w jutubera, wrzuca filmy do Sieci, ale nie był do tej pory zbyt znany – żyje z czegoś innego, wideo było rozrywką. Kilka minut wystarczyło, by usłyszał o nim świat.

Ten film szybko stał się viralem – rzućcie okiem na liczbę lajków oraz udostępnień. Odtworzono go kilka milionów razy na Facebooku, podobnie było z YouTubem. Ludziom spodobał się facet wygłupiający się przy otwieraniu i jedzeniu ciasta. Zaśpiewał, zatańczył, wciągnął placek, pochwalił, zrobił ludziom „smaka”. Zaczęło się – ruszyli do sklepów.

Staramy się jak możemy

Ciasto szybko zniknęło ze sklepowych półek. Amerykanie dostali bzika na jego punkcie. Walmart zareagował i poinformował, że sprawa nie jest tak prosta, bo producent musi zdobyć blisko milion kilogramów słodkich ziemniaków, by odpowiedzieć na to zainteresowanie. Można się domyślać, iż starają się mocno, kują żelazo póki gorące. Jednocześnie biznes próbują zrobić klienci-sprzedawcy: w handlu internetowym placki sprzedawane są po zawyżonej cenie, media informują, że w serwisie eBay „chodzą” nawet po 40 dolarów. Pewnie znajdują chętnych – Amerykanie szykują się do Święta Dziękczynienia, rzesze ludzi zechcą mieć na stole placek Patti LaBelle reklamowany przez tego grubaska z internetów…

Rośnie bańka, która na dobrą sprawę nie jest nowym zjawiskiem. Kilka lat temu w Polsce działy się cuda w przypadku handlu cukrem. Pamiętam, że był reglamentowany, ludzie robili zapasy, a w Internecie kwitł handel tym towarem. Z niedowierzaniem obserwowałem cukrowe szaleństwo – cena wysoka, klienci walczą o kolejne kilogramy. W takich sytuacjach przypomina się też słynna „tulipomania”, czas, gdy ludzie zwariowali na punkcie cebulek kwiatów i byli w stanie zapłacić za nie fortunę:

W 1623 r. pojedyncza cebulka najbardziej poszukiwanych odmian osiągała cenę nawet 1 tys. guldenów (średni roczny dochód w Niderlandach wynosił wtedy ok. 150 guldenów). Zdarzało się, że zamieniano nieraz tulipany za nieruchomości, ziemię czy bydło. Najlepsi kupcy zarabiali nierzadko ok. 6 tys. guldenów na miesiąc na handlu tulipanami. W 1635 r. odnotowano sprzedaż 40 cebulek za 100 tys. guldenów. Dla porównania tona masła kosztowała wtedy 100 guldenów, a 8 tłustych świń 240 guldenów.[potrzebne źródło] Najwyższą cenę osiągnęła słynna cebulka Semper Augustus, która została kupiona za 6000 guldenów w Haarlemie.

W latach 30. XVII wieku tulipanami handlowano na giełdach holenderskich miast. Niebywały popyt na te kwiaty sprawił, że wielu mieszkańców zaczęło spekulować na tym rynku (w taki sposób w jaki robi się to dzisiaj z papierami wartościowymi), licząc na zwielokrotnienie włożonego kapitału. Niektórzy sprzedawali wszystko co mieli, aby kupić upragnione sadzonki. Wiele osób dorobiło się fortun, inni stracili majątki.[źródło]

Z cukrem nie było aż tak ciekawie, z plackiem też nie będzie, ludzie szybko pewnie o nim zapomną. Ale nie zmienia to faktu, że wydarzenie jest dość ciekawe.

Nowa gwiazda

Przywołana historia to kolejny dowód na to, iż gwiazdą może zostać dzisiaj każdy. Sława w tym przypadku będzie pewnie krótkotrwała, ale James Wright może być zadowolony nawet z tego. Mówią o nim media, także te duże i to w różnych krajach, zyskał rozgłos w sieciach społecznościowych, przeprowadza się z nimi wywiady, dzwoniła autorka ciasta… Taka sława, dość nieoczekiwana, może pewnie zawrócić w głowie. Oby tylko ludzie, na których ona spływa zdawali sobie sprawę, że zainteresowanie ludu może szybko przeminąć.

Na YouTube dobrze też widać, co działo się wokół placka po tym, jak wspomniany film zyskiwał na popularności. Nagle zaczęło przybywać przepisów na ciasto (to lub podobne), produkt był recenzowany, porównywany – sporo ludzi chciało na nim wypłynąć lub przynajmniej zyskać nowych odbiorców w internetach. Patrzę na to wszystko i zastanawiam się, czy Wright zostanie zaraz wykorzystany w reklamie jakiegoś produktu i czy firmy postanowią spróbować swojego szczęścia, postarają się, by jakiś „przypadkowy” człowiek także im zrobił taką reklamę. Marketing szeptany w większej skali. Pomysły i efekty mogą nas jeszcze zadziwić…