12

Jeden argument wystarczył, bym ponownie wybrał Chromebooka. A jest wiele więcej

Już w momencie premiery komputera określanego mianem Chromebooka wiedziałem, że będzie to dla mnie idealny drugi komputer. Taki, który zabiorę ze sobą drogę, będzie niewielki i lekki, a także długo popracuje na baterii. Długo przed tym, jak Chromebooki trafiły oficjalnie do Polski nabyłem swój egzemplarz, który służył mi przez ponad 2 lata. Po pewnym czasie jego wydajność przestała mnie satysfakcjonować i postanowiłem się z nim pożegnać. Jednak z samą ideą Chromebooka nie rozstałem się na długo.

Przed kilkoma tygodniami trafił do mnie HP Chromebook 11 G4. To już czwarta generacja jedenastocalowego laptopa z Chrome OS, lecz nie najnowsza, ponieważ stosunkowo niedawno HP zaprezentowało G5 – model wyposażony w ekran dotykowy. Spoglądając na ostatnie trendy nie jest to zaskakująca decyzja – aplikacje dla Androida z całą pewnością wygodniej obsługuje się właśnie za pomocą dotyku.

Powróćmy jednak do sprzętu, który służy mi od pewnego czasu. Po pozbyciu się dwunastocalowego Samsunga, jednego z dwóch pierwszych Chromebooków, które trafiły do sprzedaży, wcale nie miałem w planach ponownie decydować się na tego typu komputer. Sądziłem, że jeden Ultrabook będzie mógł mi towarzyszyć podczas służbowych i prywatnych wyjazdów i służyć nawet lepiej niż Chromebook, głównie ze względu na większą wydajność i pamięć. Niestety, wystarczył jeden aspekt, bym zatęsknił za osiągami Chromebooka – praca na baterii. Pomimo tego, że byłem co najmniej drugim właścicielem Samsunga i był to blisko trzyletni sprzęt, to 7 czy 8 godzin ciągłej pracy nie było dla niego wyzwaniem.

Nie zamierzałem porzucać przeglądarki Chrome nawet dla dodatkowych 40 czy 60 minut pracy na Ultrabooku z Windowsem. Poza tym, pomimo lekkiej i smukłej obudowy, rozmiar urządzenia podyktowany ponad 13 calowym ekranem nie sprawdzał się we wszystkich warunkach, głównie podczas podróży (auto)busem. Najważniejszym i decydującym czynnikiem była jednak praca urządzenia bez zewnętrznego źródła zasilania. Żaden sprzęt kosztujący poniżej 800 złotych, a za tyle można zakupić HP Chromebook 11 G4, nie zaoferuje mi ponad 9 godzin pracy na baterii z przeglądarką Chrome. To dość wymowny komentarz na temat samej przeglądarki od Google, która w dalszym ciągu jest niezwykle łakoma na energię i sprawia, że baterie w urządzeniach z Windowsem oraz MacBookach rozładowują się znacznie szybciej.

Dodatkowym argumentem przemawiającym za Chromebookiem są aplikacje dla Androida, które wkrótce trafią na kolejne modele. Ze sporym uśmiechem przeglądałem dzisiejszego poranka komentarze pod moimi poprzednimi tekstami o Chromebookach. Spora część dyskusji dotyczyła właśnie pewnego rodzaju połączenia Chrome OS i Androida. “To sprawiłoby, że Chromebooki stałyby się znacznie atrakcyjniejsze” – komentowała część z Was. Trwało to ponad dwa lata, ale jesteśmy blisko jak nigdy wcześniej.

Jestem więc niezmiernie ciekaw tego, jak zareaguje na takie działania Microsoft. Niewielkie hybrydy z Windows 10 są ciekawymi urządzeniami, ale większość z nich cierpi na niewystarczającą wydajność – uruchomienie 3-4 aplikacji prowadzi do odczuwalnego spadku wydajności, a przecież multitasking i swoboda w korzystaniu z programów to największa zaleta pełnoprawnego systemu operacyjnego jakim jest Windows na tle Chrome OS.