93

Nastała era exclusive’ów muzycznych i ucierpimy na tym my wszyscy

Tidal idzie na wojnę. Jestem dziwiony, że ta decyzja zapadła dopiero teraz, ponieważ wycofanie z Apple Music i Spotify dyskografii popularnego rapera Jay Z z pewnością przełoży się na wzrost zainteresowania jego usługą streamingową. To jednak nie jest dobra wiadomość dla nas - użytkowników.

Tidal nie jest jedynym winnym

Rynek muzyczny jest mniej skomplikowany od filmowego i telewizyjnego. Wszystko za sprawą zaledwie trzech najważniejszych wytwórni, w których rękach znajdują się prawa do większości treści. Sposobem na wzrost przychodów jest odsprzedawanie praw do strumieniowania danej usłudze na wyłączność i trend ten przybrał na sile przede wszystkim poprzez działalność Apple Music, choć pozostałe serwisy nie są bez winy.

Takie praktyki zmuszają słuchaczy do zainteresowania się kolejną usługą muzyczną, ponieważ mało kto ma tak naprawdę ochotę na regularne przeprowadzki, gdy tylko pojawi się jakiś exclusive. Przeniesienie własnej kolekcji playlist i ulubionych tracków oraz albumów nie jest zupełnie bezproblemowe, a historii odtworzeń, na podstawie których otrzymujemy rekomendacje, nie przetransferujemy w żaden sposób. Dlatego o wiele łatwiej jest uruchomić kolejną subskrypcję…

Wczorajsza wiadomość o usunięciu na życzenie artysty dyskografii Jay Z z Apple Music i Spotify może być tylko jednym z wielu takich ruchów. Podczas premiery Tidala można było przekonać się jak wielu wykonawców wspiera serwis i gdyby oni wszyscy (mogli podjąć i) podjęliby podobną decyzję, to konkurencja – Spotify, Apple Music, Pandora i inne – mieliby spory problem.

Respektuję Tidal za ofertę muzyki w najlepszej jakości – przecież jako pierwsi zaoferowali format bezstratny Hi-Fi, a teraz konsekwentnie rozbudowują katalog Mastersów, czyli albumów w wysokiej rozdzielczości dźwięku Hi-Res – ale bardzo nie podoba mi się tak drastyczny krok właściciela usługi, ponieważ może on być początkiem prawdziwej lawiny.

Życie na abonament

Nad tematem subskrypcji i życia abonament pochylamy się na Antyweb od czasu do czasu. Jakub już całkowicie przekonał się do takiego stylu życia, a mnie również odpowiada obniżenie rachunków z jednoczesnym zwiększeniem treści, do których mam dostęp. Netflix, ShowMax, HBO Go, Hulu, Amazon Prime Video, HBO Now, Spotify, Tidal – mogę tak wyliczać bez końca, a lista ta będzie rosła, gdy materiały będą rozpraszać się po następnych serwisach, a nam będzie zależało na utrzymaniu dostępu do nowości i klasyków. A wiadome, że streaming jest fajny, dopóki jest tani.

Co więcej, niektórzy artyści, jak chociażby Adele, nie życzą sobie, by ich najnowszy krążek debiutował w tym samym czasie na półce sklepowej i ofercie usługi streamingowej – nie zdziwiłbym się, gdyby oprócz aspektu finansowego rolę odgrywało samo poczucie obniżenia wartości albumu, jeśli ni z tego, ni z owego pojawia się w usłudze i bez dodatkowych ( kosztów oraz) działań możemy go od razu odsłuchać.

Bądźcie czujni

Ten rok będzie dla rynku muzycznego wyjątkowy. Tidal zmaga się z kilkoma problemami, choć na wielu frontach jest pionierem. Spotify ugięło się i będzie opóźniać udostępnienie nowości darmowym użytkownikom. Oprócz tego, w planach ma uruchomienie wersji Hi-Fi. Apple Music doczeka się sekcji wideo z oryginalnymi produkcjami. A przecież wyczekiwana jest także globalna premiera Pandory Premium, która powstała dzięki zakupie Rdio. Usługa działa od lutego w Stanach Zjednoczonych, ale mówi się, że przejęte przez Pandorę umowy już teraz pozwalają na start serwisu m. in. w Europie.