6

James Bond nie pokochał aut elektrycznych, może hybrydowy Lotus Esprit trafi do serca konserwatywnego agenta

Gdy rozpoczynały się zdjęcia do nowego Bonda, gruchnęła wiadomość, że oficjalnym samochodem agenta 007 będzie całkowicie elektryczny Aston Martin RapidE. Te informacje nie potwierdziły się, Bond będzie ujeżdżał kilka Astonów, ale wszystkie zasilane tradycyjną i konserwatywną jak Wielka Brytania benzyną. Nic zresztą dziwnego, z racji charakteru jego pracy ciężko sobie wyobrazić, aby w środku akcji czekał pół godziny na załadowanie akumulatorów. Ale być może jest nadzieja, że do grona największych wrogów Bonda nie dołączy Greta Thunberg. Lotus, druga marka tradycyjnie łączona z naszym agentem, ma zaprezentować nową odsłonę legendarnego Esprita w formie hybrydy z silnikiem V6.

Mocne V6 i mocny „elektryk”

Nowy Lotus ma wizualnie bazować na designie całkowicie elektrycznego modelu Evija. Na tę chwilę nie podano zbyt wiele szczegółów technicznych. Przypuszcza się, że silnik benzynowy będzie tą samą konstrukcji Toyoty, jak jest używana w modelu Evora. Mowa o 3,5 litrowym sześciocylindrowcu w układzie V występującym w wersji standardowej oraz doładowanej. Nic na razie nie wiadomo o „elektryce” samochodu, ale można przypuszczać, że będzie to układ podobny w charakterze do tego znanego z BMW i8. Mamy za to sporo całkiem atrakcyjnych renderów pokazujących przypuszczalny wygląd samochodu.

Lepszy Blofeld czy Greta?

Wracając do Bonda, taki samochód miałby dla naszego agenta szereg zalet. Wykorzystując przewagi silnika elektrycznego w zakresie przyśpieszenia i elastyczności, silnik benzynowy gwarantowałby większe zasięgi i pozwalał uniknąć problemów z ładowaniem. Zwłaszcza, że Bondowi, nawet gdyby udało się przeżyć czas spędzony przy ładowarce, przy jego stylu jazdy kolejna byłaby potrzebna za następne 100 km. Uniknął by też wspomnianej Grety a organizacja Spectre nie zostałoby zastąpiona Greenpeacem albo co gorsza urzędem skarbowym, pobierającym jakąś kolejną opłatę od zużytej ponad limit benzyny.

Występ Lotusa w którymś z kolejnych Bondów byłby ciekawym, sentymentalnym powrotem jednego z najbardziej ikonicznych samochodów agenta. Osobiście nie byłem fanem serii z Rogerem Moorem, stawiam te filmy najniżej w hierarchii, gdzieś tak pomiędzy „Skyfall” a „Spectre”, ale sam Lotus Esprit, zawsze budził mój entuzjazm. Tym większy, że dało się nim pojeździć w jednym z najpopularniejszych symulatorów z epoki procesora łupanego czyli „Test Drive”. A wiadomo, czym skorupka…

Taki brytyjski Polonez

Klasyczny Esprit S1, znany z filmu „Szpieg, który mnie kochał” był dość dziwną konstrukcją, łączącą wygląd supersamochodu klasy Ferrari, z czterocylindrowym, dwulitrowym silnikiem własnej produkcji. Wersja której używał agent, była oczywiście niestandardowo wyposażona i „zmieniała” się w okręt podwodny. Tak spreparowany egzemplarz filmowy, można do dziś oglądać w National Motor Museum znajdującym się w brytyjskim miasteczku Beaulieu. Co ciekawe, był to jeden z dłużej produkowanych samochodów bazujących na tej samej konstrukcji. Jego produkcję rozpoczęto w 1975 r. a zakończono po 28 latach w 2004 r. Wszystkie późniejsze wersje od S2 przez S4 do V8,  bazowały na oryginale projektowanym w tym samym czasie co Polonez. 

W 2010 r. pierwszy raz pojawiły się plany wprowadzenie zupełnie nowego samochodu pod tą nazwą. Zaprezentowano całkiem atrakcyjne projekty, ale ostatecznie po kilku latach, prawdopodobnie z powodu finansowych problemów malezyjskiego właściciela, firmy Proton, projekt został ostatecznie skasowany. W 2017 r. pakiet większościowy firmy przeszedł w ręce chińskiego koncernu Geely, właściciela marki Volvo. Wygląda na to, że zastrzyk chińskich pieniędzy pozwoli w końcu na powrót tego modelu. Chyba, że aktualne reperkusje na rynku motoryzacyjnym związane z pandemią koronawirusa znów odeślą Esprita w niebyt. Szkoda by było, ponieważ patrząc na krążące po sieci projekty, nowy model byłby szansą na designerski renesans Lotusa, którego aktualne modele wyglądają co najwyżej średnio.

Źródło: autocar.co.uk