Konferencja

[IDF13]Jaki będzie świat za 10 lat? Futurologia na Intel Developer Conference - dzień 0

KK
Karol Kopańko
26

. Dzień ten wzięła w swoje władanie piątka futurologów. Na co dzień ich zadaniem jest przewidywanie jak będzie wyglądało „jutro” technologii. Do opisu ich pracy można użyć metafory magicznej, szklanej kuli. Tylko, że jej wnętrza nie wypełnia niezidentyfikowana czarna mgła rozwiewająca się za dotk...

.

Dzień ten wzięła w swoje władanie piątka futurologów. Na co dzień ich zadaniem jest przewidywanie jak będzie wyglądało „jutro” technologii. Do opisu ich pracy można użyć metafory magicznej, szklanej kuli. Tylko, że jej wnętrza nie wypełnia niezidentyfikowana czarna mgła rozwiewająca się za dotknięciem ręki, a obraz świata, jaki każdy z nas ma teraz przed oczyma.

To w teraźniejszości tkwi klucz do tego jak będzie wyglądała technologia za 10 lat. Dekada jest właśnie takim bazowym okresem, na jakim bazują futurolodzy Intela, chcąc przygotować technologię do wypełnienia potrzeb ludzkości. To jednak nie wszystko, gdyż trzeba jeszcze przygotować samych ludzi, do wykorzystania możliwości chipów tak małych i uniwersalnych, że mogą zamienić w komputer nawet poduszkę. Jak dokładnie? Tego jeszcze nikt nie wie. A Po co? Żeby nasze życie było wygodniejsze.

Arthur C. Clarke powiedział kiedyś:

Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nierozróżnialna od magii

.Takim właśnie stwierdzeniem, rozpoczął rozmowę ze mną Brian David Johnson, jeden z prelegentów. Stanowi ono świetne podsumowanie tego, co usłyszałem dziś w San Francisco. Przywróćmy jednak relacji chronologiczny porządek przenieśmy się na jej początek. Dzień zerowy Intel Developer Conference 13 rozpoczął Steve Brown, szef futurologów, wchodząc żwawym krokiem na scenę, która przez następne półtorej godziny służyła za forum prezentacji świata A.D. 2023 wg Intela.

More Personal

Komputer osobisty - dziś ma go praktycznie każdy. Przynajmniej w naszej części świata. Zadaniem na najbliższe lata jest jednak uczynienie  każdego aspektu otaczającej nas technologii bardziej spersonalizowanym. Tak jak teraz ogromną popularnością cieszą się smart-telefony, tak ten przedrostek będziemy kiedyś dodawali do praktycznie każdego przedmiotu, czy danych. Zgromadzonych i przetworzonych w odpowiedni sposób.

Steve Brown użył tu dość ryzykownego z punktu widzenia matematyki stwierdzenia:

2+2 nie równa się 4. 2+2 może się równać 11, albo… pomarańczy. Mamy określony zasób informacji, który po jego przetworzeniu może przynieść nam zupełnie nową jakość, jaka jeszcze teraz nie przychodzi nam do głowy... ale wiemy, ze gdzieś tam jest.

Digital Storytelling

Tak właściwie to, co ja teraz robię jest właśnie formą cyfrowego opowiadania, postawionego w opozycji do tradycyjnych form komunikacji, których można było fizycznie dotknąć, jak książki czy listu. Mimo, że teraz w erze Facebooka, każdy może być takim opowiadaczem, to w Internecie cały czas dominuje jeszcze dystrybucja, pochodzaca od np. Wydawcy, i konsumpcja dostarczonego materiału. To, że taki model życia właśnie teraz się sprawdza, dobitnie pokazał sukces tabletów. Urządzeń, na których utrudnione w stosunku do komputerów jest tworzenie własnych treści, a znacznie ułatwione i uczynione kanapowym, ich konsumowanie.

Zmianie mają ulec 4 podstawowe filary, od których zależne jest nasze życie – ochrona zdrowia, sprzedaż, produkcja i transport. Jak? Tu Steve zrobił miejsce Lami Nachman.

Sensory, sensory wszędzie

Jakimi sensorami dysponował przeciętny telefon połowy ubiegłej dekady? Były to jedynie mikrofon i kamera. Sięgnij teraz do swojej kieszeni i wyjmij z niej smartfona. Dziś są one wręcz naszpikowane czujnikami, wśród których te przeze mnie wymienione stanowią jednak podstawę użytkowania. Jednym tchem można wymienić jeszcze np. kompas, żyroskop, akcelerometr, czy sam panel dotykowy.

Multum tych czujników może zbierać nieustannie dane o naszym trybie życia i przekazywać je specjalnej aplikacji do analizy. Dzięki tym danym algorytm może na przykład stwierdzić czy jesteśmy w danym momencie szczęśliwi czy czujemy się zdołowani, czy mamy ochotę na odebranie telefonu czy lepiej jest do nas nie dzwonić, bo możemy kogoś zwymyślać.

Przyznam szczerze, że zabrzmiało to dla mnie niemal na kształt Big Brotherowego nadzoru rodem z prozy Orwella. Bo w tym przypadku to aplikacje, w dużej mierze kierowałyby naszym życiem. Sam muszę przyznać, że mam do takich pomysłów wiele rezerwy.

Pojawiły się także wątpliwości związane do dostępem do danych przez niepowołane do tego osoby. Mamy jeszcze przecież w głowach świeże wspomnienia związane ze skandalem jaki wybuchł wokół agencji wywiadowczej Stanów Zjednoczonych. Jak jednak w tym przypadku nasze obiekcje mogli rozwiać futurolodzy? Jedynie przyznać nam pełnię racji, że do ochrony danych należy przyłożyć szczególną troskę.

To samo zresztą tyczy się ochrony zdrowia, którą ma się kompletnie zmienić dzięki obecności tychże sensorów. Nie będą one już jednak jedynie noszone przy nas jak smartfony, a będą bardziej funkcjonowały jako integralne część każdego z nas tworząc bionicznych ludzi i na bieżąco monitorując wszystkie funkcje naszego organizmu.

Czas życia na baterii: wieczność

Wielu ludzi obecnie nie wyobraża sobie życia bez smartfona – jest od niego uzależniona. Trzeba jednak pamiętać, że owo uzależnienie dotyczy także telefonów, które nie mogą zbyt długo pracować bez dostępu do prądu. Jak więc mielibyśmy zasilić tę całą otaczającą nas technologię, bez groteskowego otaczania się panelami słonecznymi?

Na to pytanie odpowiedzi udzielił Ravi Iyer. Roztoczył on przed nami kusząca wizję gadżetów pobierających energię, jeśli nie bezpośrednio z człowieka (jego ciepło, ruch), to ze środowiska. Ważne w jego koncepcji okazało się także uczynienie z gadżetów, urządzeń tak energooszczędnych, że średni pobór energii w ich przypadku wynosiłby kilka mikrowatów.

Przykładem oszczędzania energii jest także ciągła, coraz dalej postępujące miniaturyzacja procesu technologicznego, a także skupianie wszystkich chipów w ramach jednego uniwersalnego SoCa.

Dzięki temu otaczająca nas technologia stanie się na tyle mała i tania, że będzie mógł sobie pozwolić na nią każdy mieszkaniec Ziemi.

Perspektywa jest niewątpliwie interesująca, choć biorąc pierwszy, lepszy przykład kraju Czarnej Afryki, można stwierdzić, że idei Intela znacznie bliżej do google’owego pomysłu z Internetem z balonów niż do faktycznej realizacji. Przynajmniej nie w najbliższym czasie.

Przyszłość jest znacznie bardziej skomplikowana niż sobie wyobrażamy

Konferencję zakończyło wystąpienie Braiana Davida Johnsona, głównego futurologa Intela. Wyświetlił nam on zdjęcie, na którego krytyce oparł całą swoją wypowiedź. Możecie je zobaczyć na slajdzie obok, przedstawia czarnoskórego mężczyznę siedzącego przed smartTV. Dla rozluźnienia atmosfery Brian (sam łysy jak kolano) postanowił rzucić żartem:

Czy nie zastanawia was, że w przyszłości wszyscy ludzie są łysi? Wydaje mi się, że fryzjerstwo nie jest przyszłościowym zawodem… Widzieliście film Elizjum?

Abstrahując jednak od owłosienia modela zatrudnionego do wykonania zdjęcia, trzeba stwierdzić, że wystrój pomieszczenia, w którym się on znajduje jest naprawdę ubogi. Tak zresztą prezentuje się przeważnie większość wizji przyszłości jakimi raczeni jesteśmy w filmach SciFi.

To bardziej wiezienie, a nie miejsce, gdzie chcielibyśmy spędzać większość swojego czasu.

W kontraście do tego pierwszego zdjęcia Brain zaprezentował nam to, jak jego zdaniem wyglądał będzie pokój przyszłości.

Tak naprawdę nie różni się on zbyt wiele od tego, jak urządzamy swoje wnętrza już teraz. Kobieta na fotografii, otoczona jest technologią. W lewej ręce trzyma smartfona, na kolanach laptopa, gdzieś na szafce stoi pecet, a obok niego cyfrowa ramka na zdjęcia. Pod poduszką za to pewnie schowany jest tablet…

Właśnie, poduszka. Jak już wspomniałem na początku, ją też można zamienić w komputer. Ewolucję technologii świetnie pokazuje też następny, przedstawiony przez Johnsona slajd. W latach 60. rządziły potężnie zbudowane mainframe’y, przez następujące kolejno dekady cały czas zmniejszaliśmy wymiary komputerów. Przez możliwe do postawienia na biurku desktopy, mobilne laptopy, kieszonkowe smartfony i…

I co dalej? Zgodnie z dominującym trendem chipy staną się tak małe, że będzie można je określić mianem wszędobylskichubiquitous. Połykamy np. tabletkę, a ta zawierając w sobie taki minikomputer, wykonana pełne badanie żołądka. Wszczepiamy sobie w skórę mikroprocesor, a ten bada napięcie naszych mięśni i doradza odpowiednie ćwiczenia w najlepszym momencie. Umieszczamy sensor w pobliżu serca, aby gdy ono przestanie bić poraził je prądem. A nie, przepraszam to mamy już teraz…

Nasze ludzkie ciała będą coraz mocniej zamieniały się w komputery. Tak jak teraz nosimy je w kieszeni marynarki czy spodni, tak w ciągu 10 lat staną się one integralną częścią nas samych.

Smartfony nie są w żadnym stopni finalnym stopniem ewolucji technologii. Są raczej oknem, przez które możemy podejrzeć przyszłość, wyrastającą właśnie z tego czym zajmujemy się dzisiaj, w erze smart-device, która zaprowadzi nas do ery smart-everything.

Ogranicza nas tylko wyobraźnia

Foto

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu