Moje przemyślenia

Jak zewnętrzna klawiatura zmieniła moje życie

KK
Karol Kopańko
100

Od czego każdy żak zaczyna swoją przygodę ze studiami? Od imprez lub wykładów, zależnie od nastawienia – zapewne powiecie i będzie to prawdą. Jednak jest jeszcze jedna rzecz, której  jak wynika z moich obserwacji każdy młody człowiek dokonuje, a jest nią kupno laptopa. A każdy sprzęt tego rodzaju ma...

Od czego każdy żak zaczyna swoją przygodę ze studiami? Od imprez lub wykładów, zależnie od nastawienia – zapewne powiecie i będzie to prawdą. Jednak jest jeszcze jedna rzecz, której  jak wynika z moich obserwacji każdy młody człowiek dokonuje, a jest nią kupno laptopa. A każdy sprzęt tego rodzaju ma swoją wbudowaną klawiaturę, nad którą każdy z nas spędza codziennie wiele godzin. Zgarbiony, przemęczony i obolały. Taki byłem i ja, na szczęście do czasu.

Przechadzając się alejkami pewnego centrum handlowego, moje oczy przyciągnął do siebie wielki napis promocja. Dotyczył on zestawu klawiatura+myszka przecenionego o 40 %. Nie będę tu robił reklamy producentowi, bo i nie o tu mi chodzi, gdyż chcę się bardziej skupić na samej idei. Koniec końców, jestem wzrokowcem i dałem się wkręcić w tryby marketingowej maszyny. Nie żebym wcześniej nie nosił się z zakupem klawiatury, ale nigdy nie myślałem o nim jako o czymś pilnym.

Zestaw zakupiłem i już w domu przystąpiłem do degustacji. Myszkę praktycznie od razu odrzuciłem, gdyż wydała mi się zbyt mała i niewygodnie się nią operowało, ale co tam, przyda się podczas podróży, gdy liczy się każdy cm3.

Clou całego zestawu była jednak dla mnie od początku klawiatura. Co tam, że full-plastik i made in China, ważne, że zewnętrzna.

Muszę w tym miejscu podzielić się w Wami jeszcze jedną wiadomością. Do tej pory zawsze po kilkugodzinnych posiedzeniach przed laptopem , mimo robienia obowiązkowych przerw, prześladowały mnie bóle pleców i ramion, lecz teraz widząc jak przed swoimi notebookami garbią się moi koledzy, przestałem się temu dziwić. Śmiem twierdzić, że przy pracy z laptopem wręcz niemożliwe jest utrzymanie prawidłowej postawy ciała, opartej na kątach prostych.

Wyjąłem ją z folii ochronnej, podłączyłem nadajnik do USB i ciesząc się Plug&Play, rozpocząłem pisanie poniedziałkowego tekstu na Antyweba. Kiedy to piszę, jest czwartek wieczór i już wiem, że:

za żadne skarby nie wrócę już do klawiatury laptopowej

Po pierwsze, ta zewnętrzna jest większa, co przekłada się na pokaźniejszy rozmiar klawiszy - oczywistości tej zalety nie muszę chyba tłumaczyć. Po drugie, mogę dowolnie regulować sobie jej nachylenie. Po trzecie podpórki pod nadgarstki naprawdę robią różnicę. Po czwarte mogę ją przesuwać po biurku niezależnie od wyświetlacza, spróbujcie tego z laptopem. Po piąte i ostatnie, większy skok klawiszy to coś, czego dawno mi brakowało, choć nie zdawałem sobie z tego sprawy.

Rozumiem, że można się przyzwyczaić do pisanie na klawiaturze laptopowej i nawet czerpać z tego przyjemność, ale zaufajcie mi – jedna sesja na zewnętrznej i będziecie się podpisywać pod tym tekstem obiema rękoma.

Do idealnego zestawu jednak trochę mi jeszcze brakuje. W najbliższym czasie planuję jeszcze zakupić sobie podstawkę pod laptopa, np. taką, o której pisał Jan, albo też zewnętrzny monitor (na razie testuję 24 - calowego AOCa). Oba te zakupy, dodałyby mi komfort odpowiedniej wysokości padania wzroku.

PS. Jeśli czytasz ten felieton na laptopie, to… wyprostuj się :P

Foto

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu