40

Jak zarabiają przeglądarki? Search Wars

Ta kwestia interesowała mnie od dawna. Jak zarabiają przeglądarki, że opłaca się wkładać tyle trudu w ich rozwój? Czy Google przedłuży umowę z Mozillą? W końcu 86% przychodu Mozilli pochodzi od Google, który ma własną przeglądarkę – Chrome. Jakby tego było mało Chrome staje się coraz bardziej popularny, w UK jest na drugim miejscu, wyprzedził […]

Ta kwestia interesowała mnie od dawna. Jak zarabiają przeglądarki, że opłaca się wkładać tyle trudu w ich rozwój? Czy Google przedłuży umowę z Mozillą? W końcu 86% przychodu Mozilli pochodzi od Google, który ma własną przeglądarkę – Chrome. Jakby tego było mało Chrome staje się coraz bardziej popularny, w UK jest na drugim miejscu, wyprzedził nawet Firefoksa. Czy zatem Google opłaca się wspierać konkurencyjną przeglądarkę? Wreszcie poznałem odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.

Portal ExtremeTech zamieścił bardzo ciekawy artykuł opisujący mechanizm finansowania przeglądarek, który rzuca światło na całą sprawę. Okazuje się bowiem, że 97% przychodu Firefoksa, który stanowi 104 mln $ pochodzi z opłat za wyszukiwania wykonane za pomocą „search box”, czyli pola pozwalającego wyszukiwać informacje. Jeżeli wyszukam coś teraz wpisując frazę w search box, użyję domyślnej wyszukiwarki, którą obecnie jest Google, w zamian Google zapłaci Firefoksowi ustaloną stawkę. Ziarnko do ziarnka i uzbiera się suma 85 mln $ które Google płaci Mozilli, co stanowi 86% całego przychodu organizacji stojącej za Ognistym Lisem. Dzięki opłatom za wykorzystanie określonych wyszukiwarek Firefox może się rozwijać, dotyczy to również innych przeglądarek, np. Opery.

Czy zatem jest powód by się obawiać, że Google nie przedłuży umowy z Firefoksem? Czy przeglądarka, która pokonała IE może stracić środki konieczne do rozwoju? Biorąc pod uwagę, że Google Chrome bardzo szybko zyskuje na popularności, oraz starania jakie wkłada Google, żeby ją wypromować, myślałem, że tak, Mozilla powinna obawiać się, że Google nie przedłuży umowy.

O jakich staraniach Google promujących Chrome mówię? Głownie o wszędobylskiej reklamie, ale nie tylko. Niedawno przeglądarka Chrome zachowywała się jak bundleware. Wszedłem na stronę Adobe w celu pobrania najnowszej wersji Flash i moim oczom ukazał się taki oto obrazek:

Kuriozalna sytuacja. Nie dość, że Chrome ma wbudowaną obsługę Flash i nie potrzeba go instalować osobno w systemie, więc instalowanie Chrome razem z Flashem jest dziwacznym pomysłem, to dodatkowo ptaszek jest domyślnie zaznaczony. Bundleware nie kojarzy mi się z niczym dobrym, skoro Google zdecydował się na taki ruch musiał mieć dobry powód.

W zestawieniu z konkretnymi liczbami staje się jasne, że Mozilla jednak nie ma się czego obawiać. Opierając się na danych z serwisu ExtremeTech, dochód Google w 97% pochodzi z reklam i wynosi ponad 8,5 miliarda dolarów. Aby reklamy się wyświetlały, konieczne jest korzystanie z wyszukiwarki, a Firefox z domyślną wyszukiwarką Google ma ponad 450 milionów użytkowników. Na pierwszy rzut oka widać, że wspomniane 85 mln $ które Google płaci Mozilli, to malutka kropla w morzu zysków jakie z tej okazji otrzymuje.

Gdyby ktoś jednak sądził, że Google może lepiej spożytkować te 85 milinów dolarów, zamiast płacąc Mozilli, wydając na reklamę, niech przyjrzy się kolejnym liczbom. Google podwoił wydatki na reklamę w pierwszym kwartale tego roku, w porównaniu do analogicznego kwartału roku zeszłego. W sumie reklama kosztowała giganta z Mountain View 1 miliard dolarów, co w skali roku daje 4 miliardy. To co Google płaci Mozilli stanowi zaledwie 2% tej sumy. Podsumowując, Firefox jest najtańszym źródłem ruchu dla Google. Te dziesiątki milinów wydanych na Firefoksa generują prawdopodobnie co najmniej setki milionów zysku, a może nawet więcej.

To jeszcze nie koniec tej historii. Naprawdę ciekawie robi się, gdy zdamy sobie sprawę, że do gry wkracza również Bing. Jak pisałem wcześniej, Bing oraz cała działka online przynosi Microsoftowi duże straty, mimo wszystko ten nie poddaje się i ciągle mocno inwestuje. Asa Dotzler – obecny dyrektor Mozilla Desktop, swojego czasu ogłosił, że nie podoba mu się polityka prywatności Google i przesiada się na wyszukiwarkę Microsoftu. Kiedy zdamy sobie sprawę ile jest w stanie zapłacić Microsoft za 450 milinów użytkowników Firefoksa, żeby Bing stał się jego domyślną wyszukiwarką, w świetle wypowiedzi Dotzler’a powstaje inne pytanie: Czy Mozilla będzie chciała przedłużyć umowę z Google, a nie odwrotnie.

Bing zyskałby bardzo dużo, gdyby stał się domyślna wyszukiwarką w Firefoksie, a Mozilla może rzucić niemal dowolną kwotę za jaką skłonna jest zmienić partnera. Oczywiście część użytkowników jest w stanie zmienić sobie domyślną wyszukiwarkę na inną. Nie zapominajmy jednak, że większość tego nie zrobi. Po prostu statystyczny użytkownik to nie jest geek, który wszystko ustawia pod siebie. Typowy Kowalski uruchamia przeglądarkę, wpisuje frazę w pole wyszukiwania i już. Nas – geeków, czytajacych wiadomości IT, jest bardzo niewiele.

Dlatego sytuacja robi się napięta, a dla obserwatorów bardzo ciekawa. Gdyby Mozilla podpisała umowę właśnie z Microsoftem, oznaczałoby to naprawdę dramatyczne zmiany w układzie sił w świecie internetu. Jak zauważa , autor artykułu na ExtremeTech, jest tu swojego rodzaju ironia. Najpierw Firefox samodzielnie zdetronizował przeglądarkę Microsoftu, a  teraz może się z nim zjednać w walce z nowym potentatem rynku internetowego, Google.