86

Jak w 50-milionowej Korei Płd. mógł narodzić się Samsung?

Autorką tekstu jest Dorota Konowrocka Kilka miesięcy temu wpadła mi w ręce fascynująca książką Konrada Godlewskiego „Korea szerokopasmowa” (Warszawa 2012, 192 str., miękka oprawa), której autor stara się wyjaśnić, jak doszło do tego, że 50-milionowy kraj jeszcze mocniej niż Polska doświadczony historią, przez 50 lat okupowany przez Japończyków, a później rządzony twardą ręką przez wojskową […]

Samsung Korea
Autorką tekstu jest Dorota Konowrocka

Kilka miesięcy temu wpadła mi w ręce fascynująca książką Konrada Godlewskiego „Korea szerokopasmowa” (Warszawa 2012, 192 str., miękka oprawa), której autor stara się wyjaśnić, jak doszło do tego, że 50-milionowy kraj jeszcze mocniej niż Polska doświadczony historią, przez 50 lat okupowany przez Japończyków, a później rządzony twardą ręką przez wojskową juntę, przeszedł niewyobrażalną wręcz metamorfozę i stał się liczącym się graczem na światowym rynku technologii. „Korea szerokopasmowa” jest świetnie napisana, wciąga od pierwszej strony, autor ma zacięcie publicystyczne i lekkie pióro felietonisty, a do tego potrafił połączyć relację z pierwszej ręki z mocną podbudowę merytoryczną rzetelnego badacza tematu.

Dlaczego temat jest tak interesujący? Z polskiego punktu widzenia przypadek Korei Południowej jest o tyle kształcący, że jest to państwo, które w XX wiek weszło szalenie zapóźnione cywilizacyjnie, w XX wieku padło ofiarą wieloletniej okupacji japońskiej, wyniszczającej wojny i gospodarki centralnie sterowanej, a dziś przoduje w światowych rankingach innowacyjności. Korea Płd. jest krajem, z którym Polska może się w jakikolwiek sposób porównywać, szukając sposobów na zaistnienie w globalnej współczesności. Nigdy nie będziemy dysponować takim rynkiem wewnętrznym jak Stany Zjednoczone, nie zdołamy skorzystać z trampoliny bogactwa surowców naturalnych jak Norwegia, nie nadajemy się na nową Szwajcarię, a Korea Płd. miała równie jak my beznadziejny punkt wyjścia, a jednak dzięki rozmaitym posunięciom rządu ‒ o czym dalej ‒ z przytupem weszła w nowoczesność. Oddajmy głos Konradowi Godlewskiemu:

Trudno znaleźć artykuł, który rzetelnie objaśniałby, jak to się stało, że firma Samsung wyrosła na największego na świecie producenta elektroniki konsumenckiej. (…) Co z Koreą Południową? Jej historia mało kogo w Polsce interesuje, a przecież kryje się w niej fascynująca opowieść o modernizacji i demokratyzacji. Republika Korei na przekór swemu bliźniaczemu państwu wyrosła na jedną z dwudziestu największych potęg gospodarczych świata. Zdumiewające, że po 1989 roku nie pochylaliśmy się nad jej sukcesem – negatywem północnokoreańskiego zastoju, który nieustannie tak nas frapuje. Poza nielicznymi, niszowymi i fachowymi publikacjami nie pytaliśmy, w jaki sposób kraj doświadczony równie tragicznie jak Polska, zdołał osiągnąć więcej od nas, choć na ścieżkę demokratyzacji wszedł w podobnym czasie, bo w 1987 roku.

Zanim pójdziemy dalej, przywołajmy nieco twardych danych.

koreap

I dla porównania Polska:

pol

Poniżej szczypta historii Korei (będzie o gospodarce centralnie sterowanej, ograniczeniach wymiany walut, produkcji na eksport i innych znanych nam pomysłach), a potem o tym, jak słowa Ala Gore’a zainspirowały Koreańczyków do budowy narodowej infostrady, czym był Cyworld przed Facebookiem i na czym polega fenomen koreańskiej gry Starcraft.

Szczypta historii Korei – od zacofania do elektroniki użytkowej

Wacław Sieroszewski, polski podróżnik i etnograf, który wybrał się do Korei w 1904 roku, opisywał kraj pogrążony w stagnacji, drogi w bardzo złym stanie, korupcję urzędników, zacofane rolnictwo i słabej jakości rzemiosło, dramatyczny poziom szkolnictwa i szwankującą administrację (Znamy? Znamy…..). „Wszystko wydaje się przygnębionem, pozbawionem wszelkiej przedsiębiorczości i chęci do życia. Najmniejsza nowość przeraża; jak zbolałe ciało lęka się najmniejszego dotknięcia, tak społeczeństwo koreańskie obawia się wszelkich zmian. Wszędzie panuje nieufność i płynąca z niej obojętność” – pisał.

Na początku XX wieku Korea była biedna i zacofana nawet w stosunku do rozbiorowej Polski. W Seulu mieszkało zaledwie 220 tysięcy mieszkańców, w Warszawie wówczas aż 700 tysięcy. W latach 1905-1945 Korea znalazła się pod japońskim zaborem. Koreańczycy stali się obywatelami drugiej kategorii, a koreańska kultura podupadła, ale kraj został uprzemysłowiony przez okupantów. Po kapitulacji Japonii w 1945 roku gospodarka załamała się. W ciągu roku powstała i upadła Koreańska Republika Ludowa i kraj dostał się pod autokratyczne rządy Yi Seungmana. Wojna 1950-1953 zrujnowała cały kraj i pochłonęła 4 miliony ofiar. Do poziomu produkcji sprzed wojny gospodarka południowoamerykańska wróciła dopiero w 1960 roku.

W 1961 roku armia Korei Południowej dokonała bezkrwawego przewrotu. Korea Południowa była wówczas uboższa niż komunistyczna Korea Północna. Liderem junty został generał Park Chung-hee. Podstawą gospodarki stała się współpraca biznesowej oligarchii z rządem i koncentracja na produkcji eksportowej. Rząd Parka odniósł ogromny sukces gospodarczy. W ciągu trzynastu lat (1963-1977) koreański PKB wzrósł dziesięciokrotnie, m.in. w wyniku normalizacji stosunków z Japonią, uzyskaniu japońskich reparacji wojennych i pożyczek oraz dostępu do japońskiego rynku (dla mnie brzmi to trochę jak „dotacje unijne”…).

W latach 1946-1976 Korea Południowa uzyskała również 13 miliardów dolarów pomocy ze Stanów Zjednoczonych. Produkcję eksportową traktowano jak sektor strategiczny, rozwijając i chroniąc cłami kolejne gałęzie gospodarki (a więc nie gospodarka liberalna i otwarte rynki, tylko cieplarniana hodowla kolejnych roślin i wysadzanie ich do gruntu już wzmocnionych i zahartowanych). Firmom udzielano licencji na produkcję konkretnych towarów i wyznaczano kwoty eksportowe. Kredytów udzielano przedsiębiorcom realizującym rządowe plany (kojarzą mi się z tym polskie zamawiane kierunki studiów technicznych, chociaż mam świadomość, że wychodzi nam to umiarkowanie…). Ograniczano jednocześnie import i wypływ dewiz z kraju (co oznacza, że Koreańczycy uczyli się zaciskać pasa i ograniczać własną konsumpcję).

W latach 1962-1971 Korea rozwijała się w tempie 11 procent rocznie, a eksport rósł o 30-50% rocznie. Korea utrzymywała przy tym wysoką inflację, na poziomie nawet 20 procent rocznie, ograniczała zasięg i skalę inwestycji zagranicznych, kontrolowała wymianę walut i tolerowała powszechne naruszanie dóbr intelektualnych (sic!!!). Wzrost odbywał się kosztem obywateli, których płace rosły znacznie wolniej niż dochód przedsiębiorstw i państwa, a od których wymagano wytężonej pracy po kilkanaście godzin dziennie. (Swoją drogą, nic się tu nie zmieniło. „Według OECD Koreańczycy są najbardziej zapracowanym narodem świata. Siedzą w pracy do późna, bo nie wypada opuścić stanowiska przed szefem. Powrotne godziny szczytu wypadają w Seulu znacznie później niż w Warszawie. Zaczynają się o godzinie siódmej wieczorem i trwają do dziewiątej, a nawet jeszcze dłużej” – Konrad Godlewski).

W 1972 roku nastąpiło zaostrzenie autorytarnej polityki Parka. Tempo wzrostu gospodarki spadło do ok. 8% rocznie. W 1979 roku Park został zabity, a jego miejsce zajął generał Chun Doo-hwan, rządzący równie autorytarnie. Na początku lat 80. wzrost gospodarczy sięgnął 12% rocznie, choć krajem wstrząsały protesty społeczne. W 1981 roku Seul zyskał prawo zorganizowania igrzysk olimpijskich, które stały się katalizatorem społecznych przemian. W 1985 roku rozpisano wybory parlamentarne, w czerwcu 1987 roku rozpoczął się proces demokratyzacji.

W 1991 roku Korea przystąpiła do ONZ, koreańskie produkty zaczęły być rozpoznawalne na świecie, a koreańskie firmy zaczęły inwestować za granicą, również w Polsce (leganza, nubira, matiz i tico – pamiętamy…). Korea okazała się przykładem sukcesu gospodarki planowej. Kolejne południowokoreańskie plany pięcioletnie – szósty z lat 1987-1991 i siódmy z lat 1991-1996 – zakładały rozwój elektroniki i nowych technologii. Na inwestycje przeznaczano ponad jedną trzecią PKB rocznie. Kryzys azjatycki lat 1997-1998 zniszczył Koreę opartą na rozwoju przemysłowym, eksporcie i taniej sile roboczej, ale powołał do życia Koreę opartą na innowacyjności. W 2010 roku Korea Południowa zgłosiła ponad 170 tysięcy patentów, podczas gdy Polska zaledwie 3430. W 2010 roku Samsung, największy na świecie producent elektroniki użytkowej, sprzedał w Polsce więcej telefonów komórkowych niż Nokia.

Początek lat 90. i plan informacyjnej superautostrady

Na początku lat 90. Korea Południowa wcale nie była informatyczną potęgą. Na świecie kojarzyła się z tanią elektroniką i samochodami, olimpiadą w Seulu i rozpoczętą właśnie demokratyczną transformacją. Prezes Narodowej Agencji Społeczeństwa Informacyjnego w Seulu wyjaśniał, że impulsem do rozpoczęcia narodowego programu budowy infrastruktury społeczeństwa informacyjnego były słowa Ala Gore’a, który ogłosił, że zbuduje w Stanach Zjednoczonych informacyjną superautostradę. Kim Young-sam wybrany na prezydenta w 1992 roku poparł pomysł rozbudowy sieci i w 1994 roku powstał plan Koreańskiej Autostrady Informacyjnej, nad którym czuwało utworzone w tym celu Ministerstwo Informacji i Komunikacji (to ile lat jesteśmy w plecy w stosunku do Koreańczyków?), a w parlamencie przegłosowano specjalną ustawę o promocji informacji.

Rząd uznał, że idealną strategią dogonienia Japonii będzie przekształcenie gospodarki koreańskiej w gospodarkę opartą na wiedzy i wsparcie innowacyjności. Później, mimo kolejnych zmian rządów, strategia ta nigdy nie była kwestionowana. Kryzys azjatycki przyspieszył jeszcze rozwój Internetu, bo władze uznały go za sposób na wyjście z gospodarczych kłopotów. Wsparto powstawanie kafejek internetowych i przełamano monopol Korea Telecom.

Przez pewien czas o rynek Internetu szerokopasmowego, dostępnego od 1998 roku, konkurowało 30 podmiotów, co pomogło zbić ceny abonamentu. W 1999 roku w Korei było nieco ponad 3 miliony internautów, w 2000 roku już 11 milionów, w 2001 roku 19 milionów, w 2005 roku 33 miliony, czyli 73% społeczeństwa (Polsce nie udało się jeszcze osiągnąć tego poziomu). Na internetyzację wydano z budżetu państwa 900 milionów dolarów, przy czym firmy telekomunikacyjne wyłożyły ok. 33 miliardów dolarów. Informacyjna autostrada została ukończona w 2005 roku.

Eksperci badający fenomen Korei Południowej uznają, że w kraju tym zadziałał splot korzystnych okoliczności. Korea miała młode i wykształcone społeczeństwo, ceny łączy internetowych były niskie, transformacji sprzyjało wysokie zagęszczenie populacji i niewielkie rozmiary kraju, a gry komputerowe i kafejki internetowe wywołały modę na korzystanie z Internetu w ogóle, która została podchwycona przez skłonnych do konformizmu Koreańczyków.

Ważne były również działania rządu, który wsparł budowę sieci światłowodowych między największymi miastami, a potem zachęcał firmy, instytucje i obywateli do korzystania z Internetu m.in. przez organizację kursów internetowych dla osób w starszym i średnim wieku. Kiedy w 2005 roku amerykański Facebook dopiero raczkował, będący jego odpowiednikiem południowokoreański Cyworld miał już 13 milionów użytkowników, czyli jedną czwartą ludności kraju. W 2004 roku powstał w Korei pięcioletni plan rozwoju sportu elektronicznego i branży gier sieciowych (!!!), a dwa lata później ustawa o przemyśle gier komputerowych. Producenci rozrywkowego oprogramowania dostają wysokie ulgi podatkowe, a nagrody dla zwycięzców w sporcie elektronicznym obciążone są znacznie niższym podatkiem niż w przypadku gier tradycyjnych.

Fenomen Starcrafta

Zaangażowanie obywateli w gry komputerowe, zwłaszcza grę StarCraft, której premiera w 1998 roku przypadła na apogeum kryzysu azjatyckiego i która w ciągu kilku lat wciągnęła miliony Koreańczyków, jest fenomenem na światową skalę. Liczbę graczy w Korei szacuje się na 15-25 milionów (to tak, jakby w Polsce w gry komputerowe grało 13-19 milionów mieszkańców!), wartość rynku gier w samej Korei wynosi 4 miliardy dolarów (dane podaje za książką „Korea…”). Dziś zmagania wirtualnych graczy ogląda w telewizji dziesięć milionów Koreańczyków, czyli jedna piąta całej populacji, a e-mecze odbywają się w doskonale przygotowanych halach sportowych.

E-sport ma własne kanały telewizyjne, kluby e-sportowe i oddane rzesze fanów. E-sportowcy mieszkają w kampusach i trenują do kilkunastu godzin dziennie, a sukcesy w tej dziedzinie stały się dla najlepszych motorem społecznego awansu. Zwykły gracz zarabia ok. 1900 dolarów miesięcznie, ale prawdziwa gwiazda może zarobić nawet 28 tysięcy dolarów miesięcznie. Klubów e-sportowych jest w Korei Południowej 11, a zawodowych graczy około 300.

Po 2005 roku nowa dyscyplina sportowa zaczęła przyciągać sponsorów tak znaczących jak linie lotnicze Korean Air i gaże zawodników skoczyły w górę. W segmencie gier komputerowych Korea jest znakomicie rozwiniętym rynkiem, który reszta świata próbuje dogonić. W Digital Media City, nowej informatycznej dzielnicy Seulu, powstaje pierwszy na świecie obiekt e-sportowy, który będzie się składał z dwóch e-stadionów i parku tematycznego poświęconego grom komputerowym. Jedną trzecią kosztów inwestycji wartej 41 milionów dolarów pokryje państwo. Organizacja World Cyber Games, światowych igrzysk gier komputerowych, jest uznawana przez rząd za jeden ze sposobów budowy marki Korei Południowej na świecie. W Korei Południowej powstało Koreańskie Stowarzyszenie e-Sportu, pierwsze na świecie tego rodzaju profesjonalne stowarzyszenie.

Charakter narodowy? To bez znaczenia.

Na koniec znów oddam głos autorowi „Korei…”. „Każda teoria wywodząca bogactwo narodów wyłącznie z ich kultur to zwykle litania pobożnych życzeń albo stek bredni. Owszem, kultura odgrywa ważną rolę, określając skłonność całych społeczeństw do oszczędzania, migracji czy inwestowania w edukację. Nie przesądza ona jednak o nowoczesności bądź też zacofaniu. Energiczny rząd z dobrym programem reform jest w stanie zmodernizować dowolny kraj w ciągu pokolenia, obalając przy tym przesądy o takim czy innym „charakterze narodowym” jego mieszkańców”.

Zdjęcie.