39

Jak stracić pracę w social media?

140 znaków – tyle może dzielić pracownika od zwolnienia. Oczywiście jeśli jest skrajnie nieodpowiedzialny, a na dodatek głosi rasistowskie poglądy. Właśnie tak było w przypadku Justine Sacco rzeczniczki internetowego giganta InterActivCorp. Jej wiadomość wznieciła ogromną burzę w sieci pokazując, że jaką rolę pełnią dziś portale społecznościowe i jak niedopasowana do niej jest powyższa nazwa. Przed […]

140 znaków – tyle może dzielić pracownika od zwolnienia. Oczywiście jeśli jest skrajnie nieodpowiedzialny, a na dodatek głosi rasistowskie poglądy. Właśnie tak było w przypadku Justine Sacco rzeczniczki internetowego giganta InterActivCorp. Jej wiadomość wznieciła ogromną burzę w sieci pokazując, że jaką rolę pełnią dziś portale społecznościowe i jak niedopasowana do niej jest powyższa nazwa.

Przed wejściem na pokład samolotu kierującego się do Kapsztadu, Sacco napisała na swoim Twitterze: „Jadę do Afryki. Mam nadzieję, że nie zachoruję na AIDS. Żartuję, jestem biała”.

Ta skrajnie rasistowska wiadomość następnie rozprzestrzeniła się w Internecie w sposób viralowy, wzbudzając falę krytyki wszędzie, gdzie się pojawiła. Na początku nie można było mieć pewności czy telefon Pani rzecznik nie stał się obiektem zainteresowanie jakichś hakerów, albo czy po prostu nie został zagubiony, a następnie użyty przez jakiegoś żartownisia. Na odpowiedź Sacco nie mogliśmy liczyć ponieważ lot do Kapsztadu trwa ponad 11 godzin, które są czasem kompletnego odcięcia od sieci.

Pracodawca autorki feralnej wiadomości nie zaryzykował oczekiwania na lądowanie samolotu w RPA i postanowił opublikować oświadczenie, w którym zapowiedział wyjaśnienie sprawy, a także zapewnił, że takie poglądy nie odzwierciedlają polityki firmy. A firma to nie byle jaka. IAC jest właścicielem portfela 50 rozpoznawalnych internetowych marek wśród których są np. ask.com, about.com czy CollegeHumor.

W Internecie czas płynie jednak bardzo szybko (pokazuje to także niedopasowanie sposobów podróżowania do wymagań współczesnej komunikacji, czyli bycia online 24/7), a interauci potrafią być wyjątkowo pomysłowi. Komentując sprawę na Twitterze używali oni taga #HasJustineLandedYet i rozprawiali między sobą czy kiedy Sacco wyląduje będzie jeszcze miała pracę.

Niedługo do wyjściu z samolotu Sacco przyznała się, że to właśnie ona jest autorką tego tweeta, a IAC postanowiło rozstać się ze swoją byłą już rzeczniczką. Obecnie wystarczy zerknąć na jej konto na Facebooku, aby przekonać się, że stała się internetowym kozłem ofiarnym.

Abstrahując jednak od karygodnej treści wiadomości, trzeba zauważyć, że takie strony jak Twitter czy Facebook już dawno przestały być portalami społecznościowymi, a stały raczej miejscem budowania swojej cyfrowej tożsamości. Różnica jest łatwo dostrzegalna – nie komunikujemy się już z grupką starannie dobranych znajomych, a wypuszczamy swoje treści w szeroki eter. Powstałą niszę dość żwawo zapełniają aplikacje takie jak Snapchat.

Nawet biorąc pod uwagę, że Sacco tweetowała z prywatnego konta, to nie przestała przecież być dość wysoko postawionym pracownikiem IAC, który cały czas musi się troszczyć o dobre imię swojego pracowdawcy. Teraz Sacco jest już (kolokwialnie mówiąc) „spalona” w swojej PR-owej działce, a propozycje wprowadzenia powszechnego prawa do bycia zapomnianym już raczej jej nie pomogą.

Mam nadzieję, że ta historia da Wam nieco do myślenia w kontekście rzeczy publikowanych w Internecie i odpowiedzialności jaką mogą one na Was ściągnąć.