123

Jak sobie tłumaczymy moralności Kalego?

Nie wiem czy zauważyliście jak internauci (czyli my wszyscy) wrażliwi są prawa autorskie odnoszące się do treści, które tworzą. Właściwie jest to jedna z nielicznych rzeczy, która łączy wszystkich. Własność tekstu, prawo do niego i oburzanie się kiedy ktoś w bezpardonowy sposób skopiuje go do swojego serwisu i wykorzysta jako własny. Nie ma właściwie obrońców […]

Nie wiem czy zauważyliście jak internauci (czyli my wszyscy) wrażliwi są prawa autorskie odnoszące się do treści, które tworzą. Właściwie jest to jedna z nielicznych rzeczy, która łączy wszystkich. Własność tekstu, prawo do niego i oburzanie się kiedy ktoś w bezpardonowy sposób skopiuje go do swojego serwisu i wykorzysta jako własny.

Nie ma właściwie obrońców tego typu praktyk (korzystania z cudzych treści), nikt nie rozpoczyna krucjaty pod hasłem „treści muszą być wolne”, „uwolnijcie kontent od autora” itp. Nikt też nie mówi, że ma gdzieś jak autor skradzionego tekstu na nim zarabia. Wszystko to jest kompletnym przeciwieństwem tego jak internauci podchodzą do praw licencyjnych i autorskich programów komputerowych, filmów i gier.

Co ciekawe buntujemy się również kiedy widzimy płatne treści, płatne ebooki itp. W przypadku kiedy jednak ktoś skorzysta z 10 linii naszego tekstu nie pytając nas o zdanie, wytaczamy armaty i krzyczymy na całe gardło „złodziejeeeee!”. Pamiętacie pewnie wiele takich sytuacji – ja też pamiętam kiedy unosiłem się gdy ktoś pożyczał mój tekst nawet nie podpisując go właściwie.

Trochę w tym wszystkim jest jednak moralności Kalego, za wszelką cenę nie chcemy płacić za materiały w internecie i to co możemy ściągnąć za darmo nawet jeśli łamiemy przy tym prawo. Natomiast to co sami produkujemy uważamy za bezcenne i unikalne a dysponowanie tym bez naszej zgody za skandalicznie niewyobrażalną praktyką.

Ciekawy jestem jak my to sobie tłumaczymy?