4

Jak się zabrać za globalny startup? Rozmawiam z Alexem Farcetem z Startupbootcamp

Goście ostatniego Pitch Rally był Alex Farcet, człowiek odpowiedzialny za stworzenie programu dla startupów Startupbootcamp . Miałem okazję zadać mu kilka pytań za pośrednictwem organizatorów imprezy Pitch Rally (niestety nie mogłem w niej uczestniczyć). Zapraszam więc do przeczytania moim zdaniem bardzo ciekawego wywiadu z Alexem, który pokazuje tak naprawdę jak dużo możliwości mają w tych […]

Goście ostatniego Pitch Rally był Alex Farcet, człowiek odpowiedzialny za stworzenie programu dla startupów Startupbootcamp . Miałem okazję zadać mu kilka pytań za pośrednictwem organizatorów imprezy Pitch Rally (niestety nie mogłem w niej uczestniczyć). Zapraszam więc do przeczytania moim zdaniem bardzo ciekawego wywiadu z Alexem, który pokazuje tak naprawdę jak dużo możliwości mają w tych czasach startupy, które myślą o rynku globalnym i chcą wyjść z swoim przedsięwzięciem poza własny kraj.

Na czym polega idea Startupbootcamp i jakie są plany rozwoju projektu?

AF: Startupbootcamp to akcelerator startupów, jesteśmy więc jak taki klasyczny inkubator projektów startup, ale na steroidach. Zachęcamy zespoły z całego świata do zgłaszania się do programu – do tej pory była ich już ponad setka, dajemy wybranym na początek trochę pieniędzy – 4000 euro na członka zespołu, dajemy im powierzchnię biurową do pracy oraz dostęp do grupy mentorów, którzy najczęściej są bardzo doświadczonymi przedsiębiorcami.  Po 3 miesiącach intensywnej pracy organizujemy tzw. dzień inwestora.  Ostatnio na takie spotkanie przyszło 70 inwestorów. Jeśli pomysł się sprzeda, zastrzegamy sobie 8% udziałów. Pierwszy program odbył się jesienią w Kopenhadze, przed nami kolejny w Madrycie latem, później Kopenhaga po raz drugi jesienią, następnie Dublin w styczniu , a na koniec – mamy nadzieję – Berlin. Naszym celem jest bycie najlepszym źródłem inwestycji dla funduszy venture capital early stage w zakresie nowych technologii w Europie.

Jak polskie startupy mogą skorzystać z programu?

Mamy zespoły z całego świata: rumuńskie, argentyńskie, z Wielkiej Brytanii, z krajów bałtyckich. Polskie zespoły są bardzo mile widziane. Proces aplikacji jest bardzo prosty – kilka pytań na stronie http://www.startupbootcamp.org. Kolejnym etapem jest zaproszenie na rozmowę. Pomysł na startup jest oczywiście ważny, ale najistotniejsi przy takich projektach są ludzie – na nich się skupiamy.

Jakie są kryteria przyjmowania projektów do programu?

Pierwszy filtr to oczywiście aplikacja online; opisywanie swojego pomysłu, tego, jak duży jest nasz rynek docelowy, jak chcemy osiągnąć cele, jaki jest nasz model biznesowy i nasze dotychczasowe doświadczenia. Te doświadczenia są ważne – zależy nam na znajdowaniu ludzi, którzy już coś zrobili, mają osiągnięcia i porażki, a nie jedynie dobre, kreatywne pomysły. Drugi etap to dość subiektywna ocena dokonywana w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej. I tu skupiamy się już przede wszystkich na ludziach i ich charakterze: musimy mieć przekonanie, że są to osoby nie do zatrzymania. Bycie przedsiębiorcą na rynku nowych technologii to z jednej strony zadanie wymagające odwagi, determinacji i grubej skóry, zdrugiej zaś pewnego rodzaju pokory. Chcemy, żeby były to osoby, które skorzystają z wiedzy mentorów i dostosują się do warunków programu – w przeciwnym razie nie wyniosą z niego żadnych korzyści.

Kto wchodzi w skład takiego „jury”?

Ja i mój wspólnik. Bardzo często zdarza się jednak, że zapraszamy trzecią osobę, tzw. eksperta (zazwyczaj jest to jeden z  mentorów), który lepiej zrozumie projekt np. od strony technologicznej. Ostateczna decyzja należy jednak do tej osoby, która prowadzi dany program, ponieważ to ona będzie musiała żyć z danymi ludźmi przez kolejne  3 miesiące.

Jakie sukcesy już odnieśliście?

4 miesiące po pierwszym programie mamy 5 zespołów, które już pozyskały inwestora, 19, które są w trakcie rozmów i 1, który wciąż szuka. Uważamy to za bardzo dobry wynik. Żaden ze startupów, z którymi pracowaliśmy, nie miał jeszcze wielkiej premiery, ale mogę powiedzieć, że są to naprawdę fajne drużyny zdolnych ludzi. Jedną z nich jest np. MAGMA, która robi aplikacje dla redaktorów magazynów, Groovy, który robi marketing filmów na Facebooku. Jesteśmy nadal na początku – spytaj mnie o te projekty za 12 miesięcy.

Jakiej rady udzieliłbyś polskim autorom projektów startup, które chcą zaistnieć na arenie międzynarodowej?

Dołącz do Startupbootcamp (śmiech). Albo wybierz jakikolwiek inny europejski program jak Seedcamp czy Hackfwd. Jest ich w  europie dość dużo. Trzeba myśleć globalnie, a najłatwiej jest zacząć  to robić przez wyjście ze swojego rodzinnego miasta i kraju i popracowanie przez kilka miesięcy za granicą. Bądź w innym środowisku. To sprawi, ze będziesz też skupiony w 100 % na swoim startupie. Jak jesteś w domu, masz swoją rodzinę, znajomych, swoją rutynę, które Cię rozpraszają. Nawet jeśli nie dołączysz do żadnego programu, przeprowadź się na jakiś czas do Berlina czy Londynu, poznawaj nowych ludzi, poszerz swoje kontakty, spójrz na swój projekt z innej perspektywy.  Trudno wyjść na rynek europejski siedząc cały czas w jednym miejscu.

Istnieje też zupełnie odwrotna strategia; zostań w domu, osiągnij wielki sukces w Polsce i potem wyjdź z produktem za granicę. Problem z tym jest taki, że realizacja tej strategii będzie dużo wolniejsza. Internet rozwija się tak szybko, że za w trakcie 2 lat budowania silnej pozycji w Polsce mogliśmy stracić już resztę Europy.

Jak oceniasz polskie startupy i ich twórców na tle innych w Europie?

Trudno mi na razie to stwierdzić, nie chcę posługiwać się stereotypami. Polacy mają na pewno świetne zaplecze, jeśli chodzi o zdolnych programistów, są dobrze wykształceni, mówią po angielsku. Było to widać dzisiaj w trakcie spotkania Picth Rally – wszystkie drużyny przygotowały prezentacje projektów po angielsku, widzą swój produkt na rynku globalnym, mają sensowną koncepcję dalszego rozwoju i monetyzacji swoich pomysłów. O to chodzi.