22

Naprawiona bateria i druga młodość: format Macbooka po 5 latach

Macie tak czasem, że reinstalacja systemu to ostanie, co przychodzi Wam do głowy? I jeszcze MacBook, czyli macOS, którego podobno się nie czyści. To miejska legenda. I po części przez nią zwlekałem z tym 5 długich lat.

Czasem łapię się na tym, że pewne oczywiste rzeczy odkładam w czasie, dodatkowo nie widząc szansy na realną poprawę. Zbieram się od jakiegoś czasu do reinstalacji Windowsa 10 na służbowym komputerze, ale kiedy pomyślę ile czasu spędzę na ponownym instalowaniu używanych codziennie programów i konfiguracji Adobe Premiere Pro oraz Adobe After Effects (presety, efekty itp), to odkładam to na kolejny tydzień. Kiedyś pewnie pęknę i nie wytrzymam okazjonalnych zwolnień lub przycięć komputera, które moim zdaniem na 90% wynikają z tego, że za długo nie reinstalowałem systemu.

Systemu w MacBooku się nie reinstaluje, wystarczą aktualizacje

Nigdy nie byłem i nigdy nie będę power-userem macOS. Z uwagi na wysokie ceny komputerów i porzucenie Final Cut Pro X (program do montażu wideo) nie wrócę na stałe do komputerów Apple. Przyzwyczaiłem się do Windowsa 10 na tyle, że nie trafia mnie już przy nim szlag, dodatkowo lubię sobie czasem pograć, a Premiere Pro wykorzystuje podzespoły, w tym kartę nVidii. I to są rzeczy, z których nie zrezygnuję, nie rozważam więc ani zakupu nowego MacBooka, ani komputera iMac.

Ale jednak wciąż używam swojego leciwego już rMBP 13, którego kupiłem w styczniu 2015 roku (model mid 2014, najprostsza konfiguracja). I teraz uwaga, bo to będzie dobre. Od zakupu nie czyściłem komputera, jedynie aktualizowałem go nowymi wersjami systemu operacyjnego.

Przymierzałem się kiedyś do długoterminowej recenzji tego sprzętu, ale mogę też to napisać w skrócie. Miałem w życiu kilka nienajgorszych laptopów, testowałem dziesiątki ultrabooków i żaden z tych sprzętów nie był moim zdaniem tak dobry i tak odporny – na mnie – jak MacBook. Po pierwsze zero problemów z systemem, po drugie sprawne działanie po kilku latach mimo posiadania mizernie wydajnej konfiguracji. Po trzecie trwałość – sprzęt zjeździł ze mną pół świata, spadał, obijał się w plecakach, na konferencjach i wciąż żyje. Oczywiście pojawiły się też problemy – naprawa gwarancyjna odklejającej się folii antyrefleksyjnej w ekranie Retina, wytarta farba na niektórych klawiszach klawiatury oraz kiepski czas pracy na jednym ładowaniu, który dał się we znaki po około czterech latach. Dał się we znaki tak, że system informował nawet o „problemach z baterią” i sugerował jej wymianę.

Rozmawiamy czasem z Kamilem Świtalskim o MacBookach i jednym z tematów była ostatnio wydajność. Przyzwyczaiłem się do tego, że mój leciwy już sprzęt trochę się krztusi przy obróbce zdjęć w Pixelmatorze, wydaje się też działać nieco wolniej w takim codziennym użytkowaniu. Wciąż jest to jednak poziom lepszy niż nowe, tańsze ultrabooki, które testuję – ale jednak gorszy niż kiedyś. No, ale przecież ciągle wrzucam tam nowe systemy, aż dziw bierze, że sprzęt mimo wieku jest jeszcze nimi wspierany, dostaje ich nowe funkcje i po prostu działa.

A weź go sformatuj, jest szansa, że pomoże na wszystko – może i na baterię – napisał Kamil.

Ale jak to formatować MacBooka?!?!

– pomyślałem

No, ale ok, nie używam już tam zbyt wielu aplikacji, które musiałbym na nowo konfigurować, więc w sumie czemu nie. Dysk 128GB nie jest duży, kilkadziesiąt GB danych da się szybko, łatwo i bezproblemowo zrzucić. Przecież gorzej nie będzie, prawda?

Format MacBooka, jak to format MacBooka. Wybrałem opcję najbardziej inwazyjną, wyczyściłem i wykasowałem wszystko co oferował tryb przywracania. Chciałem nowy system i gołe dyski.

Nie spodziewałem się cudów.

Skłamałbym jednak mówiąc, że efekt znacząco nie przerósł moich oczekiwań.

Tak na oko przynajmniej 30% wzrostu wydajności (czy raczej jej powrotu), co przekłada się zarówno na czas uruchamiania systemu, aplikacji, pracę w nich, jak i ogólne odczucia. Mimo porządku musiał być już na dysku taki śmietnik, że komputer dławił się szukając odpowiednich plików. To samo jeśli chodzi o system – obstawiałem raczej, że sprzęt będzie sobie radził gorzej z każdą kolejną aktualizacją macOS, tymczasem po wyczyszczeniu okazuje się, że najnowsza wersja działa lepiej niż poprzednia. I nawet ta jeszcze wcześniejsza.

Ale największym zaskoczeniem była jednak bateria

Nie dość, że po formacie komputera zniknął monit problemów z ogniwem, to zauważalnie wzrosła jego żywotność – czyli tak zwany czas pracy na jednym ładowaniu. Fakt, nie jest tak dobrze (o ile w przypadku rMBP 13 z tamtego roku można używać słowa „dobrze”) jak po zakupie, ale w tym samym czasie, po tych samych czynnościach z tymi samymi ustawieniami jasności ekranu oraz podświetlenia, komputer jeszcze kilka tygodni temu gubił około 45% baterii. Teraz jest to niecałe 30%, czyli dość znacząca różnica.

Można więc śmiało powiedzieć, że mój MacBook – czyli komputer, któremu według wielu osób nie są potrzebne formaty – dostał nowe życie, drugą młodość. I cieszy najbardziej właśnie ta bateria, bo powoli zbierałem się do jej wymiany, a tak na razie mogę sobie odłożyć jeden wydatek, bo i zaufanie do czasu pracy dość mocno się zmieniło. Wciąż nie jest tak jakbym tego chciał, ale jako komputer do pisania podczas podróży bez dostępu do ładowarki znów powinien zdać egzamin.

Swoją drogą muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony z zakupu tego sprzętu. Dzisiejsze ceny MacBooków raczej nie zachęcają, ale i wtedy był to sprzęt droższy niż laptopy konkurencji z porównywalnymi podzespołami. Przerabialiśmy jednak w redakcji te same konfiguracje i nikt nie ma już na biurkach ani jednego z tych sprzętów. Któryś zaczął się grzać jak szalony, innemu odmówiła posłuszeństwa klawiatura, a jeszcze innemu ekran. Mój MacBook natomiast był ciągle przenoszony, towarzyszył mi w podróżach, wyrenderowałem na nim mnóstwo filmów (więc obciążenie fizyczne i sprzętowe nieporównywalnie większe niż praca biurowa), a jednak wciąż jest nie tylko sprzętem używalnym, ale i na tyle sprawnym, by posłużyć jeszcze jakiś czas. I teraz zostaje tylko pytanie – jak bardzo zyskałaby jego wydajność, gdybym oddał go do czyszczenia.

grafika: 1, 2, 3