8

Jak najlepiej „połamać” tablet do wielkości smartfona. To szaleństwo się dopiero zaczyna…

Na dziś, koreański Samsung jest zdecydowanym liderem, jeśli chodzi o niszę smartfonów i smartfono-tabletów ze składanymi ekranami. Firma ewidentnie widzi w tym segmencie szansę na sukces i szykuje się do kolejnych eksperymentów. Koreańczycy pokazali, jak na razie komiksowe, zajawki dwu kolejnych urządzeń, „ukrywających” wielkość ekranu, z których przynajmniej jedno wydaje się pewniakiem, do wprowadzenia do produkcji.

Nie ma się jednak co oszukiwać, wszystko, co na dziś można kupić w ramach tej niszy, ciągle jest bardziej eksperymentem niż gotową technologią. Czy to źle? Wręcz przeciwnie, jak powiedział wielki wynalazca Thomas Edison:„Nie poniosłem porażki. Po prostu odkryłem dziesięć tysięcy błędnych rozwiązań”. Tak kiedyś, jak i teraz, to głównie takie rozwiązania prowadzą do tego, które w końcu zadziałał zgodnie z oczekiwaniami.

Kto nie ryzykuje…

Eksperymentowanie poza laboratorium, na klientach wydających własne pieniądze, ma jednak i ciemną stronę. Ponieważ jest narażone na groźbę wystąpienia znacznie większej ilości chorób wieku dziecięcego, często odbywa się to kosztem utraty zaufania części klientów, i to pomimo tego, że większość z nich jest świadoma eksperymentalnego charaktery produktu.

W takiej sytuacji firmy mają trzy wyjścia, wycofać się całkowicie licząc, że klienci szybko zapomną o wpadce i samym produkcie; brnąć w błędne rozwiązania i udawać, że nic się nie dzieje (przykład Apple z klawiaturą motylkową); rozwijać produkt, pokazując z wersji na wersję wyraźny progres. Ta ostatnia droga, choć trudna i niepewna, daje doskonałe benefity wizerunkowe, przypinając firmie łatkę innowatora.

Galaxy Fold case study

Doskonałym przykładem takiej drogi jest Samsung z serią Galaxy Z Fold. Pierwsza generacja tego telefonu była dramatem, który przyniósł Samsungowi zamiast spodziewanej chwały, sporo minusowych punktów w zakresie marketingu marki. Jednak drugiej wersji udało się wykonać właśnie taki ogromny skok pod względem jakości, wygląd i użyteczności.

Pomimo tego, że i w jego wypadku, w czasie użytkowania ciągle trzeba pogodzić się z wieloma technologicznymi kompromisami, świadomość tego progresu zaczyna już dziś pracować na korzyść Samsunga. Widzą to też konkurencyjne firmy z Chin i Korei, także coraz odważniej eksperymentujące ze swoimi produktami.

Ciekawe projekty i dziwactwa nadchodzą

Wydaje się więc, że przez najbliższe lata będziemy obserwować wysyp przeróżnych konstrukcji, testujących kolejne, raz mądrzejsze, a drugi raz głupsze rozwiązania, z których większość zakończy się rynkową porażką. Jednak to właśnie te wpadki pozwolą skrócić czas, potrzebny do opracowania składanego smartfona dla zwykłego, no może ciut bardziej zamożnego, Kowalskiego.

Czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie? Wspomniane projekty Samsunga to większa wersja Galaxy Fold, składana tym razem na trzy części. Podobny projekt pokazało też, coraz mocniej rozpychające się na smartfonowym rynku, TCL. To naturalny kierunek poszukiwań i wydaje się, że wejście takich urządzeń do sprzedaży to kwestia raczej krótkiego czasu.

Nie jest to jednak wbrew pozorom kierunek bezproblemowy. Firmy będą musiały się nieźle nagimnastykować, żeby zachować przyzwoitą grubość konstrukcji po złożeniu. Każdy kto widział obecne Foldy wie, że grubość to właśnie jeden z tych kompromisów, które trzeba przyjąć.

Z góry przegrani?

Kolejnym projektem pokazanym przez Samsunga miałby być tablet w formie tuby. W jej środku byłby umieszczony elastyczny ekran OLED, nawinięty na rolkę i w razie potrzeby rozwijany. Podobną koncepcję zastosowało LG w jednym ze swoich telewizorów. Tutaj jednak mam spore wątpliwości, czy projekt wyjdzie poza stadium prototypu.

Ilość problemów tak konstrukcyjnych (umiejscowienie bateri), jak i ergonomicznych (rozwijany miękki ekran na czymś trzeba położyć), jakie przychodzą na myśl po jego obejrzeniu, jest tak duża, że pojawienie się urządzenia w sklepach byłoby dla mnie dużą niespodzianką.

Inne drogi

Kilka firm, między innymi TCL, pracuje nad telefonami rozsuwanymi, w których część ekranu jest rolowana do wnętrza obudowy. Ta potrafi się rozsuwać przy pomocy mechanizmu przypominającego ten znany z szuflad. Na pierwszy rzut oka takie rozwiązanie ma przewagę nad „łamańcami” w postaci braku zbyt ostrego zagięcia. Te telefony powinny niedługo pojawić się na rynku, więc się przekonamy, czy w drugą stronę odsłonięty mechanizm slidera nie okaże się jego piętą achillesową.

Nie ma wątpliwości, że przed wszystkimi innowatorami jeszcze długa droga, tak w kwestii koncepcji, dopracowania mechanizmów, jak i przede wszystkim dopracowania materiałów, z których budowane są elastyczne ekrany. Przed nami wiele zaskakujących premier, zapewne nieraz podobnie oryginalnych i zaskakujących jak choćby LG Wing.

Patrz też za siebie

Firmy, które wystartowały w tym wyścigu muszą się jednak mieć na baczności. Największym zagrożeniam dla nagrody za ich wysiłki jest bowiem, przyczajone z tyłu, ale bez wątpienia obserwujące ten rynek, Apple. Może się okazać, że odważni poniosą koszty początkowego rozwoju, a tuż przed momentem przełomu najszybciej rozpozna go Apple, i jak już kilka razy w historii bywało, spije całą śmietankę. Innowatorzy nie zawsze dostają nagrodę za swoje wysiłki.

Źródło: [1]