3

Różne spojrzenia na problemy Polaków na emigracji. Jak najdalej stąd – recenzja

jak najdalej stąd recenzja
Piotr Domalewski powraca z nowym filmem na temat emigracji. Co zaserwował widzom po Cichej nocy?

Piotr Domalewski zdążył już zabłysnąć w świecie pierwszego kina swoim poprzednim filmem. Cicha noc została bardzo ciepło przyjęta przez krytyków jak i widzów. Produkcja zdobyła aż 10 Orłów z 12 nominacji. Taki reżyserski start to naprawdę coś. Domalewski tym samym złozył sporą obietnicę względem swojej kariery, gwarantując widzom, że na jego dziełach będą mogli nie tylko dobrze się bawić, ale i coś przeżyć. Na kolejny pełnometrażowy film od Domalewskiego nie musieliśmy czekać zbyt długo.

Jak najdalej stąd – recenzja

Jak najdalej stąd pokazuje nam opowieść rodziny Hudzików, skupiając się przede wszystkim na córce – Oli. W głównej roli wystąpiła debiutująca na dużym ekranie Zofia Stafiej. Siedemnastolatka żyje wraz z matką (Kinga Preis) i niepełnosprawnym bratem w Polsce. Chodzi do szkoły, dorabia sobie na czarno w myjni i stara się zdać wymarzone prawo jazdy. Ojciec obiecał jej bowiem, że gdy wreszcie jej się uda, kupi jej samochód. Nie poznajemy taty dziewczyny. Mężczyzna od lat pracuje w Irlandii, wysyłając pieniądze rodzinie w trudnej sytuacji. Z fabuły dowiadujemy się, że nie utrzymuje z nimi zbyt dobrego kontaktu. Dla Oli stał się kimś mocno oddalonym, niemalże w jej życiu nieobecnym. Do rodziny dociera informacja, że w pracy ojca zdarzył  się wypadek, w skutek którego żywiciel rodziny zmarł. Jego ciało znajduje się w Irlandii. Tak oto rozpoczyna się podróż Oli. Matka wysyła znającą angielski siedemnastolatkę, aby załatwiła formalności z przewiezieniem ciała ojca do Polski, aby go tu pochować. Ze względu na trudną sytuację finansową rodzina nie może pozwolić sobie na opłacenie kogoś, kto załatwiłby wszystko za nich.

Dziewczyna otrzymuje trochę pieniędzy, bilet na samolot i rusza do Irlandii, aby tam spróbować się odnaleźć, poradzić sobie z trudnościami spraw dorosłych i dowiedzieć się czegoś o swoim ojcu. Okazuje się bowiem, że dziewczyna wie o nim bardzo niewiele. Nie wie, jaką był osobą i żałuje, że nie będzie miała okazji dowiedzieć się tego samodzielnie. W trakcie swojej drogi spotyka pracownika urzędu załatwiającego emigrantom legalne prace – w tej roli Arkadiusz Jakubik. Trzeba przyznać, że powracająca co rusz postać mężczyzny jest najjaśniejszym punktem filmu. Nie sposób po prostu nie poczuć do niego sympatii. Jakubik jak zwykle stanął na wysokości zadania, mimo że jego rola jest raczej epizodyczna.

Zofia Stafiej nie zaskoczyła mnie niestety ani pozytywnie, ani negatywnie. Jeszcze nie jest aktorką, której występy zapadają na zawsze w pamięć, ale widać, że ma w sobie coś, co wystarczy rozwijać, aby kiedyś móc osiągać sukcesy na tym polu. Niestety nie przypadła mi do gustu jej postać. Z początku nie mamy zbyt wiele powodów, aby lubić Olę. Dziewczyna bywa roszczeniowa i nerwowa. Dąży do własnych celów, po drodze irytując nawet takimi drobiazgami jak śmiecenie na ulicy.

Fabuła często jest pchana do przodu nie dzięki jej działaniom, a farcie i przypadkom. Spora część bohaterów ma tendencje do zostawiania jej samej w pomieszczeniach pełnych ważnych dokumentów lub pieniędzy. Oczywiście siedemnastolatka rozwija się, zmienia i dojrzewa w trakcie filmu. Już na samym początku możemy domyślić się zakończenia, które powinno nas nieco bardziej do niej przekonać.

Jak najdalej stąd jest specyficzną opowieścią o kolejnym aspekcie trudów emigracji. Z pewnością wielu widzów odnajdzie w filmie siebie lub swoich bliskich. Domalewski starał się nam pokazać kilka perspektyw tego samego zjawiska, wyjaśniając, że żadna część rodziny w tego typu sytuacji nie ma lekko, każda z nich popełnia błędy. Trafnym podsumowaniem staje się monolog Jakubika, który wygłasza pod koniec filmu. Domalewski się rozwija, poszukuje nowych form. Co jeszcze zaprezentuje widzom?